Ekranizacja (część pierwsza) "Igrzyska śmierci: Kosogłos. "/ Co sądzę?

in #pl-artykuly6 years ago

Hejka, to znowu ja. Jak widzicie jest już długo wyczekiwany post..jej! Niedawno wróciłam do domu, więc w progu rzuciłam się do swojego pokoju, żeby wziąć książkę w ręce i w końcu napisać post, który tak dawno obiecałam. Również pewnie zauważyliście, że będę w tym wpisie recenzować tylko pierwszą część ekranizacji książki.
Moja opinia na temat drugiej części pojawi się niedługo (spokojnie, tym razem mówię,że na prawdę pojawi się niedługo), więc radzę obserwować :)

Nie przedłużając zacznijmy może od wstępnej analizy owej produkcji.
Ostatnia część trylogii "The Hunger Games" pióra Suzanne Collins została szczególnie wyróżniona, ponieważ zdecydowano, iż ekranizacja będzie podzielona na dwie części: wprowadzenie oraz "prawdziwa" walka z kapitolem (przynajmniej ja tak to widzę).
Muszę przyznać, że zdziwiłam się, gdy doszły mnie słuchy, iż taka krótka książka dostanie aż dwie produkcje, trzeba przyznać, że książka nie jest jakoś specjalnie obfita, ponieważ ma tylko około 400 stron.

Jednakże pomimo aż dwóch części ekranizacji kilka ciekawych wątków jest pominiętych, ale wspomnę o tym w następnym wpisie, ponieważ w drugiej części jest ich więcej.
Ta część wypadła najgorzej ze wszystkich z całej serii, druga część wypadła zdecydowanie lepiej od tej. Jak już wspomniałam wcześniej dla mnie jest to takie wprowadzenie do drugiej części, jednak jest tak nudne, że można zasnąć.
Akcja rozkręca się dopiero na końcówce filmu, gdy dowiadujemy się trochę o Peecie i o tym jaki jest w stosunku do Katniss. Jednak na tym jest koniec akcji.

W tym poście będzie tylko jedno słowo pochwały dla owej produkcji , ale o tym powiem na koniec postu.
Jednak oprócz tego, że jest po prostu nudna ma w sobie dosyć poważny błąd, który może zdezorientować widza, który wcześniej nie czytał książki, mianowicie chodzi mi o nastawienie głównej bohaterki do Peety.
Jest kompletnie inne niż w książce. Zacznijmy od tego, że w ekranizacji wszystkie myśli Katniss krążą wokół chłopca, z którym wygrała wcześniejsze igrzyska oraz zostaje nam wyraźnie pokazane, że darzy chłopaka uczuciem większym niż przyjaźń, natomiast w pozycji książkowej dziewczyna tak naprawdę nie wie co czuje do Peety, a to już na pewno nie miłość.

Tutaj może być lekkie zaskoczenie, ponieważ jeśli ktoś uważnie czytał książkę to wie, że Katniss tak naprawdę nigdy nie kochała go, nawet przy wyborze między nim a Gale'em.

Teraz nadszedł czas zmniejszyć krytykę i powiedzieć coś dobrego. Jedyną rzeczą, która bardzo mi się podobała to prezydent Snow. Nie żebym go lubiła, nie o to chodzi, lecz o jego zachowanie, jestem pełna podziwu dla aktora, który wcielił się w ową postać.
Już tłumaczę... według mnie chłód, który bije od tej postaci jest wręcz perfekcyjnie odegrany i wygląda to w naturalnie.

Przykro mi, lecz tutaj kończy się moje dobre słowo oraz dzisiejszy wpis.
Nie wiem czy polecić komuś ten film, ponieważ jest bardzo średni i pewnie dużej ilości osób się nie spodoba. Osobiście czuję się trochę zawiedziona, muszę przyznać, że oczekiwałam więcej od ekranizacji takiej dobrej książki.
Dziękuję za przeczytanie mojej opinii i jeśli chcecie zachęcam do wyrażania własnej w komentarzach.
Chętnie przeczytam. Zapraszam również do mojego poprzedniego postu, w którym zawarłam swoje zdanie na temat horroru "Ciche miejsce" . W niedługim czasie możecie się spodziewać postu na temat następnej części ekranizacji "Igrzysk Śmierci", więc polecam obserwować. :)

Sort:  

Nie podobała mi się ta część w ogóle. Dali ciała na każdym kroku włącznie z efektami specjalnymi, co w takich filmach jest niewybaczalne. Kolorystyka i oświetlenie ładne było, to trzeba przyznać, ale dźwięk już do bani. Dla mnie to zrobione tak na odpierdziel się, żeby tylko zachęcić ludzi do dalszego oglądania.

Tutaj muszę się z tobą zgodzić. Druga część jeszcze jakoś ujdzie, lecz ta to kompletne dno. Jak dla mnie najlepsza była pierwsza część.

Mam bardzo podobne wrażenia. Po prostu rozczarował mnie ten film...