Zabójczy barok i cyfrowy terror. Recenzja „Akordu” W.P. Rdzanka

in Polish HIVE7 hours ago

1.jpg


Niedawno nadrabiałem zaległości i pisałem o „Algorytmie” – pierwszej części trylogii „AI-agent. Mroczne kody” autorstwa tajemniczego W.P. Rdzanka. Zgodnie z zapowiedziami, w maju na księgarskie półki wjechała druga część zatytułowana „Akord”, a na wielki finał przyjdzie nam poczekać zaledwie do sierpnia. Przyznam, że takie tempo wydawnicze w przypadku debiutanta na rynku literackim jest po prostu oszałamiające i cholernie zaskakujące.

O co tak naprawdę chodzi w tej historii?

Choć „Akord” to bezpośrednia kontynuacja „Algorytmu”, książka została skonstruowana tak sprytnie, że spokojnie mogłaby funkcjonować jako samodzielny byt. Punktem wyjścia jest niecodzienne odkrycie: niemiecki antykwariusz odnajduje w Żarach zaginiony, nieznany dotąd utwór barokowego mistrza Georga Philippa Telemanna. Sielanka nie trwa jednak długo – chwilę później zwłoki mężczyzny zostają znalezione w jednym z warszawskich hoteli.

Śledztwo w sprawie morderstwa przejmuje podkomisarz Ewa Dzik. Sprawą błyskawicznie interesuje się jednak ABW, które deleguje na miejsce kapitana Zygmunta Fiszera – asa od cyberbezpieczeństwa. Fiszer początkowo czuje się jak ryba bez wody, bo klasyczne morderstwo w pokoju hotelowym nijak ma się do jego wirtualnej działki, niemniej rutynowo zabezpiecza elektronikę zabitego Niemca.

Zanim śledczy zdołają złapać jakikolwiek konkretny trop, nad Europą dochodzi do serii katastrof lotniczych. Pięć maszyn transportowych, które wystartowały z belgijskiego Liège, rozbija się we Francji, Niemczech i nad Morzem Północnym. Rdzanek rezygnuje z tradycyjnych materiałów wybuchowych i stawia na nowoczesną broń cyfrową: wirusa, który infekuje i całkowicie blokuje systemy sterowania samolotami.

Odpowiedzialność za zamachy bierze na siebie enigmatyczna organizacja „Dzień Wolności”. W swoim manifeście określają się jako „ostatni bastion społeczeństwa i układ odpornościowy planety, który uruchomił się, by zwalczyć chorobę”. Tą chorobą są według nich zaawansowane prace nad sztuczną inteligencją, a terroryści żądają natychmiastowego i nieodwracalnego zatrzymania wszelkich projektów związanych z GenAI.

Fiszer prosi o pomoc genialnego programistę Karola Koppela, by ten prześwietlił złośliwe oprogramowanie znalezione na telefonie zamordowanego antykwariusza. Koppel przeżywa absolutny wstrząs – z przerażeniem odkrywa, że źródłem potęgi terrorystów jest jego własne, dawne dzieło. Zrozumienie tego faktu uruchamia morderczy wyścig z czasem. Koppel musi dowiedzieć się, jak jego kod sprzed lat wpadł w niepowołane ręce, i w tym celu rusza na lodowatą Alaskę. W międzyczasie Dzik i Fiszer wpadają na trop narzędzia zbrodni, które uśmierciło Niemca oraz dwoje nastolatków w metrze. Tym biologicznym, zabójczym narzędziem okazuje się... zaginiony utwór Telemanna, zagrany w odpowiednim, „śmiertelnym” tempie.

Moje wrażenia: Czy „Akord” przebija „Algorytm”? Zdecydowanie tak!

W.P. Rdzanek ma niebywały dar do tworzenia historii dynamicznych, nowoczesnych i piekielnie aktualnych. Autor doskonale wyczuwa lęki współczesnego społeczeństwa przed technologią i przekuwa je w opowieść, od której nie sposób się oderwać.

Autorowi udała się rzecz niezwykle rzadka: wplótł motyw klasycznej muzyki barokowej w realia cyfrowego terroryzmu w sposób absolutnie przekonujący. Połączenie XVIII-wiecznej partytury z hakerskim atakiem mogłoby brzmieć jak szalona, przekombinowana improwizacja, a jednak w „Akordzie” to po prostu żre. Zrobiło to na mnie takie wrażenie, że po odłożeniu książki od razu zacząłem wertować sieć, by sprawdzić, kim naprawdę był Telemann i ile jego dzieł faktycznie zaginęło w mrokach dziejów. Dla mnie to najlepszy znak jakości – dobra powieść to taka, która zmusza cię do szukania głębiej.

Rdzanek świetnie buduje napięcie. Nie jest ono tanie, bo płynie z wielu niezależnych źródeł. Autor tka skomplikowaną sieć interesów, politycznych gier i technologicznych zawiłości, a mnogość wątków z czasem idealnie wskakuje na swoje miejsce.

W przypadku „Algorytmu” moim głównym zarzutem było nierówne rozłożenie akcentów na poszczególnych bohaterów. W „Akordzie” ten problem znika. Być może autor wyciągnął wnioski, a być może ta pędząca na złamanie karku akcja tak mocno wciągnęła mnie od pierwszych stron, że po prostu przestałem zwracać uwagę na drobniejsze potknięcia. Nie mogę się doczekać, żeby poznać finał tej historii.

Ocena: 8/10 ⭐

2.jpg


W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.