Oj, ciężki był to czas — praktycznie dwa tygodnie, a nawet więcej bez roweru elektrycznego, którym wykonywałem swoją pracę. Ciągłość dochodu została przerwana, bo przyszedł czas na serwis. Zanosiło się na to już na początku miesiąca. Najpierw jeden problem, potem okazało się, że kilka innych rzeczy też nadaje się do wymiany. Sprowadzanie części, no i tak to się wszystko przeciągnęło. Choć podobno przez autoryzowany serwis trwać to by mogło nawet 3-krotnie dłużej.
Niestety cena wyszła naprawdę duża — tyle, że koszt tego jednego serwisu okazał się wyższy niż suma wszystkich moich serwisów z całego zeszłego roku. To było sporo. Na szczęście nie jest to suma, która oznacza, zupełny brak opłacalności. Ciężko jednak będzie odrobić straty. Dwa tygodnie jeżdżenia pokryją koszt usługi, ale nadrobienie tego wydaje się niemożliwością.
Także tyle narzekania, ale taki nasz narodowy zwyczaj, że bez tego nie ma szczerości i swobody normalnej rozmowy.
Wczorajsze jeżdżenie to była przyjemność jeżdżenia jak po... Wyspach Kanaryjskich. Rower trafił do serwisu w ciężką zimę, a teraz jeździłem po mieście w bluzie. Ulice z kontr-ruchem w końcu były przejezdne, wąskie ścieżki znowu stały się ścieżkami a nie pokrywą śnieżną.


Podleśna we Wrzeszczu
Jazda szła bardzo sprawnie, po drodze przejechałem koło całkiem ciekawych obszarach miasta, jak ulica Podleśna we Wrzeszczu. Zabudowa tam pochodzi z mniej więcej z 1914 roku. Ta cześć dzielnicy to projekt Adolfa Bielefeldta - jednego z najbardziej znanych przedwojennych architektów tamtych czasów.
Byłem też na Osiedlu Młodych, dzisiaj zwanym okazjonalnie i urzędowo VII Dworem. Podobało mi się tam dojście wśród zieleni pod drzwi klientki. Dostarczałem tam jedzenie i słyszałem, jak dzieci krzyczały: „Mamy zupy, mamy zupy!”. Taki okrzyk radości. Młodość chyba nie wypowiada się o jedzeniu aż tak entuzjastycznie, ale w tym przypadku było w tym coś bardzo szczerego.
Tak to wygląda. Zobaczymy, jak będzie w kolejnych dniach i czy w tym czasie uda mi się nadrobić chociaż część strat związanych z przestojem w kręceniu roweru. Za to komfort jazdy w takiej temperaturze jest bardzo fajny.

Mur dawnej fabryki słodyczy Bałtyk i niezbyt optymistyczne hasło. Obok jest inne głoszące, że Wszystko czego mi teraz potrzeba to...ciasteczka

Samo centrum Wrzeszcza i miasta. Po prawej był kiedyś biurowiec Hydrobudowy. Jak wyglądał to zobaczycie w galerii zdjęć na mojej stronie (racibo.pl), gdzie losują się wybrane przeze mnie albumy - teraz właśnie jednym z tych jest Hydrobudowa