
Marcin Faliński należy do grona byłych oficerów polskich służb specjalnych, którzy po odejściu ze służby z sukcesem zamienili pistolet na pióro. Swoje pierwsze kroki stawiał u boku Marka Kozubala, z którym powołał do życia postać majora Marcina Łodyny. Po trzech wspólnych tomach drogi autorów się rozeszły, a Faliński samodzielnie kontynuuje przygody polskiego superagenta. „Indyjska szarada” to piąta część tego cyklu i już ósma powieść w dorobku autora.
Streszczenie powieści: Cienie Balachadi
Książka zabiera nas w fascynującą podróż przez trzy plany czasowe, które z pozoru dzieli wszystko, a łączy jedna, mroczna tajemnica.
Indie, rok 1946: Autor przywołuje autentyczną i niezwykle wzruszającą kartę historii – polskie obozy dla dzieci w Balachadi i Valivade. To tam schronienie znalazły tysiące polskich sierot, które przeżyły sowieckie piekło. Maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji osobiście zaangażował się w pomoc dzieciom. Faliński buduje wokół tego wątek szpiegowski: oficer przedwojennego kontrwywiadu, „Warszawiak”, bada sprawę kradzieży akt dziecięcych i trafia na ślad sowieckiego szpiega ukrytego pod sutanną portugalskiego zakonnika.
Bombaj, rok 1986: CIA interesuje się indyjskim biznesmenem, który chce budować kanały handlowe z Zachodem z pominięciem bloku sowieckiego. Spotkanie kończy się tragicznie – po brawurowej ucieczce przed agentami KGB w wypadku ginie oficer operacyjny, a hinduski kontrahent znika z radarów służb na dekady.
Współczesność: Żona majora Marcina Łodyny, Ewa, wyjeżdża na kontrakt WHO do New Delhi. CIA widzi w tym idealną okazję – proszą Łodynę, by towarzyszył żonie i spróbował dotrzeć do milczącego od lat Murlima Laala Jangathana. Szybko okazuje się, że biznesmen może być jednym z ocalałych dzieci z Balachadi, a współczesne interesy USA, Rosji i Indii są nierozerwalnie splecione z aktami skradzionymi w 1946 roku.
Dlaczego warto przeczytać?
„Indyjska szarada” to powieść, która nie pozwala na chwilę oddechu. Faliński po mistrzowsku łączy szpiegowskie rzemiosło z historyczną sensacją. Autor operuje fachową wiedzą – meandry operacji wywiadowczych są opisane z ogromną precyzją, ale w sposób przystępny dla laika. Autentyzm opisów, realistyczne dialogi i „smaczki” z życia oficerów to wyraźny efekt własnych doświadczeń autora w Agencji Wywiadu.
Szczególnie urzeka sposób, w jaki przeszłość rzuca długi cień na teraźniejszość. Faliński przypomina, że w świecie wywiadu nic nie jest ostatecznie zamknięte, a zapomniane dokumenty z 1946 roku mogą stać się zarzewiem współczesnego kryzysu geopolitycznego.
Powieść jest także hołdem dla pamięci o polskich uchodźcach w Indiach. Wątek ten nadaje książce głęboki, emocjonalny wymiar, wykraczający poza ramy standardowego thrillera akcji.
Podsumowanie
Jeśli cenicie powieści szpiegowskie o wysokim tempie, z silnym tłem historycznym i wiarygodnym bohaterem – „Indyjska szarada” jest pozycją obowiązkową. Marcin Faliński udowadnia, że polska literatura sensacyjna ma światowy poziom, a jego unikalna perspektywa byłego oficera daje czytelnikowi wgląd w świat, do którego dostęp mają nieliczni. To lektura, która pochłania i zostaje w pamięci na długo.

W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.
I will send you all dude!