Dziennik #153/2025 - eh

in #polish11 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Nie mogłam w nocy spać. Depresja naprawdę mnie męczy. Leżałam w łóżku bezwładnie, a przez głowę przelatywały katastroficzne myśli. Kilka razy wymiotowałam.

Pojechałam rano do pracy poprosić o urlop. Nie jestem w stanie pracować. Nie śpię, wymiotuję, nie mogę jeść. Byłam przekonana, że jak kierownictwo zobaczy jak wyglądam i poproszę o wolne to to wolne dostanę, ale nie. Usłyszałam, że jak się źle czuję to mam iść na L4. No więc wróciłam do domu i jutro idę do psychiatry.

Weszłam do domu, usiadłam przed komputerem i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Bolą mnie nawet włosy i paznokcie. Włączyłam sobie film MAC upamiętniający życie i twórczość Maca Millera, miłości mojego życia. Część o jego twórczości oglądałam z ciekawością i zachwytem, bo choć tłumaczenie automatyczne na YT nie jest doskonałe to wiele się dowiedziałam. Część o jego śmierci przepłakałam. O i teraz też zaczęłam płakać. No nie umiem przepracować tej śmierci. Nie umiem.

Poszłam do poradni zdrowia psychicznego przy szpitalu psychiatrycznym. Chciałam się zapisać na psychoterapię, której bardzo potrzebuję. Nie zostałam zapisana, ponieważ terminy są ponad dwuletnie. Załamałam się. Po prostu się załamałam. Obdzwoniłam kilka ośrodków i wszędzie podobna klęska. Zadzwoniłam do poradni, z którą współpracuje moja psychiatra i tam się umówiłam. Jutro mam się stawić na diagnozę, a po diagnozie będę czekać na termin przyjęcia. Ponad rok.. To się po prostu w palę nie mieści.

Próbowałam zjeść obiad. Próbowałam to dobre określenie. Zjadłam niecałą połowę i czułam się jeszcze gorzej.

Co chwilę wybucham płaczem. To jest totalnie poza moją kontrolą. Gdy tak łkałam zadzwoniła przyjaciółka. Była wstrząśnięta moim stanem. Ja też jestem nim wstrząśnięta. Pogadałyśmy z godzinę. Przyznałam się jej, że mam myśli o tym, żeby się napić alkoholu. Żeby choć na chwilę poczuć ulgę. Nie zrobię jednak tego, bo wiem, że po tej chwilowej uldze będzie jeszcze gorzej. Poza tym nie wiem czy pod wpływem utraty kontroli nad sobą nie zrobię sobie krzywdy, a tego nie chcę. Olga bardzo się o mnie martwi. I ja też się martwię.

Najgorsze są noce. I tej nadchodzącej też się boję. Bardzo się boję. Znowu łzy. Mam ochotę się poddać. Tak po prostu. Bo już nie mam kurwa siły.

Sort:  

W razie czego w większych miastach jest coś takiego jak Ośrodek Interwencji Kryzysowej i można tam pójść i uzyskać pomoc 24/7. Trzymaj się!

Mamy na szczęście u siebie też + całodobową izbę przyjęć w szpitalu psychiatrycznym, więc w razie czego pomoc jest, ale no jest bardzo ciężko, bardzo. Dziękuję!

Sama pewnie znasz siebie lepiej, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że nic nie szkodzi pójść po pomoc, póki ma się jeszcze na to siłę, niż czekać, bo może się okazać, że nagle tej siły braknie. Zdarzyło mi się korzystać z pomocy w OIK w Krakowie i bardzo pomogło mi to w kryzysowej sytuaji. Tak czy inaczej trzymaj się jeszcze raz i (chociaż pewnie teraz ciężko to sobie wyobrazić) pamiętaj, że każdy kryzys kiedyś się skończy.