Kolonizacja kosmosu, kontrola narodzin, prawo i religia (czyli niezły bałagan)

in #polish4 years ago (edited)

Ten wpis powstał jako nieco chaotyczny zbiór moich przemyśleń związanych z bardzo ciekawym postem @assayer'a. Początkowo miał to być komentarz ale za bardzo mi się rozrósł, więc postanowiłem zrobić z niego oddzielny post. Artykuł @assayer'a był wybitnie ciekawy i skłaniający do refleksji. Tym bardziej, że po przeczytaniu tytułu spodziewałem się czegoś zupełnie innego (bez urazy, myślałem, że będziesz ewangelizował :-). Zachęcam zatem gorąco do jego przeczytania. Poniżej zaś kilka moich refleksji nim zainspirowanych.

@assayer zastanawiał się czy religia byłaby niezbędna do przetrwania wielopokoleniowej wyprawy kosmicznej.

Aby współpraca była możliwa i skuteczna, konieczna będzie wspólna wiara w zasady obowiązujące wszystkich, a wynikające z jakiegoś wyższego, nienaruszalnego porządku.

To nie musiałaby być religia (wolałbym nawet powiedzieć, że to nie powinna być religia, ale zostawmy to). Może wystarczyłaby świadomość, że za tą cienką metalową ścianką jest zabójcza nicość, która przy naszym najmniejszy błędzie, po prostu nas unicestwi. Świadomość, że trzeba działać razem żeby do tego nie doszło. Z jednej strony bardzo dla mnie ciekawe jest, czy możliwe byłoby stworzenie jakiegoś spoiwa społecznego na bazie instynktu przetrwania, nauki, technologii i jakiejś formy regulaminu czy wykładni, która dawałaby kolonistom cel. Coś w stylu "Lecimy tam by ludzkość nie wyginęła, jesteśmy jej ostatnią szansą". Z drugiej zaś strony wydaje mi się, że taka wyprawa i tak by się nie udała, niezależnie od tego czy użyto by religii czy czegokolwiek innego. Moim zdanie niemożliwe jest osiągnięcie takiej jedności celu w żadnej większej grupie ludzi, w żadnym społeczeństwie. W tak niebezpiecznym środowisku wystarczy jeden szalony i zdeterminowany człowiek, który nie zechce się podporządkować. W odwecie za odrzucenie, czy próbę izolacji lub wręcz zmuszenia go do podporządkowania się po prostu zechce wszystkich zabić. I to najprawdopodobniej mu się uda. I tacy ludzie na pewno będą się pojawiać. Jeśli nie w pierwszym czy drugim pokoleniu, to na pewno w trzecim czy którymś kolejnym.

Mój brak wiary w powodzenie takiej misji w niczym nie przeszkadza jednak w dalszych dywagacjach nad tym tematem ;-P.

Udana wyprawa międzygwiezdna będzie innymi słowy wymagała projektowania w zakresie religii.

Pomysł z projektowanie religii pod taki konkretny cel jest bardzo ciekawy, mam tylko wątpliwość, czy ludzkość ma w tym jakieś świeże doświadczenia? No dobra, scjentolodzy, kościół Wesołego Jezusa Zbawiciela na Zielonoświątkowych Wrotkach (nikogo nie chce urazić, po prostu w USA każde hrabstwo ma po 5 takich dziwnych kościołów/religii), tysiące guru od sekt i tak dalej. Ale to wszystko amatorzy :-). Czy są od tego jacyś specjaliści? Wyznawcom teorii spiskowych za ewentualne odpowiedzi z góry dziękujemy.

Żagle słoneczne to pierwsza w miarę realistyczna opcja dla przyszłych lotów międzygwiezdnych.

Co do napędu żaglem słonecznym - rzeczywiście jest to napęd, który naprawdę można stosować (pierwszy raz o takim żaglu przeczytałem u Lema w książce sprzed 50 lat czy mi się wydaje?). Moim zdaniem niepraktyczny dla celów kolonizacyjnych ale realny. Więcej o tym jak mogłaby wyglądać daleka podróż kosmiczna (pod kątem napędu czy czasu podróży) w poniższym arcyciekawym filmie z kanału SciFun:

Prawdopodobnie każda przygoda erotyczna zostanie poddana ścisłej kontroli. Co więcej: czystość być może stanie się tak ceniona, że elity inżynierów i pilotów statku międzygalaktycznego będą ślubowały "nie zbliżanie się do kobiet", podobnie jak dzisiejsi biskupi i kapłani katoliccy.

Zgadzam się, że proces prokreacyjny powinien podlegać bardzo ścisłej kontroli. Nie byłoby mowy o swobodzie łączenia się w pary w celu spłodzenia dziecka. Ale nie chodziłoby wyłącznie o kontrolę nad liczbą urodzin, ale przede wszystkim o kontrolę nad pulą genetyczną. Nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi to bardzo mała pula genów, kontrola nad łączeniem materiału genetycznego byłaby konieczna praktycznie od drugiego pokolenia. Czy wiecie, że na Islandii jest aplikacja na telefon, która pozwala sprawdzić Ci jak blisko spokrewniona jest osoba, którą chcesz zaprosić na randkę (trochę ponad 330tys. mieszkańców i kilka wieków izolacji)? I to nie są żarty.

Nie wierzę jednak w pomysł wprowadzenia celibatu dla elit. Naprawdę nie wiem czemu miałby on służyć. Chyba największą jego wadą byłoby wyłączenie wartościowej puli genów z obiegu. No i oczywistości takie jak to, że seks dla wielu ludzi jest ważną częścią ich życia. Nie można pomijać również jego roli jako czynnika spajającego relacje między ludźmi (choć oczywiście może również na nie oddziaływać destrukcyjne).

Prawa kobiet szybko zostaną ograniczone.

Ograniczanie praw kobiet wydaje się niezbyt mądrym pomysłem (jak też bardzo niesprawiedliwym ale tutaj spróbujmy skupić się na czysto praktycznej stronie tematu). W małym, zamkniętym społeczeństwie gdzie każda para rąk a w zasadzie każde dwie półkule mózgowe mogą a wręcz powinny służyć wspólnym celom, sprowadzenie połowy populacji do podrzędnej roli surogatek to czyste marnotrawstwo. I nie byłoby oczywiście mowy o dobrowolnej i wartościowej współpracy kobiet, jeśli traktowano by jako mniej uprzywilejowaną część społeczności.

Seksmisja

Źródło: Fototeka

Niestety, nie wszyscy zachowują prawo. Co zrobić z tymi, którzy będą mieli dzieci wbrew prawu, albo nawet popełnią gorsze wykroczenia jak morderstwo (lekkie przestępstwo, gdyż ogranicza popyt na żywność) lub kradzież (najgorsze możliwe wykroczenie)? Nie ma mowy o ich utrzymywaniu za darmo w więzieniach. Komory “Ostatniego oczyszczenia” będą otwierane raz w miesiącu, a żrąca pustka Kosmosu szybko i skutecznie oczyści konających grzeszników z ich win...

Mnie również wydaje się, że regulacje prawne, które musiałyby obowiązywać na takim statku z konieczności byłyby dalekie od tego, które my dziś nazywalibyśmy sprawiedliwymi czy humanitarnymi. Bardziej niż ograniczania praw części kolonistom, spodziewałbym się raczej ustroju czysto totalitarnego z całkowitą kontrolą nad jednostką i z bezwzględnym wyłączeniem prawa do prywatności. Jednak idea z wprowadzeniem roli nadzorcy (sprawowanego na przykład przez sztuczną inteligencję) prawdopodobnie doprowadziłby do całkowitej degeneracji gatunku. Ludzie uzależniliby się od tej maszyny, która za nich podejmuje decyzje.

Komory “Ostatniego oczyszczenia” będą otwierane raz w miesiącu, a żrąca pustka Kosmosu szybko i skutecznie oczyści konających grzeszników z ich win...

Taki sposób na egzekucję przemawia może do wyobraźni ale jest skrajnie niepraktycznym marnowaniem zasobów. Ciało skazańca powinno zostać ponownie wykorzystane (np. przez odzyskanie wody, jej przefiltrowanie i wprowadzenie do obiegu wodociągowego statku, resztki ciała przekazane do modułu produkcji nawozów).

Solaris

Źródło: imdb.com

Jednak największym problemem dla takiej wyprawy, byłby najprawdopodobniej niezwykle długi czas jej trwania. Nawet przy założeniu, że nie wystąpiły żadne z nieskończonej liczby nieszczęść, które mogłoby ją natychmiast zakończyć. Przez kilkaset lat a tym bardziej przez kilka tysięcy lat, zmiany kulturowe i cywilizacyjne, które zaszłyby wśród kolonistów byłyby tak duże, że ostatnie pokolenie, które dotarłoby wreszcie do celu podróży nie potrafiłoby żadną miarą zrozumieć pobudek ani celów pierwszego pokolenia swoich potomków, tego które na statek wsiadło. Mam też silne przeczucie, że ta ostatnia generacja podróżników, wcale nie chciałoby opuszczać swojego statku i zasiedlać nowego układu. Życie poza zamkniętą, metalową skorupą otoczoną próżnią byłoby dla nich tak samo obce i niewyobrażalne jak dla nas egzystencja w środku Wielkiej Czerwonej Plamy na Jowiszu.

Sort:  
  1. Świadomość jest najwiekszym problemem współczesnego świata, antonim świadomości to ignorancja. Programowanie ludzi jest realnym problemem.
  2. Jak czytałem o religii to mnie wykręcało, aż dotarłem do projektowania religii, i to ma sens nawet, przy założeniu, że wszystkie grupy/kulty/sekty są infiltrowane i ktos zbiera date opracowywujac protokoły postepowania bla bla bla = możliwe
  3. Kontrola urodzin wraz z rozwojem technologii, miedzy innymi cripsr, zamienia się w projektowanie urodzin - designing population, pula genetyczna przestaje miec znaczenie, kobiety mimo wszystko zachowują wartość - dewersyfikacja myśli. Zagrożenia bardzo nie przewidywalne, ale mamy postepujace mozliwosci analityczne, może się nie zniszczymy
  4. sex i jego znaczenie, kiedyś mówiłem, że sex jest głównym czynnikiem upadku świadomosci, korelacja wydaje się być oczywista. Wierze tutaj w naturalny cykl koniunkturalny i odbijajac się od dna ludzkość odzsyskując świadomość odsunie sex na dalszy plan. Tutaj chyba powinienem dodać nieustajacy zanik prywatności, albo też nawijmy to ciekawie skacząc nieco w przyszłość spadek wartości prywatności przy wzroście wartości danych
  5. Odnosnie istnienia ludzi, ktorzy sie nie podporządkują. Zostało to już określone w tych papierkach CETA? zmieniali temu nazwy parę razy żebyście się pogubili i tak nikt tego nie przeczytał. W każdym razie już tam dzielą ludzi na natural human beings, i określają potrzeba istnienia i ochrony takowych ze względu na utrzymanie dywersyfikacji danych, i możliwość genetycznej cofki. To ciekawe ile takie dokumenty mogą nam powiedzieć o przyszłości

DATA = dane, cały czas wacham się przy takim bezpośrednim tłumaczeniu, jakby data zawierało w sobie więcej treści...

Dziękuję, że poświęciłeś tyle czasu na refleksję nad moim postem, a także za rozbudowane i ciekawe odpowiedzi w różnych zakresach.

Co do potrzeby religii: zgadzam się, że groźna pustka Kosmosu może być motywacją do współpracy. Problem jednak, jak tę współpracę zorganizować? Co robić, kto ma co robić - i dlaczego? To już wymaga jakiejś głębszej interpretacji, kim są koloniści, ludzie, jaki to ma sens, skąd płyną zasady współpracy itd. Nazywam to religią (za Yuvalem Harari).

Projektowanie religii brzmi dziwnie i profesjonalistów brak, zgoda. Ja jednak uważam, że przy takim ekstremalnym projekcie społecznym - zawodowcy by się przydali. Może trzeba stworzyć nową dziedzinę badań, na pograniczu religioznawstwa i teologii?

Żagle kosmiczne to na razie jedyna sensowna i realna technologia w lotach do gwiazd. Słaby napęd, ale to już i tak duży przełom. Wcześniej było tylko science fiction...

Bardzo interesujaca ta wiadomość o kontroli genów na Islandii. A zatem mamy już jakieś poważne, realne doświadczenia tutaj, możnaby je rozwinąć.

Co do celibatu elit, chodzi tylko o przykład dla wiernych. Nie twierdzę, że elity rzeczywiście zachowywałyby celibat. Wielu księży katolickich też ma z tym problemy, i biskupi także.

Co do egzekucji, faktycznie szkoda marnować ciało. Byłaby inna metoda.

Kwestia interwencji sztucznej inteligencji jest złożona. Ja pisałem, że powstaną brutalne religie. Ty dodałeś, że koloniści mogą w ogóle zapomnieć o życiu na planetach i chcieć zostać w przestrzeni. Dlatego właśnie chciałem zaszczepić wiarę w Księgę Ziemi i wprowadziłem interwencję AI. Aby znów upodobnić kolonistów do nas.

Być może to błąd. Być może wyprawa będzie zbyt długa, aby jej cel miał nadal znaczenie dla uczestników, a Ziemianie powinni to zaakceptować? Możesz mieć rację...

Jeszcze raz dzięki za przemyślane, ciekawe komentarze :)

Bardzo interesujaca ta wiadomość o kontroli genów na Islandii.

Kontrola to za duże słowo. Z tego co pamiętam o tej aplikacji, to pomaga ona znaleźć ewentualnych wspólnych przodków dla dowolnych dwóch mieszkańców Islandii. Nawet dość odległych przodków. Skąd mają takie dane? To może być pomysł na kolejny wpis. :-)

Inna rzecz to kwestia czy ta aplikacja jest traktowana na poważnie. Jak mi się zdaje, Islandczycy są raczej dobrze wykształceni i raczej mają dość wysoką świadomość konsekwencji, które wiążą się z dość ograniczoną pulą genową, więc może traktują ją na poważnie. Ale i tak to oczywiście za mało by można to było nazwać kontrolą genów.

Być może to błąd. Być może wyprawa będzie zbyt długa, aby jej cel miał nadal znaczenie dla uczestników, a Ziemianie powinni to zaakceptować? Możesz mieć rację...

Ja to widzę tak. Ludzkość potrzebuje ekspansji - nie po to by budować potęgę i zdobywać kosmos, ale po to by przeżyć. Gniecenie się na jednej tylko planecie, którą na dodatek sukcesywnie niszczymy, nie może skończyć się dobrze.

Muszą powstać nowe kolonie. Każda nowa kolonia musi być samowystarczalna - musi być w stanie przetrwać bez pomocy z zewnątrz. Czy to z Ziemi czy z innej kolonii. Oczywiście handel między koloniami i Ziemią będzie przynosić korzyści wszystkim stronom, ale niezwykle istotne jest by w sytuacji gdyby dowolna ze stron wpadła w poważne kłopoty, pozostałe były w stanie przetrwać bez niej.

Najprostszy pomysł: to co ludzie powinni zrobić w pierwszej kolejności to skolonizować układ słoneczny. Problemem jest to, że ludzkość jeszcze długo nie będzie wystarczająco rozwinięta technicznie by potrafić skolonizować nieprzyjazne planety czy księżyce naszego układu. Wciąż bardzo dalecy jesteśmy od choćby założenia tam stałej, załogowej stacji badawczej czy jakiejś kopalni a co dopiero samowystarczalnej kolonii.
Drugim pomysłem jest znalezienie planety w innym układzie słonecznym, która byłaby dużo bardziej podobna do Ziemi a tym samym łatwiejsza w kolonizacji. Planeta z przyjazną dla ludzi atmosferą o podobnym ciążeniu, jakiś zasobach wody itd. Myślę, że kolonizacja takiej planety wymagałaby niższego poziomu rozwoju technicznego niż pomysł pierwszy. Ale zdaję sobie sprawę, że te różnice mogą być tylko pozorne, bo kolonistów na tę planetę trzeba jeszcze dostarczyć a to jest z kolei znacznie bardziej skomplikowane niż podróże wewnątrzukładowe. Ten drugi pomysł pasowałby pewnie do koncepcji przedstawionej przez Ciebie - długa podróż i raczej w jedną stronę.

Mimo wysokich barier technologicznych do pokonania, kolonizacja układu słonecznego w pierwszej kolejności wydaje mi się lepszym rozwiązaniem. W czasie jej trwania zapewne powstałyby technologie, które znacznie ułatwiłyby podróże międzyukładowe (technologie hibernacyjne, napędy rozpędzające do prędkości bliskiej prędkości światła albo tunele czasoprzestrzenne). Ekspansja na inne układy słoneczne to byłby kolejny naturalny krok.

Największym problemem jaki widzę w tym drugim pomyśle jest bardzo wysokie ryzyko. Po pierwsze związane z odległością od celu, po drugie z czasem jaki byłby potrzebny do jej pokonania (o czym pisałem w poście). Poza tym, odlatujące 40tys. wybrańców pozostawiłoby ogołoconą z zasobów Ziemię (dosłownie ogołoconą, ile tego trzeba by zbudować i wypełnić zapasami tak wielki statek kosmiczny) i pozostałych Ziemian praktycznie bez żadnych perspektyw i nadziei. Czy nasza planeta byłaby w stanie zapewnić zasoby na następną podobną wyprawę do kolejnego celu? Śmiem wątpić. Zresztą po co? Druga wyprawa, podobnie jak pierwsza nie rozwiązałaby żadnych problemów tych, którzy na Ziemi pozostaną.

Bardzo ciekawy tekst! Moim zdaniem spokojnie możesz dopisać do tego tag #tematygodnia i brać udział w całej zabawie. W końcu ten tekst powstał dzięki Tematom Tygodnia! :)

A co do moich takich szybkich przemyśleń:

  1. Chociaż dla nas jest oczywiste, że w kosmosie nie można przeżyć, dla pokolenia n może to być takim pisanym mitem. Istnieje duże ryzyko, że ktoś będzie chciał to sprawdzić w praktyce i to może mieć poważne konsekwencje dla całej misji.
  2. Co do takiego wyższego poczucia "ratowania ludzkości" - jak wyżej - kolejne pokolenia nie będą wiedzieć o co chodzi. Czym jest Ziemia, jak działa i co się na niej dzieje. Dla nich to będzie kolejny mit.
  3. A gdyby stworzyć religię opartą na nauce? Nie wiem, jednym z bogów może być np. Grawitacja lub Czas.

OK. Dopisałem taga. Dzięki.

Ad1 i 2. No właśnie. To w jakim kierunku (już pomijając całkowicie zagrożenia z zewnątrz) mogą pójść zmiany w tak zamkniętej społeczności w tak długim okresie jest całkowicie nie do przewidzenia. Może religia by pomogła a może by zaszkodziła. Myślę, że ludzkość nie ma jeszcze żadnych narzędzi by podejść do tematu tak długiej podróży. I pisząc narzędzia mam na myśli nie śrubokręty, komputery czy roboty tylko odpowiednie gałęzie psychologii, socjologii i niech będzie teologii (i może jakichś zupełnie nowych - astrosocjologia?, psychologia podróży kosmiczznych?), naukowe teorie, doświadczenia. Coś kiedyś czytałem o tym, że podróże kosmiczne nawet wewnątrzukładowe mogą być znacznie trudniejsze niż nam się wydaje. Nie technologicznie ale np. pod kątem zdrowia psychicznego ludzi, którzy mieliby brać w nich udział. Podobno zdarzało się, że całkowicie zdrowi ludzie wariowali gdy spędzili samotny weekend w zepsutej windzie w biurowcu. A teraz co jeśli to miałoby być ileś miesięcy czy lat w znacznie bardziej niebezpiecznym i stresującym otoczeniu. Dlatego tak ważne są misje załogowe, jeszcze wiele trzeba się nauczyć.

Ad 3. Tego sobie nie umiem wyobrazić :-). Dawaj jakiś przykład. Modlitwa do świętego prawa zachowania pędu? Oświecona termodynamika? Przenajświętszy dualizm korpuskularno-falowy?

Congratulations! This post has been upvoted from the communal account, @minnowsupport, by alcik from the Minnow Support Project. It's a witness project run by aggroed, ausbitbank, teamsteem, theprophet0, someguy123, neoxian, followbtcnews/crimsonclad, and netuoso. The goal is to help Steemit grow by supporting Minnows and creating a social network. Please find us in the Peace, Abundance, and Liberty Network (PALnet) Discord Channel. It's a completely public and open space to all members of the Steemit community who voluntarily choose to be there.

This post has received a 0.35 % upvote from @drotto thanks to: @banjo.

Ciekawe przemyślenia, ktoś z was zapewne po części ma rację, może tak się stać.