Nie wracaj to gazetkowych gier z dzieciństwa

in Polish HIVE3 years ago

Witam.
Mam jakąś dziwną fazę na powracanie do różnych niszowych gier ogrywanych w dzieciństwie. Zacząłem zatem przeglądać i nabywać różne tytuły w jakie radośnie pykałem za młodu, na ogół pomijające te pozostające kultowe do dzisiaj. I to był na ogół błąd.

Pierwsza dekada obecnego wieku była dla branży growej bardzo nie tylko rozwijająca, ale i dziwna. Na rynek wylatywało wszystko, tanie dziełka robione przez kompletne losowe studia z Węgier, czy Rosji, leżały obok płyt z "Rainbow Six Vegas".
Powstawało multum produkcji właśnie robionych tanio, u nas chyba najsłynniejsze były te od City Interactive, które jednak no, cieszyły się bardzo złą renomę. Dużo lepszą cieszyły się dzieła ze wschodu - takie dzieła jak "You Are Empty", czy "Ubersoldier" były u nas nieziemsko ogrywane.
1486700486-4227321930.jpg
Dzisiaj... nie da się na to patrzeć. Tu już nie chodzi o przestarzałą grafikę, lecz mechanikową toporność. Animacje są koślawe, a działania naszego bohatera no... są dziwnie ślamazarne. W przypadku tej drugiej gry dochodzi też motyw nagłego skoku trudności, przez który już jako młodziak nie zdołałem tego tytułu ukończyć.
Zły balans i nagłe skoki trudności to był częsty motyw w tamtejszych produkcjach.
Jeszcze ciekawiej jednak bywało jak jakaś gra noname (w tym przypadku mówię o "Numen - Contest of Heroes") kończyła się po godzinie w martwym punkcie, tzn. porobiło się dane określone rzeczy i gracz nie wie, co robić dalej. Internet nie pomaga, bo o istnieniu tej gry na całym świecie wie może jakieś 30 osób, więc no... tyle z tego grania.

Tamte czasy to również era "Call of Duty - Modern Warfare" i jego klonów - które to nadal są jednak niby potwornie grywalne ale i no, kurczę, monotonne i oklepane do bólu. Homefront nie robi już w ogóle wrażenia, mimo ciekawego settingu i jest taki no... ok, pograć można, ale tyłka to nie urywa, widzieliśmy już coś takiego 959258923 razy.

maxresdefault.jpg

W moim odczuciu najlepiej z tamtych lat zestarzały się niskobudżetowe RTS'y - taki "Soldiers: Ludzie Honoru" to wciąż piekielnie grywalny tytuł i jak patrzę, to wieeeele mu pochodnych zbiera bardzo pozytywne noty aż do dzisiaj.

Aktualnie zabrałem się za Infernala świętej pamięci polskiego Metropolis Software i jemu poświęcę osobny post ale tak krótko podsumowując - ostrożnie patrzcie na dawne tytuły, wiele z nich nie jest tak fajnych, jak się nam wydawało, lub też wiele z nich nie jest tak fajnych z perspektywy dzisiejszej (tu chodzi mi o to, że dawniej gry były uboższe pod kątem urozmaiceń rozgrywki, mechanik, były do bólu liniowe i/lub prostolinijne w porównaniu do dzisiejszych tytułów). Z resztą, świetnie to ukazał autor kanału MocnyBrowarek przy niektórych recenzjach nostalgicznych gier. Wierzcie mi lub nie, ale pierwsza część "Borderlands" jest to gra... cholernie nudna. Naprawdę. Autor sam się dziwił, że ona osiągnęła aż taki sukces.

Sort:  

Niektóre gry paskudnie się zestarzały, szczególnie gry 3D. Ale jest też sporo takich, które spokojnie mogłyby być wydane dziś i nadal byłyby kultowe. Szczególnie npm takie the settlers, AoE, heroesy czy xała seria gier typu Faraon ;). Wiem, że jakiś czas temu próbowałem serię harrego Pottera i było słabo

Gry 3D paskudnie się zestarzały z tego samego powodu, co CGI w większości filmach - było klepane na szybko, dawano go za dużo, a przede wszystkim - bo technologia starzeje się najszybciej. Jeśli jednak dodamy do tego trochę artyzmu, jak w WoW, to grafik powoli się starzeje. Od premiery WoWa minęło tyle lat, a gra nadal wygląda ok. Nawet bez dodatków. Nieliczne gry 3D wyglądają dobrze mimo lat. Jeśli chodzi o mechanikę, to sprawa jest trochę prostsza, bo tu wystarczy mieć dobry pomysł i dobrze go zrealizować. "Diablo 2", "WarCraft 2 i 3", "StarCraft", "Doom 1 i 2", wspomniane przez Ciebie AoE, Settlers (grałem tylko w 3) są tego doskonałym przykładem - gry się zestarzały, ale nadal świetnie się w nie gra, o ile przymknie się oko na drobne elementy, które nie przeszły próby czasu. To jednak drobnica wobec całej gry, która nadal jest grywalna i zrozumiała przez zwykłego gracza (o ile autentycznie chce w to grać, a nie jest przymuszany).

To samo możnaby napisać o filmach - na przykład trylogia mojego dzieciństwa "Mali Agenci" to w dorosłości jeden cringe, a już zwłaszcza pierwsza część. @herosik z kolei niedawno obejrzał Kosmiczny Mecz i też raczej nie uznaje tego czasu za dobrze wykorzystany.

Ja wdzieciństwie nie miałem prawie żadnych gier więc nie mogę do nich wrócić. Grałem w Heroes 3 które akurat jest dobre, Deluxe Ski Jump albo gry w przeglądarce. Dopiero potem w gimnazjum doszło coś "sensowniejszego" typu League of Legends.

Ziom, wez oznacz mnie pod moim komentarzem bym nie zapomnial, to jutro sie wypowiem. Komp w naprawie, a nie bede z komorki odpisywal, bo zbyt rozległy temat, a ja jestem lekko zjebany składaniem z ziomkiem swojego łózka :).

@herosik proszę :)

Odpowiedź rozbiję na dwa komentarze - 1 u Ciebie, 2 u Dotevo nad Twoim.

Powiem tak, Space Jam łatwiej mi było przełknąć, bo to komedia, prosty film etc. Natomiast już męczyłem się z "Friday 13th" (1-3 części), do obejrzenia których troszkę się zmuszałem w przeciwieństwie do np. "Halloween" - 1 i 2 nadal trzymają poziom. Tak samo "Terminator 1 i 2" nie zestarzały się ani trochę (lub "Rambo 1", "Rain Man"). Każdy z nich bardzo Ci polecam, Rain Man jest o autyźmie, Rambo o PTSD. Każdy z tych filmów jest bardzo dobrze przemyślany, wyreżyserowany,aktorzy świetnie zagrali, generalnie nie były klepane na szybko (dla porównania - "Alien 2" zestarzał się chujowo, a robił go James Cameron). Gry niestety szybciej się starzeją od filmów.

Generalnie nostalgia potrafi bardzo mocno wydymać i oszukać nasz mózg, jak Natalia Siwiec wielu piłkarzy (Stanowski o tym pisał, jak ktoś jest ciekaw). Już się o tym kilkukrotnie przekonałem, zanim wypowiemy się na temat jakiegoś starego filmu/serialu/gry w sposób nadmiernie krytyczny lub pochwalny, to lepiej jest odświeżyć je sobie. Dobry przykład to DBS i DBZ - wielu fanów Zetki krytykuje DBS, a branzlują się do starego anime z czasów RTL7. Problem jest tylko taki, że gdy dziś się je ogląda to widać błędy, gorszą animację, przeciąganie odcinków bardziej rzuca się w oczy (swoją drogą, mniejsze niż ma to miejsce w "One Piece" od ponad 10 lat xDDDDD jaka to kurewska ironia losu, że DBZ który był za to hejtowany, nie jest AŻ TAK zły w tej kwestii), powtarzalne sceny. W DBS tego nie ma - albo inaczej, też jest, ale wynika to z innych powodów. Jak anime zaczęło się kończyć (od sagi z Trunksem), to zaczęło się poprawiać, bo mieli więcej czasu na dopracowanie odcinków. No a ludzie mimo to nadal fapują do DBZ, bo oglądają tylko fragmenty na YT, które były dopracowane... Względem reszty odcinka.

Nie oglądałem nigdy żadnego Dragon Ball (no dobra, ze 4 lata temu obejrzałem pierwszy odcinek pierwszego sezonu i jakoś nigdy nie obejrzałem drugiego), ale też właśnie mnóstwo się naczytałem o tej powtarzalności i przedłużaniu.

No DBZ jest powtarzalny, ale mniej niż "Saint Seiya" - tam to osiągnęło poziom absurdalnego kuriozum. Przedłużanie jest, ale nieco mniejsze niż w One Piece.