Dziennik #227/2023 - za krótka doba

in #polish5 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Chyba jeszcze nigdy nie pisałam dziennika tak późno. Jest już godzina 23:10, a ja dopiero usiadłam do komputera, ba, dopiero niedawno wróciłam do domu. Zacznijmy jednak od początku.

Wstałam zmęczona i z ogólną apatią do ludzi i świata. Spałam kiepsko z koszmarami tak realnymi, że chwilę mojemu mózgowi zajęło ogarnięcie co jest prawdą, a co tylko snem. Na szczęście to były tylko sny, więc wstałam, ogarnęłam siebie i psa po czym pojechałam na terapię.

Na terapii było ciężko. Po pierwsze nie zrobiłam zadania domowego. Po prostu mi się nie chciało i kompletnie nie miałam weny do jego napisania. Poza tym miałam duży problem ze skupieniem uwagi na zajęciach co głównie zwalam na zmęczenie. Ogólnie cała grupa była dzisiaj jakaś rozbita i praca totalnie nam nie szła. W pewnym momencie aż terapeutka nami potrząsnęła, bo naprawdę wyglądało to kiepsko. Na plus mogę powiedzieć, że dostaliśmy dzisiaj nagrodę w postaci pizzy za to, że ostatnio bardzo dokładnie wysprzątaliśmy oddział włącznie z drobnymi naprawami usterek technicznych. Pizza była przepyszna, a ja się nażarłam jak wieprz, naprawdę. Zresztą wszyscy byli w podobnym stanie do mojego. Na sam koniec dostaliśmy do wyboru: siedzimy na oddziale do 18 i piszemy zadanie czy zabieramy je do domu i wychodzimy o 16. Oczywiście postawiliśmy na opcję numer dwa co bardzo mnie ucieszyło ze względu na moje popołudniowe plany.

Wpadłam do domu, ogarnęłam siebie i psa i już musiałam wychodzić, ponieważ byłam umówiona z dziewczynami z mitingu, że jedziemy na oddział zamknięty na miting. Do przejechania miałyśmy jakieś 100km, więc kawałek czasu nam to zajęło. Na szczęście mimo mroźnej aury droga była ładna i bezpiecznie dojechałyśmy na miejsce. Miting jak miting, dziewczyny z oddziału zadawały nam dużo pytań, na które cierpliwie odpowiadałyśmy. Dwie dziewczyny zadeklarowały się, że przyjdą do nas na babski miting i mam nadzieję, że w którąś środę faktycznie do nas zawitają.

Po mitingu, który skończył się o 21 byłam już tak wyczerpana, że w drodze powrotnej nawet nie chciało mi się gadać. Zanim dojechałyśmy na miejsce, zanim wyszłam z psem i ogarnęłam kąpiel zrobiła się już owa 23:10 i ja dopiero usiadłam do komputera. Nie to jest jednak najgorsze. Mogłabym wrzucić dziennik i iść spać, ale niestety jest to niemożliwe, ponieważ mam jeszcze do napisania dzienniczek uczuć na terapię, a także pracę domową o treści wpływ picia na zdrowie. Totalnie mi się nie chce, totalnie nie mam na to siły, ale nie mam tak naprawdę żadnego wyboru, ponieważ nie mam ochoty wyłamywać się z reżimu narzuconego przez terapeutów. Wiem, że zawalę sobie sen i jutro będę jak zombie, ale przynajmniej wywiążę się ze swoich obowiązków względem terapii. Tu nie ma dobrego rozwiązania, trzeba po prostu posadzić dupę na krześle, wziąć długopis do ręki i uporać się z postawionymi przede mną zadaniami. Mam nadzieję, że pójdzie mi to sprawnie i względnie szybko położę się spać.

Dzisiejszy dzień był szalony jeśli chodzi o nadmiar zajęć i emocji i naprawdę cieszę się, że w końcu usiadłam we własnym fotelu. Mniej cieszy mnie fakt, że jeszcze trochę czasu nie pójdę spać, ale dobrze być w domu, tak po prostu. Nie przedłużając już biorę się do pracy terapeutycznej.

Do jutra.