#232 - Diamenty, krew i polityczna miotła, czyli o książce „Miejsce i imię” Macieja Siembiedy

in Polish HIVE5 hours ago

1.jpg

Często łapię się na tym, że autorzy cykli wpadają w pułapkę kopiowania własnych schematów. Z tego powodu rzadko czytam kolejne części jedna po drugiej – potrzebuję oddechu, by nie mieć wrażenia, że jem ten sam odgrzewany kotlet. W przypadku „Miejsca i imienia” Macieja Siembiedy – kontynuacji przygód Jakuba Kani znanego z „444” – momentami czuć ten znajomy rytm. Nie dyskwalifikuje to książki, ale sprawia, że o prawdziwe zaskoczenie u stałego czytelnika jest nieco trudniej.

Misja eks-prokuratora dla Jad Waszem

Po odejściu z IPN Jakub Kania nie idzie na emeryturę. Zaczyna współpracę jako konsultant z izraelskim Instytutem Jad Waszem. Zlecenie? Odnaleźć na Górze Świętej Anny zbiorową mogiłę żydowskich robotników zabitych pod koniec wojny. Z prośbą o pomoc zwróciła się grupa jubilerów z Amsterdamu, choć – jak można się domyślić – Holendrzy zataili swój prawdziwy, „diamentowy” motyw.

Fabuła toczy się dwutorowo. Pierwsza ścieżka startuje w latach 20. XX wieku, by potem rzucić nas w sam środek piekła hitlerowskiego obozu na Górze Świętej Anny. Druga to współczesność, okolice 2012 roku. Obie nitki są tak samo przesycone faktami i ciekawostkami, że akcja pędzi bez trzymanki.

Głównym bohaterem historycznym jest Dawid Schwartzman – kuglarz, który całkiem przypadkiem stał się genialnym szlifierzem, twórcą „czarnego szlifu”. Miłość do córki szefa pakuje go do więzienia, a wolność odzyskuje dopiero podczas okupacji... by natychmiast trafić do transportu do Auschwitz. Pod fałszywym nazwiskiem Johan Pinto ląduje jednak w obozie Annaberg. Tam, pod okiem generała SS Albrechta Schmelta, powstaje specjalna grupa szlifierzy, która na boku obrabia zrabowane Żydom kamienie.

Współcześnie Jakub Kania szuka punktów zaczepienia u ostatnich żyjących świadków. Problem w tym, że każdy jego krok śledzi Wiesław Paluch – jego dawny szef z IPN, którego „polityczna miotła” zmiotła ze stołka. Paluch, w poszukiwaniu łatwej kasy, sypia teraz z wrogiem, czyli współpracuje z Holendrami. Śledztwo szybko okazuje się wielowarstwowe: nad jedną mogiłą krzyżują się interesy jubilerów, byłego agenta KGB, neonazistki, ABW i skorumpowanego gliniarza z Trójmiasta.

Moje wrażenia: Czy lepsze niż „444”? Bez dwóch zdań!

Mimo moich początkowych obaw o schematyczność, Siembieda w „Miejscu i imieniu” poszedł o krok dalej. Przymiotnik „wyjątkowa” to za mało – ta powieść jest momentami wybitna. Research autora to absolutny majstersztyk; sposób, w jaki zrekonstruował realia Amsterdamu i obozu na Górze Świętej Anny, zwala z nóg. Wszystko podane jest z taką lekkością, że te setki archiwalnych dokumentów zamieniają się w czystą przyjemność z czytania.

Wątek Dawida Schwartzmana to literacka perła. Fikcja tak gładko wchodzi w autentyczną historię, że czytelnik przestaje pytać, co wydarzyło się naprawdę, a co zrodziło się w głowie autora.

Mam jednak jedno „ale” – psychologia postaci. Siembieda jest mistrzem faktów, ale jego bohaterowie bywają irytująco jednowymiarowi. Paluch to klasyczny „zły z kreskówki”, a Kania i jego rodzinka są tak nieskazitelni i idealni. Ta „cukierkowatość” Jakuba momentami wręcz drażni – przydałoby mu się trochę więcej brudu za paznokciami, chociaż pod koniec można było odnieść wrażenie, że związek Jakuba zostanie poddany próbie. Liczę na to, że autor trochę namiesza w tym „cukierkowym” świecie Kani.

Podsumowanie – lekcja historii, której nie chcesz przegapić

To nie jest zwykły thriller. Siembieda potrafi przyciągnąć uwagę, spasować wątki i zmusić do refleksji nad tym, jak usilnie promuje się czasem „jedynie słuszną” wizję dziejów. „Miejsce i imię” to przede wszystkim opowieść o zapomnieniu. O tym, że zbiorowy grób na Górze Świętej Anny naprawdę tam był, a przez dekady nikt o niego nie pytał.

Polecam gorąco, najlepiej zacząć od pierwszego tomu, choć „Miejsce i imię” broni się świetnie jako zamknięta całość.

Ocena: 8/10 ⭐

2.jpg


W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.