Dziennik #214/2023 - błogosławiony sen

in #polish4 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Spałam jak zabita. Z małymi przerwami spałam całą noc i pół dnia. A to bardzo dobrze, bo mój organizm potrzebuje odpoczynku i regeneracji. Nawet nie wiem, o której finalnie podniosłam się z łóżka, ale będzie coś koło 14. I dobrze. Dłuższy sen to mniej czasu na robienie głupot.

Dzisiaj znowu nie byłam zbyt produktywna, bo poza szykowaniem sobie posiłków nie zrobiłam absolutnie nic. Relanium chyba zaczyna powoli działać, bo czuję się ospała, ale dosyć spokojna, zmniejszyły mi się też lęki także światełko w tunelu płonie coraz jaśniej i wcale to nie jest pociąg, z którym zmierzam na czołówkę.

Bardzo zasmuciła mnie wiadomość o śmierci Perry'ego. Uwielbiałam Chandlera i aż mnie jakoś ścisnęło w serduchu jak o tym przeczytałam. Za wcześnie drugi panie, zdecydowanie za wcześnie. Chociaż może patrząc na to jak pogubionym człowiekiem był to właśnie odnalazł spokój? Nie wiem. Nie najlepiej radzę sobie z tematyką śmierci i zawsze to strasznie przeżywam.

Zaczynają mnie już mulić leki na spanie dlatego bez zbędnego przeciągania kończę dziennik i idę jeszcze chwilę pooglądać Peaky Blinders i spać. Został mi ostatni odcinek, więc może polecicie coś ciekawego na Netflixie?

Do juterka.