[temaTYgodnia #51] Kler - trudny film o trudnych tematach

in #polish6 years ago (edited)
Kilka godzin temu wróciłem z kina. Już kilka godzin a wciąż nie do końca mogę się pozbierać. Ten film mnie rozwalił - wcisnął w fotel i rozdeptał. Już dawno nie oglądałem filmu, który wywarł na mnie takie wrażenie, który wzbudził takie emocje. Nie wiem czy wszyscy ludzie w kinie mieli takie odczucia. Wydaje się, że nie bo po tym seansie nie było ciszy o której pisali niektórzy. Wspomnę tylko o jednym wyjątku, którego nie dało się nie zauważyć, siedzący koło mnie facet w niektórych momentach po prostu szlochał.

Już nie wiem w sumie czego się spodziewałem - przed obejrzeniem czytałem wiele recenzji tu na blockchainie i poza nim. Unikałem oczywiście wszelkiego bicia piany, zarówno tych którzy próbują bronić instytucji Kościoła jak i tych którzy go atakują - tym bardziej, że ogromna większość z nich filmu nie widziała. Interesowałem się jedynie opiniami o samym utworze, jego artystycznych walorach. I mocno się obawiałem, czy to nie zepsuje mi to odbioru tego obrazu.

Licencja: CC0 Creative Commons. Żródło: pixabay

Jednak film się obronił. I to bardzo dobrze. Były osoby, które zarzucały mu kiepski momentami montaż, niejasne decyzje operatorskie, wtórność czy nawet pogorszenie standardów reżyserskich do jakich przyzwyczaiły nas wcześniejsze produkcje Smarzowskiego. Nie do końca potrafię się do tego ustosunkować. Przede wszystkim dlatego, że film tak mocno zadziałał na mnie w sferze emocjonalnej. Warstwa techniczna jest ważna i niestety, ale wcale nie tak rzadko to ona jest jedynym walorem niektórych produkcji. Ale nawet jeśli są w niej jakieś subtelniejsze, mniej rażące niedoskonałości to przynajmniej mnie jest dość trudno je wyłapywać, jeśli to co widzę na ekranie po prostu do mnie przemawia. A już szczególnie trudno gdy przemawia tak mocno. Będę musiał wrócić do niego za jakiś czas - ale nie za prędko. Uważam, że jest bardzo dobry ale na tyle mocny, że będę chciał trochę od niego odpocząć. Przynajmniej na razie tak to widzę. Ale tego, że do niego wrócę jestem pewien.

Zacznę od elementu co do którego większość recenzentów się zgadza - o grze aktorskiej. Ja uważam, że na światowym poziomie. Przed seansem nie miałem żadnych wątpliwości, że Więckiewicz, Braciak, Jakubik i oczywiście Gajos są świetnymi aktorami. Którekolwiek z tych nazwisk pojawiające się w obsadzie jakiegoś filmu daje mi pewność, że choć jedna postać, ta w którą wciela się jeden z nich, będzie dobrze zagrana. Każdy z nich jest dojrzałym i doświadczonym aktorem z bardzo ciekawymi kreacjami w dorobku i wiele można po nich oczekiwać. A mimo wszystko, jak dla mnie, wszyscy wspięli się na jakieś niebotyczne wyżyny. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu. W tej chwili nie potrafiłbym się przyczepić do niczego. Każdy gest, każde słowo, każdy element ich gry był na miejscu. Świetnie przemyślanie, doskonale wykonane. Brawa. Także aktorzy ról drugo i trzecioplanowych spisali się bardzo dobrze.

A teraz o opowiedzianej w filmie historii. Tutaj nie wszyscy recenzenci są już tak bardzo zgodni. Ale większość jednak przyznaje, że scenariusz jest dobry a nawet bardzo dobry, Od jakiegoś czasu chyba więcej oglądam seriali niż filmów pełnometrażowych - zresztą chyba nie tylko ja. Jasne jest, że w tych najlepszych serialach wraz z kolejnymi odcinkami coraz lepiej poznajemy postaci w nim występujące oraz kontekst w jakim się znajdują. I dla tej podróży, w głąb czyjejś osobowości i czyjejś historii tak chętnie zasiadam przed ekranem. To o ile jest trudniej, stworzyć i zrealizować wielowymiarowy obraz jakiejś osoby i jej historii jeśli zamiast wielu odcinków czy nawet sezonów masz do dyspozycji tylko dwie godziny? A co jeśli chcesz opowiedzieć historię trzech taki osób? Wydaje się to bardzo trudne, jeśli nawet nie niemożliwe a tu się to jednak udało. I to moim zdaniem doskonale. To jak delikatnie ale umiejętnie prowadzone jest postrzeganie widza i jak zmienia on swoje odczucia wobec każdej z trzech pierwszoplanowych postaci, czasem prawie o 180 stopni - wzbudza zachwyt. Czyste mistrzostwo - owacje na stojąco.

Niektórzy z czytanych przeze mnie recenzentów czepiali się retrospekcji. Czy to dlatego, że dotyczyła każdego z trzech księży i była niepotrzebnie powtarzanym zabiegiem. Czy też dlatego, że za mało zostawiała do interpretacji odbiorcy. Moim zdaniem, żaden z powyższych zarzutów nie jest zasadny. Dla każdej z tych postaci fragment z ich przeszłości daje nam ich pełniejszy obraz. Bez tego, moim zdaniem, historia by straciła - choćby na tym o czym pisałem w poprzednim akapicie - przy wpływaniu na zmianę oceny postaci przez oglądającego.

Nie będę udawał, że potrafię spojrzeć na Kler obiektywnie. Bo nie potrafię. Musiałbym być chyba Chińczykiem albo Hindusem - ale czy wtedy, zupełnie bez kontekstu, byłbym w stanie ten film w ogóle zrozumieć? Czy ktokolwiek z nas, kto żyje w tym kraju, w tej rzeczywistości - potrafi stanąć gdzieś tak idealnie po środku, między wszystkimi możliwymi skrajnymi obozami? Nie wiem, ale mam takie przeczucie, że to nie jest chyba w ogóle możliwe. To co mogę powiedzieć na pewno, to, że gdy oglądałem filmy z innych krajów o podobnej tematyce (i nieistotne czy dotykały one jakichś organizacji religijnych czy świeckich), to tamte historie wzbudzały głównie gniew - taki niebezpiecznie bliski zaślepiającej nienawiści. Być może wielu się z tym nie zgodzi, ale według mnie historia opowiadana przez Smarzowskiego jest bardzo dobrze wyważona. Nie ma w niej uproszczeń czy wielu prostych rozwiązań, które we wspomnianych wyżej utworach mają widza osadzić dokładnie w miejscu, w którym twórcy chcieliby go widzieć. Kler jest znacznie bardziej złożony i co za tym idzie może być nieco inny w odbiorze - spodziewam się, że wielu odbiorców odczuje znacznie mniej tej czarnej nienawiści a bukiet gorzkich emocji będzie o wiele szerszy. Oczekiwałbym więcej przerażenia, bezsilności, rozczarowania i żalu. Tak, rozczarowania i żalu, bo nawet mnie jako ateiście żal jest przedstawionego w filmie Kościoła a przede wszystkim jego wiernych. Bo tak jak Smarzowski dla takiego Kościoła nie widzę dobrej przyszłości.

sacerdote-2076108_1280.jpg
Licencja: CC0 Creative Commons. Żródło: pixabay

Czy jest to obraz pokazujący tę mityczną Prawdę o Kościele w Polsce? Nie, bo dla mnie coś takiego nie istnieje. To przecież jest coś nieskończenie znacznie bardziej złożonego niż stwierdzenie, że ta organizacja to czyste zło czy też święta instytucja naznaczona przez chrześcijańskiego Boga. Mogę mieć wątpliwości co do tego co jest prawdą, natomiast pewny jestem, że każde z wyżej wspomnianych, skrajnych stwierdzeń jest kłamstwem. Czy Smarzowski upraszcza obraz Kościoła pchając go na siłę na jeden z biegunów? Moim zdaniem nie - ja tak tego nie odebrałem. Ale pomimo wszystkiego co napisałem powyżej o stonowanym przedstawieniu najtrudniejszych tematów trzeba jasno powiedzieć, że Smarzowski uderza i uderza mocno. Czy w cały Kościół Katolicki w Polsce? Sądzę, że nie: "Kościół jest święty ale tworzą go ludzie grzeszni". Przede wszystkim celuje we wszystko co w tej instytucji jest niepożądane, wypaczone, złe - a co jest plonem działań tylko garstki ludzi. Z tego co widziałem w Internecie - wielu księży, którzy oglądali Kler to rozumie. I wielu przyznaje mu, przynajmniej częściowo, rację.

Już te pojedyncze przykłady świadomości istnienia problemów dają iskierkę nadziei. Ale poza nimi jest też lodowa ściana - nie rozumiem tego wyparcia sporej części członków Kościoła w Polsce. Setki czy też tysiące doniesień z ostatnich kilkudziesięciu lat a także publiczna debata (niestety niemal wyłącznie poza granicami naszego kraju) świadczą o tym, że także i w Kościele Katolickim dochodzi do przeróżnych patologii. A o nich trzeba mówić, trzeba pisać, trzeba dyskutować. Nie rozumiem tych członków tego Kościoła, którzy nie chcą nawet dopuścić do debaty o nich. To tak jakby dawali temu przyzwolenie, jakby nie chcieli tego raka wypalić żywym ogniem. Czy Biblia nie mówi czegoś takiego: "Jeśli Twoja lewa ręka wodzi Cię do grzechu odejmij ją"? Owszem, nie znam dokładnego cytatu, ale przekaz jest chyba dość jasny

@zwora napisał o tym filmie tak:

W „Klerze” ta rywalizacja i problemy z nią związane jest przedstawiona jako coś sensacyjnego i w sumie niegodnego. Problemy dnia codziennego oraz wykonywanej pracy, gdzie jest pod górkę to przecież nic nadzwyczajnego. … Nie zgadzam się z takim podejściem, by ukazywać to jako przykład czegoś patologicznego. Każdy kto działa w strukturze jakiejkolwiek organizacji wie, że oprócz opakowania jest także problem związany z naturą ludzką, terminami .wykonania zadań czy też czynnikami z zewnątrz. I często buduje to niezdrowe emocje. Rodzą się chore ambicje. Nic nadzwyczajnego.

Ma dużo racji - w każdej grupie ludzi, którzy muszą za sobą współpracować takie rzeczy będą miały miejsce. Tutaj można podstawić niemal dowolną większą organizację i nagle okazuje się, że na jej szczycie są same szuje - skorumpowane, chciwe, nielojalne szumowiny. Cyniczne na wskroś, chorobliwie ambitne i bezwzględne. A już na samym czubku kandydaci do tronu - przebiegli i wyrachowani socjopaci. Nie znaczy to też, że gdzieś poniżej takich zjawisk nie ma - bo są na pewno tylko na znacznie, znacznie mniejszą skalę.

Tylko co to zmienia? A co jeśli Smarzowski pyta o to czy rzeczywiście większość członków Kościoła odbiera go jako tego rodzaju organizację - niemal korporację? Czy tego właśnie się spodziewają, tego po nim oczekują? Wyścigu szczurów?

Wciąż jakaś część wiernych nie jest w stanie nawet dopuścić do siebie faktów - że również w Kościele zdarzają się przypadki najohydniejszych przestępstw. I że w imię tak zwanego dobra Kościoła, popełnia się godne pogardy próby ich ukrywania i uniemożliwienia sprawiedliwego ukarania sprawców. Jeśli ci wierni nawet z tym mają problem to jaka jest szansa, że dostrzegą, że Kościół w zasadzie działa jak przedsiębiorstwo? Czy rzeczywiście jest czymś złym próba uświadomienia tym, którym brakuje wyobraźni by sami na to wpadli, że w Kościele jak w każdej organizacji takie mechanizmy również działają i takie zjawiska również mają miejsca? Czy rzeczywiście warto się temu sprzeciwiać?

W swojej recenzji @angatt napisała:

...ku takim wnioskom prowadzi obraz kreślony przez reżysera. Kościół - mówi nam - nie ma przyszłości. Tym samym chrześcijanie jej nie mają.

Nie trzeba przecież aż tak mocno wiązać ze sobą tych dwóch bytów. Koniec Kościoła nie musi przecież być końcem chrześcijaństwa. Nie wgłębiając się już w to co Kościół tak ukształtowało, efekt skali czy też ciężar 2 tysiącleci istnienia, zadać można pytanie - czy on rzeczywiście musi tak wyglądać? Czy chrześcijanie naprawdę potrzebują Kościoła - instytucji? Kościoła - przedsiębiorstwa? Kościoła - korporacji? Czy nie lepiej żeby Kościół był wspólnotą wiernych? Czy Kościół potrzebuje przetargów i fundacji? Wielkich świątyni, skomplikowanej, wielopoziomowej hierarchii, Bentleyów i pozłacanych strojów? Czy może powinien być spoiwem, który łączy lokalne i ogólnokrajowe społeczności? Bo mam wątpliwości, że może być tym wszystkim na raz. Być może ten w swojej obecnej postaci powinien właśnie upaść by odrodzić się jako wspólnota. Taka jaka panowała wśród pierwszych chrześcijan.

Na końcu tych, którzy film widzieli zachęcam serdecznie do dzielenia się własnymi odczuciami z obejrzenia tego utworu. Czy wywarł na Was takie wrażenie jak na mnie?

Pozostałych gorąco namawiam do obejrzenia Kleru. Bo dla mnie to być może najważniejszy film w kinematografii polskiej ostatnich dwóch dekad. Niezależnie od tego w jakim jesteście miejscu na tej kolejnej osi podziału naszego społeczeństwa powinniście go obejrzeć. I wyrobić sobie na jego temat własną opinię. Obejrzyjcie bo warto!

Wpis ten zgłaszam do 51 etapu konkursu temaTYgodnia jako RIpostę na wszystkie znalezione przeze mnie recenzje filmu Kler.

Sort:  

Doskonały post. Napisany przez osobę, która widziała film i ma o filmie swoje zdanie. Brawo.

Zapraszam także to specjalnego wydanie konkursu #labirynt-swiata, poświęconego w całości Klerowi. Dopisać Cię?

Jak zobaczysz, film ten i mną wstrząsnął:

https://steemit.com/polish/@assayer/viii-specjalna-edycja-konkursu-w-labiryncie-swiata-wokol-kleru-wojciecha-smarzowskiego

Już się zgłosiłem. Dziękuję za przypomnienie, sam pewnie jutro bym sobie przypomniał o tym konkursie :-).

Świetna robota!

Świetnie napisane.
Mam chęć obejrzeć, ale Smarzowskiego unikam, bo poniewiera mną i wyciska emocjonalnie za każdym razem. A skoro i Tobą wstrząsnął...
W tekście potrafiłeś przekazać sporą część swych emocji - serce mi przyspieszyło, gardło się ścisnęło... brawo.

Dziękuję.

Brawo! Świetny tekst!

Widzę, że "Kler" mocno poruszył nie tylko mnie, ale i wielu innych widzów. A co najlepsze - wielu z nich dzieli się swoimi przemyśleniami z innymi.

Świetny tekst, jeszcze bardziej się utwierdziłam, że jak tylko będę w Polsce, albo będę miała możliwość obejrzenia tego filmu, to na pewno to zrobię. Dzięki!