Spacer wczesnowiosenny

in #engrave3 months ago

Mieszkam jakieś 100 metrów w linii prostej od granicy miasteczka. Jeżeli powędruję na południowy zachód, to po 12 minutach dotrę na rynek. Sklepów ci u nas dostatek, ale dziś było tak mocno czuć wiosnę w powietrzu, że zamiast trzymać się miejskich dróg i chodników, wraz z dziećmi wybraliśmy nieco inną opcję. W sąsiedniej miejscowości też jest pożądany sklep, więc z osiedla wymaszerowaliśmy na wschód.

Minąwszy dwa rzędy zabudowy, jesteśmy już wśród podmokłych nieco łąk i nieużytków. Droga na tym odcinku jest jeszcze dość mocno używana, bo za krzaczyskami po lewej stronie znajduje się kilka zabudowanych i zamieszkałych siedlisk.

Wędrujemy dalej. Droga ma już tylko dwie wyjeżdżone koleiny, a po jej obu stronach rosną młode dęby. Jest też trochę tarnin, w których już niedługo zacznie się intensywny ptasi ruch.

Za zakrzaczonym odcinkiem drogi taka ciekawostka energetyczna. Na całkiem sporym obszarze gminy linie energetyczne zostały już przeniesione pod ziemię. Tu linia na chwilę wyłazi. Odetchnąć świeżym powietrzem? Po czym znów chowa się pod ziemię. Bardziej wyjeżdżona droga prowadzi w lewo - wśród pól znajduje się jeszcze jedno siedlisko, dom naprawdę na uboczu. Ale my idziemy dalej na wschód - prosto. Ta droga jest mniej użytkowana i prowadzi do niewielkiego lasu.

Las składa się w większości z młodych drzew. Cała jego zachodnia część została wyłamana podczas wichury, która przeszła tędy w 1987 roku.

Po wielu potężnych dębach pozostały tylko próchniejące pniaki.

Docieramy już do zachodniej granicy lasu - tu zobaczyć jeszcze można sporo dębów, które oparły się huraganowemu wiatrowi i rosną do dziś. Przez las przepływa strumyczek. Kiedyś po prawej znajdował się spory staw, dziś pozostało po nim zamulone trzcinowisko. Droga wiedzie przez mostek. Gdzieś nad lasem słychać głosy żurawi.

Wychodzimy na drogę kasztanową. Nazywa się tak, gdyż jest wysadzana kasztanowcami. Kiedyś zapewne była to regularnie obsadzona aleja. Dawne mapy wskazują również na to, że była to równie często używana droga pomiędzy miejscowościami jak dzisiejsza droga asfaltowa.

Kasztanowce przetrwały jakoś inwazję szrotówka kasztanowcowiaczka, ale nie są okazami zdrowia. Po zeszłotygodniowych silnych wiatrach pod niektórymi leży sporo połamanych gałęzi. Wzdłuż drogi ciągną się również rozrośnięte krzaki tarniny. Ćwierkają i uwijają się w nich sikorki.

Stąd widać już cel wędrówki - piaskowy budynek z ciemnym dachem to właśnie sklep, do którego idziemy.

Zakrzaczony odcinek kończy się po kilkuset metrach. Dalej droga biegnie wśród pól i łąk.

Pomiędzy drzewami widać zabudowania Goszcza. W obrębie wsi droga, którą idziemy to już ulica Kasztanowa. Tuż przed pierwszymi zabudowaniami widać kilkudziesięciometrowy odcinek starej drogi bitej. Większe kamienie tworzą krawędź tej "szosy", drobniejsze stanowią jej wypełnienie.

I tak oto dochodzimy do drogi głównej. Za drzewami widać budynki zespołu pałacowego, ale będzie on celem innego spaceru. Dziś skręcamy w prawo, a do sklepu już niedaleko. Mapa mówi, że 500 metrów.

Oto i sklep. Wchodzimy i kupujemy.

Podczas zakupów zapada decyzja, że do miasteczka wrócimy ścieżką pieszo-rowerową, która biegnie wzdłuż głównej drogi. Zatem po wyjściu ze sklepu skręcamy w prawo i po chwili tablica stwierdza, że opuszczamy Goszcz. Tymczasem minąć musimy jeszcze nowo powstające osiedle po lewej stronie, które formalnie znajduje się w granicach miejscowości. Pewnie już niedługo tablica będzie przestawiona.

Wędrowanie ścieżką nie jest tak przyjemne jak spacer wśród drzew i krzaków. Zbliża się wieczór i zachodni wiatr jest coraz zimniejszy. Na szczęście przed nami widać już wieże twardogórskich kościołów.

Naszą uwagę przykuwa ptasie stadko, które zniża lot nad ścierniskiem po ubiegłorocznym polu kukurydzy.

Lądują. Mam tylko swój mały aparacik, który słaby jest w przybliżaniu. Ale trochę widać. To stado gęgaw. I choć pole jest całkiem spore, to wylądowały tuż obok żurawi, które słyszeliśmy z lasu (ten właśnie las widać w tle). Zatem żeruje sobie zgodnie kilkanaście gęgaw i trzy żurawie.
Żurawie są piękne, a gęsi są fajne. :)

Wita nas miasteczko, choć do jego granicy jeszcze dobre pół kilometra.

Ścieżka pieszo-rowerowa kończy się koło przystanku autobusowego, a my przechodzimy na drugą stronę ulicy i przez Moszyce wracamy na nasze osiedle.

Przed domem jeszcze rzut oka na sobotnią aktywność. Spacer do sklepu to było jakieś 8000 kroków. Pozostałe to przedpołudniowe wyjście na miasto i kręcenie się po domu. Całkiem niezła sobota.

Do następnego spaceru!


Pierwotnie opublikowano na Lectorium. Blog na Steem napędzany przez dBlog.

Sort:  

tak się zastanawiam.
a ta ławka, co to jedliśmy na niej makowiec koło piaskownicy,
to gdzie? 😛

Na północ trzeba się udać. Będzie taki spacer. :)

Co to za zegarek?

Huawei Watch GT. Wersja męska. :)