Co było, a nie jest, zapisało się w rejestr cdn part 2 - izolację czas zacząć!

in #polish3 months ago (edited)
Wprowadzenie w pierwszym odcinku o tu

Życie to nie jest bajka

„Pierwszą szkołę życia otrzymałem już na starcie – w dobie pandemii nie możesz ot tak przyjść do ośrodka i powiedzieć: helloł, jam jest nowy dzieciak! Musisz przejść badania na SOR psychiatrycznym, mówiono, że powinni sprawdzić obecność środków psychoaktywnych, alkoholu, dopalaczy, no i covida. Prawda jest inna. Siedzisz w izolatce, sprawdzają, czy nie jesteś nosicielem, no i czekasz 9 godzin z czubami! Serio, nie kłamię, tam nie patrzą, czy masz problem z traumą, czy jesteś niedoszłym samobójcą. W izolatce są ludzie wierzący, że ziemia jest płaska, na pierwszym dniu odwyku i niestabilni emocjonalnie albo pobudzeni psychoruchowo. Mówią rzeczy, jakich nie doświadczasz w szkole, może w tanim horrorze. Wtedy zrozumiałem, że chyba z moim życiem jeszcze nie jest tak źle, i to, że Anka piłuje ryja, bym wstał z łóżka, to i tak jest nic przy tym, co tam widziałem… Siedziałem na izolacji z dziewczyną, która żebrała o fajkę, bo prochy z niej schodziły. Miała jechać na oddział odwykowy, autentycznie bałem się spać na tym łóżku, bo co chwilę przyłaziła. Co chwilę chciała wyjść z sali. W końcu przyszła pielęgniarka i powiedziała, że jak się nie uspokoi, będzie przykuta pasami do łóżka dla jej „dobra”. Czaisz? Dla czyjegoś dobra przywiążą cię do wyra i czekaj tatka latka, a kobyłę wilki zjedzą! Siedziałem w tej plastikowej izolacji oklejonej taśmą i myślałem, czy to jest ta droga, czy znowu nie uciekam…”

Przez te 9 godzin wisiałam na telefonie z młodym, z ośrodkiem – pytałam, kiedy tam jedzie, kiedy mam przywieźć walizkę, etc. Ustalany był plan działania na wszelkie możliwości… Uspokajałam się myślami, że zawsze mogło być gorzej, mógł trafić na oddział zamknięty – broniłam się przed tym w wielu trudnych sytuacjach. W głowie miałam jedynie, że to jest mój brat i że potrzebuje mnie, nie jest wariatem. Ostatnio nawet i podziękował za to, że o niego walczyłam, kiedy on nie miał siły... ale to na inny czas.

Chcę wolnym być - chce żyć !

„Wreszcie po 12 h z czubami karetka zawiozła mnie do ośrodka (PS – jechałem z jebniętą, co miała mieć pasy). Pierwszy raz emocje ze mnie zeszły w nieagresywny sposób, pierwszy raz łzy, które gdzieś tam tamowałem, hamowałem, leciały, a ja nie umiałem ich zatrzymać. Znowu byłem sam. Dwa tygodnie próby, czy taka forma terapii jest dla mnie… Rano miałem poznać zasady gry – oj, jak bardzo się myliłem... W dobie pandemii ośrodek zamknięty na cztery spusty. Jest ciepło, chcesz wyjść chociażby do ogrodu – ni chuchu… Nie ma opcji, bez zgody opiekunów nie wolno… Siedziałem na parapecie w oknie mojego pokoju, nawet jak Anka przywiozła mi owoce, to musiały odbyć kwarantannę na parapecie, nim je wniesiono na teren hostelu… O tym, żebyśmy się spotkali, nie było mowy. Był to dla mnie czas refleksji, zacząłem myśleć, analizować swoje zachowanie, naturę. Reguły gry były spoko. Dyżury w kuchni, półtorej szklanki mleka na osobę i trochę płatków – co jest idiotyczne dla ludzi w wieku dojrzewania, ale co ja tam wiem... Nikt nie sprawdzał, o której wstajesz i czy się umyłeś… Nikt nie powiedział, że tam musisz mieć swój proszek i płyn do płukania, nikt nie truł dupy, ale i nikt nie uczył życia. To miejsce było czystym pozostawieniem samym sobie „dorosłych” ludzi, którzy mieli związane ręce: np. jedzenia masz tyle, ile jest zapewnione przez catering, dzielone w sposób tak skąpy, że czułem się czasem, jakby to była tylko dawka: masz, żryj i przeżyj. Ludzie się pruli, jak ktoś łamał tę świętą karteczkę od siedmiu boleści, nawet, jak ktoś oddał swoją porcję płatków, o ironio. Ja nadużywałem tego z głową. Mogłeś użyć, ile chciałeś, tego co kupiłeś – no tak, zapomniałem, nie mogłem… cztery spusty pamiętamy. A że jestem dość skąpym człowiekiem, to prędzej wolałbym z okna skoczyć, niż wydać 20 zł na dowóz kilku warzyw, owoców czy picia. A nawet jak ci przywieźli, to musiały czekać 24 h na parapecie.) Na grupie, czyli codziennym pitu pitu, nie poruszaliśmy żadnych tematów – PRZYNAJMNIEJ według mnie ważnych – które miały mi pomóc wyjść z bagna. Słuchałem o bulimii, faszystach, alkoholizmie, szowinistach, ale nigdzie nie było przestrzeni na „czy może chciałbyś nam opowiedzieć o sobie?” Znaczy w sumie to było, ale ja nie czułem potrzeby mówić im o moich problemach, szczególnie, że bardzo szybko dostałem opierdol za moje żarty „hah”. Na terapii one by one pozwalałem mojej koordynatorce się zbliżać powoli, otwierałem się i uczyłem bezpieczeństwa, testowałem jej czujność. Anka mogła zadzwonić, zapytać, ale nie mogła uczestniczyć np. w terapii rodzinnej, bo nie była moją mamą i bo był covid. Nie nawiązałem z nikim relacji w ośrodku, bo ci ludzie byli tak bardzo zagmatwani, że uznałem, iż nie potrzebuję w życiu kolejnych osób, które będą mi się wyrzygiwać w kaptur i nawet nie powiedzą „dzięki”. Wolałem słuchać, z uwagi na to, że bardziej czuję się w roli obserwatora, niż uczestnika tego koła, kółka wyjątkowych płatków śniegu – z osób tam poznanych może dwoje nie miało kija w okolicach okrężnicy i rozumiało, że życie jest dość brutalne, a to miejsce ich nie przygotuje do życia, jak będą się bronić przed liściami.

Po okresie adaptacyjnym Młody wrócił do domu na wakacje. Półtora tygodnia. Sodomia i Gomoria, jaka w tym czasie panowała w domu, była nie do opisania. Emocje, które uwalniał, były niczym tykająca bomba. Nie byliśmy w stanie z nim dojść do ładu. Trzaskał drzwiami wqurwiał się, powiedział, że nie chce mnie znać i parę innych ciepłych słów – życie. Rodzeństwo ma to do siebie, że czasami na siebie krzyczy na tyle głośno, że cały blok nas słyszał.

„Wróciłem do domu. Anka ze swoim ukochanym szykowali się do remontu. Anka pomalowała sama przedpokój, trochę niedokładnie, i po dziś dzień są np. framugi pomalowane, czy uwalony domofon, ale w ten sposób ogarniała myśli. Posprzątała mój pokój – dostała taki przykaz z ośrodka, żeby sprawdzić, czy nie ćpię. Nie ćpałem, chyba że napoje energetyczne albo czekoladę. Jak wróciłem, Anka wyła. Wtedy chyba nie rozumiałem, dlaczego płacze, teraz chyba wiem. Ona strasznie przeżywała mój pobyt tam, miała nadzieję, że nauczą mnie tam życia. Oboje tak bardzo się myliliśmy. Dwa tygodnie przepustki, jakie dostałem, spędziłem na ogarnianiu rzeczy do szkoły i książek, nadal nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać w dobie pandemii. Anka starała się do mnie dotrzeć, ja wracałem do starego schematu dom–pokój–sen–mamtowdupizm. Chodziliśmy nawet na boks, ale tam się nakręcałem, więc ćwiczyliśmy osobno… Byłem jak armageddon – mogło pierdolnąć, i nie było pewności kiedy…oraz jak.

Staraliśmy się z Najmilszym nie nakręcać młodego, a mobilizować do pracy i do szukania pasji… stosowaliśmy metody małych kroków, smartnych zasad, nawet napisaliśmy kontrakt i co? I guzik. Młody nie był gotowy. Ostatniej nocy zrobił awanturę, że nikt go nie rozumie i ma wszystko w dupie. O 4 rano przyszedł i zapytał, czy musi tam jechać, i że przeprasza mnie, bo on nie rozumie tego, nie umie sobie poradzić z TYM wszystkim.

Złość

„Znowu przegłem pałę. Anka przez moje wybryki nie może spać, jeść i ma siwe włosy, pomimo tego, że ja nic nie robię takiego, jak ćpanie czy alkoholizowanie się… Ja po prostu jestem hipernieustatkowany… Samemu mi jest źle. Pomimo tego, że nikt nie obwinia mnie o śmierć mamy, ja sam mam wrażenie, że to moja wina, że mogłem jej więcej czasu poświęcać, zauważyć, że trzeba się bardziej wysilać, by nie paliła i brała leki regularnie… czyli standardowe pierdolenie: co by było, gdyby nie to. Przecież byłem jej podporą... Będąc po raz drugi na teście covidowym w psychiatryku – bo przecież nie mogę mieć testu np. w ambulatorium i pojechać taksówką do ośrodka, znowu muszę patrzeć na patologie. Tym razem jest łagodniej, jestem sam w izolatce… czekam, i czekam, i myślę – dostaję pierdolca. Zasmakowałem wyjścia bez ograniczeń, chodziłem na siłownię i na boks, a tam pewnie znowu będą nowe zasady gry… Jestem zmęczony. Śpię, na wpół odpoczywam, regeneruję się. Postanawiam zawalczyć o samego siebie, spróbować przynajmniej. Pocieszam się, że od września mam wrócić do szkoły – rówieśnicy to jest to, czego potrzebuję. Oderwania się od myśli, że jestem nikim”

Zabrakło mi słów do komentarza jako osoby trzeciej. Zostawię to tu, pozwolę wam komentować

Sort:  

Congratulations @kolorowa.wedzma! You have completed the following achievement on the Hive blockchain and have been rewarded with new badge(s) :

You received more than 250 HP as payout for your posts and comments.
Your next payout target is 500 HP.
The unit is Hive Power equivalent because your rewards can be split into HP and HBD

You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Check out the last post from @hivebuzz:

False-Positive phishing alert reported by antivirus software
Feedback from the May 1st Hive Power Up Day
Support the HiveBuzz project. Vote for our proposal!