Radź sobie synu!
Heinrich Leopold von Reichenbach-Goschütz kupił Twardogórę w 1743 roku. Zakupu dokonał 9 września, a już rankiem dnia następnego przyjechał do miasteczka i zażądał wydania insygniów władzy. Siedziba burmistrza znajdowała się wówczas prawdopodobnie przy dzisiejszej ulicy Młyńskiej i tam zajechać musiał hrabia. Butne zachowanie i rezygnacja z uroczystości hołdu mieszkańców wobec nowego pana odebrane zostały jako zlekceważenie społeczności i panującej tradycji oraz spotkały się z powszechną dezaprobatą. Kim był Heinrich – pierwszy z rodu Reichenbachów pan na Goszczu?

Heinrich Leopold von Reichenbach-Goschütz urodził się w Piotrowicach Małych (wtedy Klein Petrewitz) w 1705 roku. Jego ojcem był Heinrich von Reichenbach a matką Johanna Helena von Rohr und Stein. Gdy Heinrich Leopold przyszedł na świat, jego ojciec miał 72 lata, a matka 30, tak więc trudno mówić o ojcowskiej opiece nad dziećmi, które pamiętały ojca tylko z wczesnego dzieciństwa. Reichenbach senior był wcześniej żonaty z Johanną Margarethą von Seidlitz. Mieli syna - jedynaka, który zmarł w niemowlęctwie. Małżeństwo trwało aż do śmieci Johanny Margarethy, która zmarła w wieku 58 lat. Heinrich miał wówczas lat 64, tak więc przy powtórnym ożenku był już niemłodym panem młodym. Druga żona była o 42 lata młodsza. Pomimo słusznego już wieku małżonka, dochowali się siódemki dzieci. Heinrich Leopold był dzieckiem piątym, miał cztery starsze siostry, oraz młodszą siostrę i młodszego brata. Najmłodszy z dzieci Christoph Heinrich urodził się gdy ojciec ich miał lat 77. Ojciec zmarł w 1715 roku pozostawiając dzieciom spory majątek i na tym dobiegła końca jego osobista piecza nad rodziną. Musiał jednak wcześniej podjąć pewne decyzje i kroki, dzięki którym majątek rzeczywiście mógł przynosić profity.
W roku 1727 na licytacji prawni opiekunowie, którzy do czasu pełnoletniości dzieci zarządzali schedą, zakupili dla Heinricha Leopolda von Reichenbach majątek Goszcz - Goschütz. W 1730 roku dwudziestopięcioletni Heinrich Leopold otrzymał od cesarza Karola II tytuł hrabiowski i rozpoczął budowę rezydencji godnej najpierwszych rodów szlacheckich, a równocześnie zdobywanie kolejnych tytułów i zaszczytów.

Heinrich Leopold był kawalerem pruskiego orderu Orła Czarnego i ewangelickiego Zakonu Joannitów. Karierę zawdzięczał przede wszystkim zmianom politycznym i przejściem Śląska spod władania katolickich Habsburgów pod berło protestanckich królów pruskich. Szlachta protestancka zyskała wówczas możliwość zaistnienia w polityce państwa pruskiego i szanse obejmowania ważnych stanowisk. Pierwszym krokiem w karierze politycznej hrabiego było mianowanie go przez Fryderyka II generalnym naczelnikiem poczty na Śląsku (tytuł dziedziczny, który nosili również jego następcy). Szybka kariera i pomnażany czasem w sposób kontrowersyjny majątek spowodowały, że Heinrich Leopold nie cieszył się sympatią wśród śląskiej szlachty, a traktowanie poddanych dały mu opinię pana bezkompromisowego, surowego i wyzyskującego stan chłopski. Dokumenty poświadczające feudalny styl rządów hrabiego zachowały się w oleskim muzeum – Heinrich Leopold oprócz powiększania majątku goszczańskiego o okoliczne wioski i Twardogórę, zakupił również majątki Bodzanowice, Kamonki, Psurów, Wichrów, Wierzchosławice i Półwieś na opolszczyźnie. Minister dla Śląska Ernst Wilhelm von Schlabrendorf pisał o Reichenbachu: „Gdyby wszyscy Dolnoślązacy byli podobni do hrabiego, trzeba byłoby Boga prosić, by uniemożliwił on im zakup ziemi na Górnym Śląsku, gdyż rozpanoszyłoby się tutaj całkowite barbarzyństwo”. Hrabia nie zawsze przestrzegał prawa. Na przykład w 1753 roku kupił za 20 000 talarów Bodzanowice, wyciął rosnące tam lasy dębowe, czego wyraźnie zabraniały ówcześnie obowiązujące przepisy, a drewno sprzedał za 33 000 talarów. Chłopi z majątków na opolszczyźnie decydowali się na ucieczki za polską granicę, gdyż hrabia uniemożliwiał wykupienie się z poddaństwa (co również gwarantowały chłopom ówczesne przepisy) – głośne stały się zwłaszcza dwa postępki Heinricha Leopolda: gdy trzech parobków zostało przykutych do taczek, a wyuczony muzyk pragnący wykupić się z poddaństwa zmuszony został do pracy jak parobek przy wołach. Samuel Friedrich von Blacha, landrat oleski (czyli odpowiednik dzisiejszego starosty) pisał, że chłopi w majątkach Heinricha Leopolda ustawicznie skarżą się na nieludzkie traktowanie i przeklinają rodzinę hrabiego.
Heinrich Leopold był trzykrotnie żonaty. Pierwsze małżeństwo zawarł prawdopodobnie w 1729 roku z dwa lata młodszą od siebie, pochodzącą z Königsberg (dziś Kaliningrad) Helene Agnes hrabiną zu Solms-Wildenfels. Mieli sześcioro dzieci – dwie córki i czterech synów, w tym parę bliźniaków. Najstarsza córka Sophie Helene zmarła bezpotomnie jako panna w wieku dwudziestu lat, urodzona jako piąta Amalie Helene zmarła w niemowlęctwie, szóste z dzieci - Heinrich Albrecht żył zaledwie cztery dni. Najprawdopodobniej wystąpiły komplikacje porodowe, gdyż Helene Agnes zmarła w dwa dni po urodzeniu syna. Trzech pozostałych synów dożyło dorosłości i doczekało się potomstwa. Drugim dzieckiem był Heinrich II - dziedzic majątku w Goszczu.

Drugie małżeństwo Heinrich Leopold zawarł z Friederiką Charlottą Amelią von Schönaich-Carolath. Mieli troje dzieci. Najstarsza córka Amalie Helene Charlotte została wydana za mąż za hrabiego zu Dohna-Lauck (mieli jedną córkę i troje wnuków). Drugie dziecko – Carl Christoph Heinrich zmarł w dzieciństwie, żył dwa lata i cztery miesiące. Trzecie dziecko - córka Friederike Charlotte Amalie wyszła za mąż za hrabiego zu Dohna-Schlodien.
Friederike Charlotte Amelia von Schönaich-Carolath wyszła za Heinricha Leopolda prawdopodobnie w wieku 17 lat. Była młodsza od męża o 15 lat. Zmarła w Carolath (dziś wieś Siedlisko w powiecie nowosolskim) w wieku 21 lat, nieco ponad rok po urodzeniu swej najmłodszej córki. Jej sarkofag znajduje się w Goszczu w przypałacowym kościele obok sarkofagu Heinricha Leopolda. Czy była ukochaną żoną Heinricha, skoro to właśnie ją wybrał jako towarzyszkę wiecznego spoczynku? Czy zdecydował o tym przed śmiercią w 1775 roku, czy znacznie wcześniej? A może był to wybór wdowy po hrabim? Być może kiedyś uda się znaleźć odpowiedź i na te pytania. Powróćmy jednak do lat czterdziestych XVIII wieku.
Hrabia cały czas pomnażał majątek. W 1741 roku w Goszczu utworzone zostało wolne państwo stanowe, a w 1747 podniesione do rangi ordynacji1. Dbał również o rozbudowę i rozwój Goszcza – w czasach budowy pierwszej rezydencji (1730-1740) w miejscowości powstały manufaktury papierosów i jedwabiu (!), browar i gorzelnia, warsztat karoc a także pomniejsze warsztaty szewskie i stolarskie.
Hrabia ożenił się po raz trzeci. Najwyraźniej uznał, że nie warto szukać daleko, gdyż jego wybranką została siostra zmarłej drugiej żony Amelie Maria Anna von Schönaich-Carolath. Była ona o dwa lata starsza od siostry, a wychodząc za Reichenbacha miała około 24 lat, więc wedle ówczesnych standardów była starą panną. Z tego małżeństwa urodziło się jedenaścioro dzieci, niestety dwie córki i pięciu synów zmarło w niemowlęctwie lub wczesnym dzieciństwie. Dorosłość osiągnęły dwie córki i dwóch synów. I to właśnie jeden z synów z trzeciego małżeństwa - urodzony w 1746 roku Carl Heinrich Fabian pozostawił pamiętniki, z których dowiadujemy się nieco o zwyczajach panujących w hrabiowskim domu i charakterze Heinricha Leopolda.

Carl w pamiętnikach pisał o stylu życia Reichenbachów. To dzięki jego wspomnieniom możemy sobie wyobrazić, jak wyglądało życie osiemnastowiecznej śląskiej szlachty, a ród Reichenbach-Goschütz zdawał się wzorować pod względem mód i obyczajów na najpierwszych pruskich rodach książęcych. Pierwszą rezydencję ukończoną w 1740 roku wzniesiono w stylu barokowym. Hrabia ufundował również przypałacowy kościół ewangelicki, którego budowniczym był Jan Boumann. Pałac łączyła z kościołem oranżeria. W 1749 roku w pałacu wybuchł pożar, który strawił go doszczętnie. Hrabia Heinrich Leopold rozpoczął natychmiast budowę kolejnej rezydencji – z jeszcze większym rozmachem i przepychem. Zatrudnił znanego architekta – Karla Martina Frantza. W 1750 roku rodzina zamieszkała w nowym pałacu i żyła iście po królewsku. Nawet w dni powszednie obiady były wystawne, a mężczyźni stawiali się ze szpadą u boku i w białych rękawiczkach. Serwowano 6 do 8 dań, nawet gdy nie byli podejmowani żadni goście. Posiłki jadała rodzina hrabiowska wraz z dworem, na który składali się: ochmistrzyni, dwie panny dworskie, kawaler dworski, łowczy oraz preceptor (nauczyciel) pańskich dzieci. Na obiad zwoływał trębacz, naczynia były wnoszone przez służących strojnych w kapelusze, a na stole ustawiał je otwierający ich pochód furier. Podczas obiadu posilającym się umilały czas „szumne korowody, które z szacunkiem podziwiano” - były to zapewne następujące po sobie krótkie występy muzyczne, taneczne, recytacja wierszy. Poobiednią kawę wypijano na stojąco, a następnie dwór wycofywał się w głębokich ukłonach. Carl pisze, że były to zwyczaje powszechne pośród śląskiej szlachty, podobnie jak zajeżdżanie w gości kawalkadą powozów „zaprzężonych w saskie rumaki, z dwoma lauframi na przedzie, z dwoma paziami na stopniach i ugalonowanymi lokajami w tyle”. Te wielkopańskie zwyczaje i głębokie pokłony budziły wśród drobnej szlachty kontrowersje. We własnym towarzystwie mniej znaczne rodziny wyśmiewały snobizmy Reichenbachów, zazdrościły lub krytykowały obmawiając jak pisze Carl „te bóstwa ziemskie”.

Carl Heinrich Fabian był czwartym synem. Od początku wiadomym było, że jego szanse na odziedziczenie majątku w Goszczu są niewielkie, więc przeznaczony został do kariery wojskowej, jednak znacznie bardziej interesowało go zarządzanie i gospodarowanie. W 1771 Heinrich Leopold uznał, że garnącemu się do ekonomii synowi może przekazać Bodzanowice, ale nie za darmo – wycenił majątek na 20 900 talarów. Carl jako były oficer o niezbyt wysokim uposażeniu nie dysponował taką kwotą, więc ojciec podpisał z nim umowę kredytową z ośmioprocentowymi odsetkami. Pokazuje to, jak bezkompromisowy był hrabia w sprawach majątkowych – uznał, że taki „prezent” byłby zbyt hojny nawet dla własnego syna. Hrabia wyznaczył cenę nieco wyższą od tej, za jaką sam kupił majątek (20000), a pamiętać należy, że gospodarował tam na zasadzie wyciągania zysków bez jakichkolwiek inwestycji (jak w przypadku niezgodnej z prawem wycinki lasów). Majątek był tak naprawdę w kompletnej ruinie. Krowy padły na nosaciznę, niedożywione owce były wielkości królików, pola zaniedbane i nienawożone, dwór miał zmurszałe ściany i popękane piece. Podobno ściany dworu można było kruszyć kijem. Carl okazał się dobrym zarządcą - zaprowadził porządek na polach, zlecił roboty melioracyjne, odremontował dwór, założył wytwórnię potażu, cegielnię i kamieniołom, rozbudował hutę żelaza. Z perspektywy czasu powiedzieć można, że z feudalizmu ojca przeszedł do kapitalizmu. W 1780 roku sprzedał Bodzanowice za 80 000 talarów i kupił majątek w Bogacicy.
Carl Heinrich Fabian miał dwie żony. Pierwszą była Ulrike Luise Elisabeth von Burghauss, z którą miał ośmioro dzieci, czworo zmarło w dzieciństwie. Drugą żoną Carla została Christine Auguste Charlotte von Reichenbach-Goschütz – bratanica, córka Heinricha II. Mieli dziesięcioro dzieci, tylko jedno zmarło w dzieciństwie, jednak aż pięcioro nie doczekało się własnego potomstwa – przyczyną mogła być bezpłodność lub schorzenia wynikające z bliskiego pokrewieństwa rodziców.
Pomimo, a może właśnie dzięki postawie ojca „Nie ma nic za darmo”, Carl poradził sobie bardzo dobrze. Córki wydał świetnie za mąż, syn – dziedzic dał mu również wnuków. Tak więc opolska linia rodziny von Reichenbach-Goschütz została przedłużona.
A Heinrich Leopold? Zmarł w wieku 70 lat jako dumny pan na Goszczu, o który dbał bez porównania lepiej niż o włości na opolszczyźnie, przekazawszy majątek najstarszemu synowi Heinrichowi II. Ostatnia żona - Amelie przeżyła go o 15 lat.
Post nawiązuje do tematu 1. Tematów Tygodnia #19. Ryjkonosy bardzo krótko opiekują się młodymi, które siłą rzeczy są bardzo samodzielne od pierwszych dni życia. ;)
Ilustracje do tekstu należą do domeny publicznej (Public Domain).
Ciekawa historia, podejrzewam, że mieszkasz w opisywanych okolicach.
Jezeli mogę coś podpowiedzieć... bardzo dobrym zakoczeniem histori byłoby zilustrowanie obecnej sytuacji pałacu wraz ze zdjęciami pokazującymi jak pałac wygląda obecnie. Niestety jak cały Dolny Sląsk, a na pewno 90% jego świetności leży w gruzach.
Aby jednak nie trzymać zbyt długo w niepewności, zdjęcie spalonego skrzydła głównego.
Ta część kompleksu jest w najgorszym stanie, ale obiecuję pokazać też parę rzeczy zrewitalizowanych i lepiej rokujących na przyszłość tego miejsca. :)
Dziękuję!
Zapewne będzie osobny post o powojennych losach pałacu. Obiecuję wówczac aktualne zdjęcia. :)
Temat jest bardzo obszerny - w grę wchodzą losy kolejnych właścicieli, architekci pracujący przy pałacu i kościele, detale architektoniczne, mauzoleum i cmentarz, historia i stan obecny ogrodów pałacowych, trwające prace rewitalizacyjne. Cieszę się, że mogę liczyć na zainteresowanie tematem. :)
A... super, na załączonym zdjęciu zauważyłem płot. Czyli ktoś jednak zainteresował się pałacem.
Może kiedyś uda się go "postawić na nogi"...
Temat ciekawy, swojego czasu (początek lat 90-tych) w miarę możliwości wybierałem się na wyprawy po Dolnym Sląsku. Miałem sporo materiałów, niestety wypadek losowy sprawił, ze uległy zniszczeniu.
A teraz dylemat moralny. Jak większosć pałacow stoi w ruinie to mamy do nich w miare swobodny dostęp. Jak znajdą właściciela (prywatnego) to może nam ten dostęb zamknąć. Co lepsze? Czy mamy kirować się pasją i eksplorować do woli czy lepiej poświęcić się i niech budynki odzyskują dawną świetność, ale bedziemy mogli oglądać je już tylko na zdjęciach?
Ja chyba jednak wolę aby odzyskały swoją świetność. Zawsze warto próbować u właścicieli wyprosić możliwość zrobienia kilku fotek z zwenątrz.
Czekam na dalszą część.
Płot jest paskudny, ale do czasu zabezpieczenia ruin według nowego projektu, to taka nieładna konieczność.
Kompleks pałacowy w Goszczu jest obecnie własnością gminy i w najbliższym czasie to się nie zmieni. Gmina nie jest wprawdzie inwestorem, który na pstryknięcie palcami wykłada pieniądze na renowację całości, ale wreszcie machina remontowa ruszyła.
Niestety dylemat ma jeszcze jedną ścieżkę - chyba najgorszą z możliwych. Taką, gdy pojawia się chętny inwestor, przejmuje zabytek i okazuje się, że jednak nie robi nic. Tak w tej chwili dzieje się z uroczym pałacykiem w Mojej Woli.
To dopiero były czasy.
Bardzo dobry materiał. Naprawdę wiele pracy w to włożone.
Tak - czasami myślę, jak odległym od dzisiejszego, naszego było życie tych ludzi. Taki zupełnie inny świat.
Świetne.
Podpięcie się pod tematygodnia - mistrzostwo.
:-D
Naciągnięte do granic pęknięcia. ;)
Ciekawy post. Bardzo lubię takie historie, ale uważam, że czasami warto byłoby zastąpić niektóre nazwiska, które nie są istotne.
Niby czytałem to z uwagą, bo historia fajna, ale żadnego nazwiska nie zapamiętałem.
To jak w książce - trzeba dobrze wyważyć dobór słów, aby była jak najlepiej zrozumiana.
Kluczem do zapamiętania nazwisk rodów Dolnego Slaska sprzed 1945r. jest poznanie kilku, kilkunastu rodów szlacheckich. Reszta to ich kombinacje z połączeniem miejscowosci, w których mieli swoje posiadłosci, dwory i pałace. A i to nie daje gwarancji, ze kilka historii zapewni swobodne poslugiwanie się nimi.
Przykładowo Amelie Maria Anna von Schönaich-Carolath można odczytać Amelia Anna Maria z Pięnych Kątów i Siedliska. Tu akurat Siedlisko i Piekne Kąty to obecne nazwy dwóch miejscowości w powiecie nowosolskim.
Ale, tak... potwierdzam może być trudno zapamiętać to wszystko... dlatego ja czytam takie opowieści kilkukrotnie. Bo warto.
Dzięki za komentarz. Być może na kanwie tego tekstu popularnonaukowego powstanie kiedyś tekst typowo literacki i wówczas będzie zasadne użycie pojedynczego imienia, przydomku, aby czytelnik łatwiej identyfikował bohaterów.
Pozostawiłam m.in. nazwiska panieńskie kolejnych żon, aby czytelnicy - mieszkańcy Dolnego Śląska mogli zidentyfikować dawnych właścicieli majątków ze swoich okolic.
Spotkałam się z zabiegiem zamiany imion postaci historycznych na "łatwiejsze" i typowo polskie i ten zabieg uważam za nieuprawniony i szkodliwy w popularyzacji wiedzy o regionie. Wolę, aby słuchacz czy czytelnik zapamiętał kilka ciekawostek w połączeniu z informacją, że chodzi o dawnych panów włości (może nie pamiętać imienia i nazwiska), niż aby kojarzył jakiegoś "Adama", którego tak naprawdę nigdy nie było.
Taka zamiana imion też jest według mnie zła, ale można napisać np. "Niemiec", "Polak", "syn", "córka" zamiast wymieniać całe nazwisko, którego nikt nie zapamięta, ale rozumiem twoje użycie. Według mnie, po prostu takie informacje są często zbędne.
Nie mówię tu o "głównych bohaterach", ale nie sposób zapamiętać imion i nazwisk typu: "Johanna Helena von Rohr und Stein".