Ostatnio przeczytałem #85 - "Martwe lwy" - Mick Herron

in Polish HIVElast year

Moim postanowieniem noworocznym było między innymi, że będę publikował krótkie recenzje książek, które właśnie przeczytałem. Jest to w zasadzie powrót do tego co robiłem wcześniej, jednak później tyle książek przeszło przez moje ręce, a brakowało czasu na napisanie recenzji. Teraz postanowiłem to zmienić, "Martwe lwy" to pierwsza powieść przeczytana (wysłuchana) w tym roku.

Powieść Micka Herrona „Martwe lwy” to druga książka z serii o renegatach z MI5 zesłanych do Slough House przetłumaczona na język polski (w kolejce jeszcze kilka tomów). Na wstępie warto wytłumaczyć skąd wzięło się określenie biura kierowanego przez Jacksona Lamba „Slough House”, otóż jest jest to angielska gra słów, gdyż w slangu MI5 agentów zesłanych tam nazywa się „Kulawymi końmi” czyli „Slow horses”, stąd wzięło się Slough House. „Kulawe konie” to zresztą tytuł pierwszego tomu tej serii.

2x99906787420.jpg

Źródło Legimi.com

Slough Houce to miejsce, do którego trafiają wszyscy agenci, których MI5 chce się pozbyć, ale z jakiegoś powodu nie wypada tego robić bezpośrednio ich zwalniając (rasizm, LGBT itp.). Dlatego zamiast pracy w terenie „Kulawe konie” przekładają sterty papierów z jednej kupki na drugą, monotonna i nudna praca, ma ich zmusić do rezygnacji. Każdy z nich ma jednak nadzieję, że dzięki jakiejś spektakularnej akcji ktoś z Regent Park (centrala MI5) dostrzeże ich starania i wrócą do prawdziwej pracy. Dotychczas nikomu to się jednak nie udało.

Tą grupą renegatów dowodzi Jackson Lamb, w czasach Zimnej Wojny jeden z czołowych agentów kontrwywiadu Jej Królewskiej Mości, obecnie ma sporą nadwagą, nałogowo pali i pije, jego cechą charakterystyczną jest głośne pierdzenie i ostry język. Jego gabinet na ostatnim piętrze tak jest opisany: „Powietrze jest ciężkie od psiego węchu: jedzenie na wynos, nielegalne papierosy, jednodniowe bąki i stęchłe piwo... . .” Mimo tych wszystkich przywar można go w pewien sposób polubić.

Sprawa śmierci Dickie'ego Bow'a emerytowanego szpiega z końca lat osiemdziesiątych w oksfordzkim autobusie, nie daje Lamb’owi spokoju, ponadto w telefonie Bow’s znajduje niewysłaną wiadomość: „cykady”. To sprawia, że wracają demony przeszłości, kiedy to był w „Zoo szpiegów” czyli w Berlinie po upadku muru. Wtedy po raz pierwszy usłyszał hasło ‘cykady”. Oznaczało ono siatkę uśpionych rosyjskich szpiegów, którzy jak cykady mieli się przebudzić po latach na jedną jedyną akcję.

Długa nieobecność Lamba w Slough House budzi poruszenie wśród innych „kulawych koni”, bo to oznacza, że Lamb znalazł jakieś zadanie, a jak on ma to może i oni wrócą do pracy w terenie, żeby się wykazać. Okazuje się, że mieli rację. Przekładanie papierów odkładają na bok i wracają pod nadzorem Lamba do niebezpiecznej pracy operacyjnej. Jednak zanim do tego doszło Lamb w prosty żołnierskich słowach wytłumaczył, gdzie jest ich miejsce.

Nie lubimy być poza obiegiem. - powiedział River Catwright
Zawsze jesteście poza obiegiem. Obieg jest wiele mil stąd. Najbliżej bycia na bieżąco będzie, gdy zrobią o tym film dokumentalny i pokażą go na History Channel. Myślałem, że zdajesz sobie z tego sprawę - odparł Lamb, a następnie podniósł brudny kubek z biurka i rzucił nim w Catherine. River złapała go, zanim dotarł do jej głowy. Lamb powiedział: „Cóż, cieszę się, że odbyliśmy tę rozmowę. A teraz spierdalaj. Cartwright, daj to Standish. Standish, napełnij go herbatą.”

Szybka, wartka akcja, ciekawe postacie i zaskakujące zakończenie. Autor po wielokroć zwraca uwagę czytelnika na bardzo aktualny temat łatwego wykreowania postaci lub osobowości w internecie, od nieistniejącego muzyka, po...??? Nie chcę za dużo spoilerować, bo może ktoś będzie chciał sięgnąć po książkę i zepsuję tej osobie zabawę.

„Martwe lwy” to bardzo dobra, inteligentna, pełna zwrotów akcji i odpowiednią dawką ciężkiego brytyjskiego humoru powieść umiejscowiona w świecie szpiegów, dymu i luster, gdzie trudno określić kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Doskonale bawiłem się w trakcie lektury, a w zasadzie słuchania, bo czytał mi wprost do uszka wspaniały Krzysztof Gosztyła.

data wydania: 29 września 2021
ISBN: 9788366873124
liczba stron: 345
kategoria: powieść sensacyjno-szpiegowska
język: polski


W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.


Sort:  


The rewards earned on this comment will go directly to the person sharing the post on Twitter as long as they are registered with @poshtoken. Sign up at https://hiveposh.com.

Nowe słuchawki zakupione w sam raz do słuchania lektur na długich spacerach. Na pewno wybiorę jakąś książkę z twoich poleceń!

Czekam w takim razie na kolejne recenzję 🙂 mi pierwszy przeczytany w tym roku kryminał niestety nie podszedł. Wcześniej przeczytałam za to komedię kryminalną, przy której miło spędziłam czas 🙂

W czytaniu jest mocny thriller, wciąga tak, że recenzja powinna pojawić się do końca tygodnia. Z komedii kryminalnych to uwielbiam wszystko od Alka Rogozińskiego, no i seria o emerytce Zofii Wilkońskiej autorstwa Jacka Galińskiego (szczególnie pierwsze tomy).

Do tej pory z komediami kryminalnymi było mi bardzo nie po drodze. Źle trafiałam. W tym roku sięgnęłam po "Śmierć na Zanzibarze" i naprawdę mi się spodobała 🙂 ja jutro biorę się za thriller, który zapowiada się naprawdę emocjonujący.