Wyprawa na graniczny Bug

in #engrave5 years ago (edited)

Od dłuższego już czasu czailiśmy się żeby zrobić wyprawę na graniczny Bug. Jednak za każdym razem kiedy sprawdzaliśmy ile obowiązków i zakazów wiąże się z łowieniem na granicznym Bugu odpuszczaliśmy i jechaliśmy w miejsca gdzie po obu stronach rzeki jest Polska. Tym razem jednak szybka decyzja i telefon do straży granicznej. Cztery osoby i dwa auta zgłoszone. Podane dokładne miejsce. Zostaliśmy pouczeniu o zakazie łowienia w nocy czy wchodzenia do Bugu i tylko czekaliśmy na dzień wyjazdu.

Dopiero na miejscu zobaczyliśmy dlaczego wędkarzy czy kajakarzy przyciąga graniczny Bug. Dzikie tereny nieznacznie zmienione przez człowieka. Bug choć mniejszy niż w mazowieckim odcinku to dużo bardziej dziki. Wszędzie pozwalane drzewa wystające gałęzie. Podmyte brzegi, strome burty i wymyte jamy. To wszystko sprawiało że byliśmy niemal pewni, że jest tam sporo ryby.

DSC_1176.JPG

Pod długiej jeździe byłem zbyt zmęczony żeby jeszcze ganiać ze spinningiem po dziewiczych terenach więc postanowiłem zacząć od gruntu. Na jednym feederze kukurydza na drugim biały robak. Zestawy poszły do wody. Jeszcze wędki się nie ustały a nastąpiło branie. Po chwili miałem klenika w ręku. Mały ale dobry zwiastun. Za chwilę druga wędka zadrgała. Na powierzchni melduje się krąp. Wędka do wody i zanim zarzuciłem drugą znów branie. Tym razem sumik karłowaty. Wędka do wody i branie, karpik, karaś srebrzysty, leszczyk... Ryby brały jak w amoku. Ale wszystkie małe. Zwiększyłem więc haki, dałem dendrobenę i rosówki. Niestety nawet nie dolatywały do dna a drobne ryby już je obszarpały. Jak się później okazało kilka dni wcześniej na Białorusi spuszczono stawy hodowlane. Większe ryby wybrano a do Bugu trafiła cała masa wygłodniałej drobnicy, która nie dopuszczał większych sztuk do przynęty. Zbliżał się zachód i koniec łowienia. Na kolejny dzień musiałem opracować inną taktykę.

Rankiem nad wodę pognałem ze spinningiem. Na poszukiwanie okoni wziąłem delikatny zestaw Robinson River Master Perch Spin 212cm 1-6g z kołowrotkiem Robinson Perfect. To był strzał w 10. W godzinkę wyholowałem kilkanaście okonków i dwa szczupaczki, które szczęśliwie nie obcięły żyłki. Okonki niewielkie do 20cm.

MVIMG_20190701_071400.jpg

Stwierdziłem, że zwiększę kaliber przynęt i może uwiesi się coś większego. Wymieniłem kij na Sashima Trout Spin 229cm 3-15g. Z kołowrotkiem Dual MG. Na koniec zestawu obrotówka i do wody. Miałem rację, kaliber okoni się zwiększył. Wpadały sztuki w granicach 22-27cm. Bez znaczenia było praktycznie gdzie rzucam. Przy skarpie, na płytką piaszczystą przykosę czy w głęboki rów. Zawsze okonie o podobnych rozmiarach lub pistolety około 40cm.

MVIMG_20190701_061202.jpg

MVIMG_20190629_093049.jpg

Im słońce było wyżej tym brania słabsze, wróciłem więc na obiad.

Wieczorem moja taktyka była podobna. Startuję od spinningu i Sashimy. Poszedłem w miejsce gdzie rano najlepiej brały. Wcześniej tuż obok rozstawił się brat z pickerami. Gdy doszedłem na miejsce na migi pokazał mi coś co odebrałem jako „machaj na spina” i wskazał miejsce. Nie chciałem krzyczeć i dopytywać o co mu dokładnie chodzi żeby nie spłoszyć ryb. Wywnioskowałem, że jeśli widział ataki ryb to zapewne był to boleń. Założyłem więc uklejopodobnego Strike Pro Alpha Minnow i rzuciłem w okolicę wskazanego miejsca. Raz, drugi, czwarty aż w końcu za któryś razem uderzenie. Ryba szybko skierowała się do brzegu w zalane trawy. Na szczęście miałem plecionkę i jej nie wpuściłem. Postanowiła więc ratować się w inny sposób. Wysokimi na metr wyskokami nad wodę. Wtedy właśnie zobaczyłem, że mam na kiju nie bolenia ale dorodnego szczupaka. Po chwili wyskoków szczupak złapał zadyszkę i już leżał na miarce która wskazała niemal 70cm.

DSC_1187.JPG

Wiedziałem, że to miejsce na jakiś czas jest spalone więc poszedłem w miejsce gdzie po Białoruskiej stronie widziałem mini przykosę i latające uklejki. Musiał tam być boleń. Niestety wszystkie przynęty, które próbowałem lądowały co najwyżej metr od miejsca gdzie siedział boleń i zbierał spływające z płycizny ukleje. Wyszperałem w pudełku przynętę, której nigdy dotąd nie używałem a noszę kilka lat, Grube wahadło Mikado Star. Waga wahadła to 16,5 g a cw wędki 15. Zaryzykowałem delikatny rzut. Wahadło ładnie ułożyło się w locie i poszybowało pod wiatr. Spadło dokładnie tam gdzie chciałem. Na płytką wodę na przykosie, dwa obroty korbą i wchodzi na głęboką wodę. Wtedy poszułem mocne uderzenie i ryba jedzie z nurtem. Tu też musiałem trochę na siłę kontrować bo szła prosto w wystające na powierzchnię gałęzie. Na szczęście odpuściła tuż przed nimi. Stałem na wysokiej stromej burcie a ryba coraz robiła odjazdy. Spojrzałem w stronę brata ale był zbyt daleko żeby go wołać. Zacząłem kombinować jak tu podebrać bolenia gdy po chwili w pełnym biegu zjawia się Mateusz z podbierakiem. Po chwili boleń pozował już do zdjęcia.

DSC_1201.JPG

Z tego samego miejsca na to wahadło wyjechały jeszcze dwa okonie.

MVIMG_20190701_051506.jpg

Niestety na ryby zawsze brakuje czasu i trzeba było opuścić dziką rzekę. Wypad uważam za bardzo udany, Mimo iż na grunt dominowała drobnica to złowiłem w sumie kilkanaście gatunków ryb. A spinningowo było całkiem całkiem. Od tego roku Bug graniczny wpisany w kalendarz na stałe.


Pierwotnie opublikowano na Wędkarstwo z pasją. Blog na Steem napędzany przez DBLOG.