
Nazwisko tego autora dotychczas kojarzyło mi się wyłącznie z mrocznymi, dusznymi kryminałami, aż tu nagle Mieczysław Gorzka wyskakuje z... komedią kryminalną. Po potężnej i krwawej dawce Igora Brudnego od Przemysława Piotrowskiego mój mózg desperacko domagał się czegoś lżejszego kalibru. „Spadek po mojemu” wydał się opcją idealną.
O czym jest ta książka, czyli kto umarł i dlaczego ma z tego ukręcić gruby hajs?
W wieku 90 lat umiera Alojzy Stawicki – multimilioner, przedsiębiorca, filantrop i przy okazji... jeden z największych złodziei dzieł sztuki w powojennej Polsce. Mimo wiecznych podejrzeń, nigdy nie udowodniono mu żadnej kradzieży. W środowisku marchandów legendą obrosła jednak tzw. „trójka Stawickiego” – trzy arcydzieła polskiego malarstwa, które zniknęły bez śladu i najpewniej zasiliły sekretną kolekcję staruszka.
Jedyną rodziną zmarłego jest dwóch wnuków: Szymon i Bartosz Dzióbkowie. Szymon to ksiądz wikariusz w Winnicy Małej. Stan duchowny w zupełności nie przeszkadzał mu w przyjmowaniu od dziadka comiesięcznego kieszonkowego w wysokości stu tysięcy złotych. Jak sam o sobie mówi: jest księdzem w trzech czwartych, a w reszcie – stuprocentowym facetem. Jego brat Bartosz to z kolei zdeklarowany ateista, nałogowy hazardzista z gigantycznymi długami, których mimo dziadkowych przelewów nie potrafi spłacić. Bartosz podsumowuje się krótko: „Kasa dziadka mnie zniszczyła, stałem się darmozjadem, a potem podłym darmozjadem”.
Po pogrzebie bracia dowiadują się, że legendarna „trójka” to w rzeczywistości „czwórka Stawickiego”, a dziadek zostawił bardzo precyzyjne dyspozycje co do testamentu. Aby położyć łapę na gigantycznej fortunie, bracia muszą najpierw spełnić ostatnią wolę zmarłego: zwrócić skradzione płótna prawowitym właścicielom. Haczyk? Muszą to zrobić tak bezczelnie sprytnie, by nikt nie zwąchał pismem nosem i nie ucierpiała nieskazitelna reputacja Alojzego. Żeby zgarnąć spadek, bracia będą musieli nieźle się nagimnastykować, bo na te same płótna chrapkę mają dawni kompani dziadka, policja, gangsterzy oraz... sam Kościół.
Moje wrażenia – Machulski pisałby pod to scenariusz
Książka aż prosi się o ekranizację, najlepiej w reżyserii Juliusza Machulskiego. Facet ma genialne wyczucie do komedii kryminalnych z wielką sztuką w tle – gdyby tylko chciał nakręcić trzecią część „Vinci”, Gorzka dał mu do ręki gotowy skrypt. Błyskotliwe dialogi, starcie księdza z ateistą i absurdalny pościg za obrazami działają bezbłędnie. Od pierwszego rozdziału, w którym Szymon występuje w roli „Szkota”, bawiłem się po prostu wybornie.
Gorzka miał genialny pomysł na fabułę. Wplątał tu niesłychanie modny motyw zaginionych dzieł sztuki, dorzucił krótki wtręt historyczny o prawdziwym, szalonym kolekcjonerze, a na koniec zmiksował to z galerią barwnych postaci: mamy tu księdza, zakonnicę, utracjusza, policjantkę, mafie rozmaitego autoramentu, a nawet agencje wywiadowcze. Efekt? Ucieczki, pościgi, porwania, domowa cytrynówka i zioło z Australii.
Uczciwe zastrzeżenie z mojej strony? Koncept, humor i tempo – absolutnie na plus. Cała reszta logicznej układanki momentami mocno się rozsypuje i ociera o czysty absurd. Ale hej, przecież kontrolowany chaos to naturalne środowisko najlepszego komizmu!
Warto też wspomnieć o notatce, którą autor zostawił na samym końcu. Otóż obrazy Matejki, Malczewskiego, Chełmońskiego i Wyspiańskiego, wokół których kręci się cała chryja, są wyłącznie wytworem wyobraźni Gorzki. Nigdy nie istniały, choć gdyby losy mistrzów potoczyły się inaczej, całkiem możliwe, że by powstały. Ta drobna uwaga od autora idealnie podsumowuje ducha całej książki: jest tu szczerość, skromność i kupa dobrego humoru.
Polecam gorąco – zarówno tym, którzy znają Gorzkę z jego mrocznego, krwawego wydania, jak i tym, którzy stykają się z nim po raz pierwszy. To wciąż ten sam świetny rzemieślnik, tyle że założył znacznie weselsze okulary.
Ocena: 8/10 ⭐

W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.