Last year, we decided to visit the Czech Republic with my wife's father in 2026. Working on my book has limited my contact with most people, so it's time to start catching up. We really enjoyed Harrachov in 2025, except for the fact that it was quite cold and, above all, windy. Today, June 8th, the thermometers showed between 29 and 31 degrees Celsius in the afternoon, and as soon as the sun disappeared behind the mountains, I was reminded how severe mountain frost can be.
Although the value of these areas has increased (as evidenced by the numerous tourism investments in southwest Poland – hotels, surrounding infrastructure, new fast-food restaurants, well-known franchises, and other attractions – I don't see any), I don't see significantly more visitors compared to what we saw in winter. Maybe my assumption is wrong, but it doesn't look like there will be many people. Most shops are closed, and there are significantly fewer ice cream shops, souvenir shops, etc., than on the Polish side of the border. Just as we saw some establishments full in winter, now guests are limited to strolling. Bar and restaurant owners and staff stood on their porches chatting among themselves. I didn't see any sports enthusiasts either, only cyclists or runners. Or, to put it another way, some establishments are struggling because breakfast and lunch are taken over by the restaurants. It's often a buffet, so people stuff themselves right under the tap, and on their walks, they'll just buy a snack or ice cream… Assuming they don't do it at the Czech discount store. We're staying in such a hotel, so paying for meals is out of the question. Some establishments will stay afloat, but others will face losses. Unfortunately, mountains are always less attractive to tourists.
As for us, aside from the numerous walks, we're considering bobsleighing. I think I went to Zakopane once; it was quite fun, but a quick ride. We probably won't visit the ski jumping and ice skating museums. I don't like either, and my partner only watches it on TV.
The town itself, however, is like something out of a fairy tale. I often hear complaints about Czechs that they rarely repair things, etc. For example, detached houses often haven't been renovated at all since they were built. This is largely true, but thanks to this, this town has retained its unique atmosphere. No matter how many words I write, the photos will convey much more. Even in the very center (whoa, strong words for this village), it's impossible not to gaze at the mountains or the wonderful, huge, green trees. Like something out of a nonexistent, colorful Disney fairy tale set in Eastern Europe. Foxes, frogs, and the Mole (after all, one of the Czech national symbols) are surrounded by old cottages, a few modern apartment blocks, and numerous colorful guesthouses. There are also equally beautiful gardens filled with colorful flowers or remnants of bygone times. Sometimes symbolic, but some people like to create truly attractive gardens.
I'm glad I don't have Wi-Fi outside the hotel, so I can enjoy this view with some of my loved ones. I do feel this lack of dopamine, and it sometimes makes me a little bored, but it's healthy, if only for a change. Besides, or rather, above all, it was nice to see them spending time together on vacation for the first time. And I got to chat with my father-in-law a little longer myself ;).
W zeszłym roku postanowiliśmy, że w 2026 odwiedzimy Czechy wspólnie z ojcem mojej kobiety. Przez pracę nad książką, ograniczyłem większość spotkań z większością ludzi, więc warto zacząć nadrabiać zaległości. W 2025 bardzo nam się podobało w Harrachovie, poza tym że było dość zimno, a przede wszystkim wietrznie. Dzisiaj 8 czerwca, termometry pokazywały od 29 do 31 stopni celcjusza po południu, a gdy tylko słońce zniknęło za górami, przypomniałem sobie jak dotkliwy może być górski mróz.
Mimo że wartość tych terenów wzrosła (co widać po licznych inwestycjach dotyczących turystyki na południowym zachodzie Polski - powstają hotele, infrastruktura wokół nich, nowe fast-foody, znane franczyzy, inne atrakcje, nie widzę), nie widzę by było znacznie więcej gości względem tego, co widzieliśmy zimą. Może moje założenie jest mylne, ale nie wygląda na to, by było dużo ludzi. Większość sklepów jest zamknięta, punktów sprzedaży lodów, pamiątek etc. jest znacznie mniej niż po polskiej stronie granicy. Tak jak zimą widzieliśmy, że niektóre lokale były pełne, tak teraz goście ograniczają się do spacerów. Właściciele i pracownicy barów, czy restauracji stali na ganku i gadali między sobą. Miłośników sportu też nie uświadczyłem, jedynie rowerzystów lub biegaczy. Albo inaczej, część lokali ma problem, bo śniadania i obiady ogarniają restauracje. Często jest to szwedzki stół, więc ludzie napchają się pod kurek, a na spacerze kupią sobie jedynie jakąś przekąskę lub lody… Zakładając, że nie zrobią tego w Czeskim dyskoncie. My mieszkamy właśnie w takim hotelu, więc odpada nam płacenie za posiłki. Część lokali utrzyma się, ale część będzie zaliczała straty. Niestety, góry są zawsze mniej atrakcyjne dla turystów.
Jeśli o nas chodzi, pomijając liczne spacery, rozważamy zjazd na torze bobslejowym. Kiedyś zjeżdżałem bodajże w Zakopane, całkiem fajne, ale szybka zabawa. Raczej nie odwiedzimy muzeum skoków narciarskich i łyżwiarstwa. Ja nie lubię obu dziedzin, a moja partnerka ogląda go wyłącznie w telewizji.
Natomiast samo miasto jest jak z bajki. Dość często słyszę narzekania na Czechów, że rzadko naprawiają różne rzeczy itd. Np. wolnostojące domy często nie były generalnie remontowane od momentu ich zbudowania. To w dużej mierze prawda, ale dzięki temu, to miasteczko zachowało swój unikalny klimacik. Choćbym napisał niewiadomo ile słów, zdjęcia pokażą znacznie więcej niż one. Nawet w ścisłym centrum (ho, ho, mocne słowa jak na tę wioseczkę) nie sposób nie patrzeć na góry, czy cudowne, wielkie i zielone drzewa. Jak w nieistniejącej, kolorowej bajce Disneya, którego akcja mogłaby się dziać we wschodniej części Europy. Liski, żaby, Krecik (w końcu jeden z symboli narodowych Czechów) otoczone starymi chatkami, kilkoma nowoczesnymi blokami i licznymi, kolorowymi pensjonatami. Do tego równie śliczne ogródki pełne kolorowych kwiatów lub jakiś pozostałości dawnych lat. Czasem symbolicznych, ale niektórzy ludzie lubią zrobić naprawdę atrakcyjny ogród.
Cieszę się, że nie mam wi-fi poza hotelem i mogę się cieszyć tym widokiem wraz z częścią moich najbliższych. Co prawda czuję ten brak dopaminy i przez to czasem się trochę nudzę, ale to zdrowe, choćby dla samej odmiany. Poza tym, czy raczej przede wszystkim, miło było zobaczyć po raz pierwszy na własne oczy, jak spędzają wspólny czas na wakacjach. No i sam mogłem pogadać trochę dłużej z teściem ;).
Kret nie jest do końca czeskim symbolem narodowym.
!WINE
Tak mi się wydawało widząc Kreciki z popularnej kreskówki na wystawach sklepowych. Nie mówiłem tego w sensie dosłownym, tylko bardziej symbolicznym. Coś jak Wiedźmin dla współczesnej Polski lub Dragon Ball dla Japonii. Mimo że od premiery DB minęło wiele lat, Japońscy politycy ciągle korzystają z tego jako mocne narzędzie soft-power. W tym albo zeszłym roku nowa premier Japonii zrobiła gest Kamehameha z Emanuelem Macronem.
Dziękuję! Dobry Dzień :).