Dziennik #54/2024 - piekło zamarzło

in #polish2 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Spałam bardzo źle. Co chwilę się wybudzałam, nie mogłam usnąć, no koszmar jakiś. Mam wrażenie, że może to mieć związek z moją dietę, bo gdy jadłam tylko nieprzetworzoną żywność i dobrze się odżywiałam to dużo lepiej spałam niż teraz jak jem syf. Oczywiście odstawienie syfu przychodzi mi z trudem, więc pewnie jeszcze minie jakiś czas jak będę się z tym boksować. To prawie jak uzależnienie, taka sama walka.

Na terapię pojechałam samochodem, bo po tak zarwanej nocce naprawdę nie miałam ochoty na żadne spacery. Szkoda, bo była naprawdę ładna pogoda, ale zmęczenie wzięło górę. Na samej terapii było fajnie. Poczytaliśmy prace i dzienniczki i dzień minął. Nie miałam dzisiaj swojego obiadu, bo go z lenistwa nie przygotowałam, więc zjadłam obiad na terapii, który był paskudny. Makaron był tak ugotowany jakoś dziwnie, że po wbiciu widelca wypływała z niego paskudna, biała woda. Do tego kupny sos ze słoika i to wszystko sprawiło, że danie było naprawdę niedobre i bardzo pożałowałam, że nie mam swojego jedzenia. Muszę się wziąć w garść i wrócić do przestrzegania diety. Wszystkie znaki na ziemi i niebie mnie do tego przekonują.

Po powrocie poszłam do Biedronki i znowu kupiłam słodycze. Była to moja odpowiedź na złe samopoczucie i głody alkoholowe. Czułam się bardzo nerwowa i totalnie nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Znikąd pomocy. Zadzwoniłam do kolegi ze wspólnoty AA i trochę porozmawialiśmy, ale to nie było to. Zadzwoniłam do drugiego kolegi i okazało się, że się naćpał. Ta wiadomość jeszcze bardziej pogorszyła moje samopoczucie, bo skoro on może to dlaczego ja nie mogę? Takie głupie pytanie sobie zadawałam i już miałam ubierać buty, żeby iść do sklepu po wódkę. Zamiast tego zabrałam psa na długi spacer, ale to również nie przyniosło mi ukojenia.

Gdy tak siedziałam bez sensu i celu zastanawiałam się co jeszcze mogę dla siebie zrobić, żeby lepiej się poczuć. I tu pojawiła się myśl, że pójdę do kościoła. Nie wiem skąd taka myśl, ale prześladowała mnie ona od kilku tygodni co jest o tyle dziwne, że uważam się za osobę niewierzącą. Nawet były noce, w trakcie których śniło mi się, że idę do kościoła. Po dość krótkim rozmyślaniu uznałam, że spróbuję wszystkiego, żeby sobie pomóc, więc się ubrałam i poszłam na mszę o 18. Byłam bardzo zestresowana, ponieważ nie znam tych wszystkich regułek, kiedy się wstaje czy klęka i w ogóle, ale postanowiłam się tym nie przejmować i w pełni skupić się na mszy. Msza mnie trochę rozczarowała, bo nie było żadnego kazania tylko jakieś tam intencje, modlitwa, komunia i po trzydziestu minutach cześć, ale ku mojemu zaskoczeniu udało mi się wyciszyć. Nie wiem jakim sposobem, ale tak się stało. Nie zrozumcie mnie źle, to żadna magia, że nagle wszystkie głody zniknęły, a ja unosiłam się nad ziemią, ale po prostu czułam się trochę lepiej i przede wszystkim nie chciało mi się już tak strasznie chlać. Szkoda, że nie było żadnego kazania, bo na to najbardziej liczyłam, ale może to była jakaś szczególna msza? Nie mam pojęcia. W każdym razie jestem niezwykle zaintrygowana tym co się wydarzyło i kto wie, może jeszcze powrócę? Żeby nie chlać jestem w stanie zrobić wszystko. Po prostu wszystko. Czy dla niewierzących też jest miejsce w kościele? Sama nie wiem. Od jakiegoś czas czuję się dziwnie, potrzebuję jakiś zmian, ale sama nie wiem jakich. Coś mnie uwiera i nie wiem co. Może właśnie dzieje się jakaś zmiana, która pomoże mi w życiu? Nie wiem. W każdym razie byłam w kościele i ani ja ani kościół w płomieniach nie stanęły, nikomu nie przeszkadzałam tylko pokornie słuchałam i nawet pomodliłam się po swojemu do siły wyższej i kto wie, może to powtórzę.

Wracałam do domu jakaś taka zamyślona i wyciszona. Zabrałam psa na długi spacer, dokręciliśmy dziesięć tysięcy kroków i po powrocie do domu wzięłam długi, chłodny prysznic. Zeszło ze mnie napięcie całego dnia i czułam się już całkiem nieźle. Włączyłam sobie muzykę, której nie słuchałam wieki i po prostu chillowałam.

Zrobiłam dzisiaj dużo, żeby zachować trzeźwość i jestem z siebie dumna. Bardzo mnie dzisiaj kusiło chlanie. Dawno tak silnych głodów nie miałam, ale poradziłam sobie z nimi najlepiej jak umiem. Oczywiście znów wysrałam się na dietę i objadłam się słodkim, ale jak słusznie Wy również zauważacie lepiej się objeść słodkim niż napić. Jestem trzeźwa 3,5 miesiąca dopiero, więc takie rzeczy mają prawo się dziać, najważniejsze, że im nie ulegam.

Cieszę się, że ten dzień się kończy. Zaraz wpadam na Netflixa pograsować i trochę się odmóżdżyć. Fajnie, że pomimo ciężkiego dnia mogę tu być i ogłosić sukces zamiast znów przyznawać się do porażki. Nie tym razem bitch. Jestem z siebie dumna i przybijam sama sobie piątkę.

Do jutra!

Sort:  

W wielu kościołach na mszach poza niedzielą nie ma kazań. Poza tym dzisiaj jest piątek wielkiego postu, więc zapewne przed albo po mszy była droga krzyżowa, więc tym bardziej prawdopodobne, że kazania nie był, żeby nie przedłużać. Trzymaj się tam!

A widzisz, to wiele wyjaśnia! Dzięki bardzo :)

Manually curated by ewkaw from the @qurator Team. Keep up the good work!