Opowieści chartryjskie: III. Zielone Świątki w marszu

in PL-TravelFeed2 years ago (edited)

I. Prolog
II. Wyjście

Bonjour!

Ten wyraz, puszczony z głośnika nastawionego na full, wyrwał mnie i wielu innych pielgrzymów ze snu. Była piąta rano i jeszcze dość ciemno. Na twarzy czułem, że jest chłodno i wilgotno. Nawet w namiocie, a co dopiero poza nim, bez ochrony przed wiatrem. Trzeba jednak było się ruszyć, bo o siódmej rozpoczynała się Msza polowa na terenie naszego obozowiska, a wcześniej trzeba było oddać bagaże do transportu.

Przemoknięte rzeczy nie wyschły ani trochę, więc wzorem bezdomnych skorzystaliśmy z folii dostarczonej przez organizatorów na namiastkę podłogi do zrobienia onuc — szkoda by było, gdyby suche skarpety natychmiast zawilgły od mokrych butów. Ten pomysł spodobał się także ciemnoskórej pani z jednego z pobliskich namiotów, więc zastrzegliśmy, że ma to sens jedynie w ograniczonym czasie.

Folia przydała się także do oddzielenia rzeczy mokrych od suchych, gdyż szczęśliwie miałem co oddzielać. Nieco ponad dziesięć osób nie miało takiego szczęścia i postanowili się wycofać. Ostatecznie tuż przed Mszą znalazła się dobra dusza, Polka zamieszkała w Paryżu, idąca z jedną z francuskich grup. Po konsultacji ze współlokatorką zaoferowała dużej części z naszych ofiar ulewy nocleg w mieszkaniu. Dwójka udała się do paryskiego mieszkania koleżanki z naszej grupy, która dzięki harcerskiej formacji była najlepiej przygotowana do pielgrzymki, także do ulew.

O siódmej zaczęła się Msza. Msza pielgrzymkowa, jaka jest, każdy widzi, ale dla tej charakterystyczny był chłód wynikający z wilgoci i lekkiego wiatru. Z samego rana było dość pochmurno, więc jeszcze musieliśmy poczekać zanim słońce nas ogrzeje. Na szczęście jego ciepło mogliśmy odczuć już podczas wymarszu z obozowiska. Tego samego, w podczas którego musieliśmy uważać na błoto o konsystencji i wyglądzie bardzo rzadkiej zupy z bliżej nieokreślonych składników.

Krajobrazy francuskiej prowincji

I tak ruszyliśmy dalej. Odtąd aż do wejścia do Chartres szliśmy w zasadzie wśród pól i czasem też łąk lub lasów. Po polach widać było, że jesteśmy w nieco cieplejszym klimacie niż polski, a okres wegetacyjny trwa tu dłużej. Główne rośliny, jakie uprawia się w tamtych stronach to jęczmień (który już zdawał się dojrzewać do żniw choć dopiero był początek czerwca), rzepak i bób.

Wrażenie bycia w cieplejszej części świata potęgują też okiennice (które jakoś kojarzą mi się z regionem śródziemnomorskim), a także posadzone w niektórych ogrodach palmy i… bananowce na rondzie, które mijaliśmy w jednej z podparyskich miejscowości. Choć nie jesteśmy jakoś dużo bardziej na południu niż w Krakowie (szerokość geograficzna Chartres to 48° 27′), to jednak widać, że Słońce porusza się po niebie po bardziej stromym torze.

I w takich warunkach mijał nam drugi dzień. Tym razem było sucho, ale dalej nasza grupa, podobnie jak dzień wcześniej rozwlekaliśmy się jak stereotypowa polska wycieczka szkolna. Tempo było solidne, dość ciężko było ja utrzymać i Aller, aller! dalej nam towarzyszyło.

Pielgrzymi z innych grup na szczęście nie ograniczali się do poganiania nas. Najwięcej interakcji mieliśmy z Polakami idącymi z grup z miejsc, gdzie obecnie mieszkają. Na jednym postoju trafiła się np. poznanianka mieszkająca w okolicach Lyonu, którą przyciągnęła flaga powstania wielkopolskiego. Było też małżeństwo na co dzień przebywające w Lozannie. Była też wyżej wymieniona paryska dobra dusza, której tak wiele zawdzięczają nasi przemoknięci.

Nawiązywaliśmy też kontakty z osobami, które albo nie nadążały za swoimi grupami, albo ruszały do przodu. Jakoś w czasie wymarszu trafił się starszy pan, który wspominał swoje szkolne lata spędzone bodajże w Lotaryngii, gdzie miał wielu kolegów polskiego pochodzenia z nazwiskami zakończonymi na -ski. Szczególnie zapadła mi w pamięci dziewczyna, która poprosiła mnie i kolegę o zaśpiewanie kilku rzeczy, np. Apelu jasnogórskiego, który znała od swojej niegdysiejszej polskiej współlokatorki. Cóż, rzadko kiedy śpiewam za granicą koncerty życzeń 😉

Jeśli chodzi o śpiewy, to zawartość śpiewnika i repertuar to też ciekawa sprawa. Oczywiście rdzeń stanowiły pieśni religijne, ale w książeczce były także pieśni świeckie, np. znana niektórym w Polsce dzięki Jackowi Kowalskiemu pieśń najemników pikardyjskich Réveillez-vous Picards, szanta Santiano. Harcerze śpiewali także wiele przyśpiewek marszowych z tekstami w stylu „tralala”. W śpiewniku dała się także znaleźć pieśń Russie libre🤦‍♂ Zresztą szef grupy zdradził, że już we wcześniejszych latach wielokrotnie proszono o rezygnację z rusofilskich śpiewów. Jednak najbardziej zapadł nam w pamięć taki oto utwór śpiewany przez pielgrzymów z północnej Francji:

My też mieliśmy co śpiewać. Szefem naszej grupy był muzyk specjalizujący się w muzyce dawnej, okazjonalnie współpracujący ze wspomnianym wyżej Jackiem Kowalskim, czemu zawdzięczamy obecność w naszym repertuarze tłumaczeń kilku pieśni szuańskich. Mieliśmy też podejście do dwugłosowych utworów Zygmunta Lauksmina, siedemnastowiecznego litewskiego jezuity. Gdy zabrzmiała znajoma nuta i zapytałem się, skąd to mogę znać, usłyszałem w odpowiedzi, że z zeszłorocznej pracy z chórem festiwalowym w Wilnie, tylko po polsku.

Bivouac de Gas

I tak szliśmy, kolejne czterdzieści kilometrów. W końcu doszliśmy do miejsca, gdzie kazano nam stać w długaśnej kolejce. Jak się okazało, czekaliśmy już na wejście do obozowiska. Przed nami i za nami byli pielgrzymi z Marsylii. Nie jestem do końca pewien, czy były to dwie osobne grupy, czy może jakimś cudem znaleźliśmy się pomiędzy dwiema częściami jednej większej.

Tu warto wspomnieć, skąd w ogóle sąsiedztwo marsylczyków. Otóż cała pielgrzymka jest podzielona według regionów Francji. Obcokrajowcy są rozproszeni po tych oddziałach, a Polaków przydzielono do Prowansji-Langwedocji.

Marsylczycy, zasadniczo młodzież, byli pomimo wielokilometrowego marszu bardzo weseli i energiczni. Jeszcze wtedy śpiewali na cały głos. Jedna z przyśpiewek (skierowana do drugiej grupy) brzmiała: „Nie słyszymy, jak Marsylia śpiewa” (w tym miejscu dziękuję Teresie za tłumaczenie). Jakby było mało wesoło, to zaczęli pojedynek na… piramidy. Zaczęło się od utworzenia kręgu przez trzy osoby i jednej, która wspięła się im na barki. Jak druga grupa odpowiedziała tym samym, druga kondygnacja tworzonej od zera piramidy zyskała na rozmachu. No i na sam koniec postawiono piramidę o trzech kondygnacjach. Na ramiona solidnego fundamentu wspięły się trzy osoby, a na ich barkach przyklęknął śmiałek z francuską flagą. Nie powiem, robiło to wrażenie samo z siebie. A jak się pomyślę, że oni przeszli tę samą długą trasę, to już w ogóle ogarnia mnie przeogromny podziw.

Tutejsze obozowisko znajdowało się na dość wąskim i nierównym terenie. Trudno mi dokładnie opisać topografię, ale od wejścia trzeba było podejść trochę pod górkę, a potem z górki, żeby dostać się do sektora, gdzie na ściernisku rozlokowano namioty dla cudzoziemców. Jako męska część okrojonej grupy św. Stanisława mieliśmy nocować w jednym namiocie z Hiszpanami i Portugalczykami, jednak żywcem nie było w nim miejsca. Okazało się jednak, że Niemcy z namiotu obok (wśród których było kilku mówiących po polsku) mają dość przestrzeni u siebie. Tak więc zostałem świadkiem bodaj pierwszego przypadku w historii, kiedy Niemcy oddali Polakom kawałek terytorium z własnej, nieprzymuszonej woli. Ale cóż, w końcu to nie ich ziemia.

Po spróbowaniu poprzedniego dnia zupy, stwierdziłem, że tym razem skorzystam ze zwykłego wrzątku i przywiezionego przeze mnie zapasu zupek instant o smaku sera z ziołami. Jak się dowiedziałem, nasz namiot od oficjalnego miejsca podawania wrzątku dzielił kilometr, ale po drugiej stronie biegnącej przez środek obozowiska drogi także znajdowała się kuchnia. Tak więc poszedłem wraz z jedną koleżanką tam i załapałem się na ten wrzątek. Jak się później dowiedziałem, odbierałem go od ust rodzinom z dziećmi 😉. Ale cóż, nie musiałem o niego walczyć ani nikt nie kazał mi pokazywać dziatwy.

Gdyby kogoś interesowało miejsce naszego drugiego noclegu, to oznaczono je w Google Maps, a pielgrzymi zostawili swoje recenzje. Tam właśnie udaliśmy się na spoczynek po tym długim dniu.

Opowieści chartryjskie: IV. Do mety

Sort:  

Congratulations @szmulkberg! You have completed the following achievement on the Hive blockchain and have been rewarded with new badge(s):

You received more than 1750 upvotes.
Your next target is to reach 2000 upvotes.

You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking
If you no longer want to receive notifications, reply to this comment with the word STOP

Support the HiveBuzz project. Vote for our proposal!

Manually curated by EwkaW from the @qurator Team. Keep up the good work!

Your content has been voted as a part of Encouragement program. Keep up the good work!

Use Ecency daily to boost your growth on platform!

Support Ecency
Vote for new Proposal
Delegate HP and earn more