Z przykrością stwierdzam, że mamy współcześnie jakiś dziwny kult wydarzeń. Ludzie niemal kompletnie zatracili zdolność spontanicznego wychodzenia na miasto. Wszystko musi być zaplanowane i zorganizowane.
Jeszcze gdy KBK było w Rzeszowie to narzekałem, że ludzie mogą codziennie przychodzić i grać w planszówki, ale robią to tylko, gdy zorganizuje się wydarzenie. Podobnie przez długi czas było w Krakowie. Choć bywały okresy przełamania tego zjawiska. W 2021 roku bardzo często, spontanicznie i bez planowania, grało się w Briszkota. W tym roku natomiast całkiem często ktoś gra w coś w środku tygodnia. Nie jest to w 100% spontaniczne, bo zwykle ludzie umawiają się na granie przez Messengera, ale dobre i to.
W ogóle ten rok to wyraźny krok do przodu jeśli chodzi o życie Królestwa poza wydarzeniami. Kalendarz jest zapełniony, prawda, ale paradoksalnie coraz więcej osób przychodzi ot tak - posiedzieć i porozmawiać. Uważam to za bardzo ważną zmianę.
Już to pisałem, ale powtórzę się: miejsca trzecie są nimi nie dzięki wydarzeniom, ale pomimo. Uważam, że spontaniczne spotkania powinny być esencją Królestwa. Dlaczego to takie ważne? Przede wszystkim chodzi o brak oczekiwań. Poniżej zdjęcie z piątku. Farkasz z Budapesztu wpadł do KBK razem z Betty z Bułgarii. W pewnym momencie, ludzie w Królestwie grali i śpiewali. Przypominało to trochę Szafę grającą. Różnica jest taka, że wobec spontanicznego grania ludzie nie mają żadnych oczekiwań, jest dla nich niespodzianką i odnoszę wrażenie, że często coś takiego cieszy ich bardziej niż zaplanowane spotkanie.

Poniżej z kolei jest prawdziwy paradoks, czyli nasze "Spotkania poza Matrixem". Wciąż jest dla mnie wyjątkowo dziwne, że ludzie potrzebują wydarzenia, żeby po prostu przyjść i spotkać się w KBK bez żadnej agendy. Z drugiej jednak strony to właśnie dzięki temu wydarzeniu wielu z nich może zacząć wpadać spontanicznie.

No i jest jeszcze jeden aspekt, który sprawia, że z części wydarzeń raczej prędko nie zrezygnujemy. Chodzi o fakt, że niektóre wydarzenia mają duże znaczenie dla utrzymania KBK. W piątek na przykład do skarbca wpłynęło 330 zł. 200 zł to efekt Painting Day. 5 osób malujących w pracowni wygenerowało większe wpływy niż 30, które wpadły spędzić czas. Cóż, może nadszedł czas by w większym stopniu wykorzystywać pracownię...
PS. KBK można wspierać:
Być może chodzi po prostu o planowanie i potencjalną stratę czasu i energii, a tych dwóch surowców strategicznych nikt nie ma zbyt wiele (zwłaszcza, że oprócz życiowych obowiązków i życia towarzyskiego wysysa je z nas matriks za pomocą macki zwanej smartfonem).
Otwórz dowolną aplikację z mapką pokazującą wydarzenia i aktywności, które w danej chwili dzieją się w Krakowie, od jogi po kluby książki. Ktoś nie czujący silnej więzi z Królestwem będzie wolał poświęcić te jedyne dwie wolne godziny w dniu na wizytę w miejscu, gdzie na pewno będzie działo się coś choć trochę ciekawego, zamiast wpaść do Kabeku w porze bez wydarzeń i liczyć na to, że obecni na miejscu spontanicznie zorganizują jakąś interesującą aktywność. Oczywiście nie twierdzę, że między wydarzeniami Królestwo to trupiarnia, gdzie można spotkać co najwyżej paru stałych bywalców grających w „Na skrzydłach”, ale ktoś zaglądający do Kabeku rzadko może mieć takie nastawienie.
To złożony problem. W sumie zabrakło z moim wpisie zastrzeżenia, że na spontaniczność mogą sobie w praktyce pozwolić tylko ludzie z sąsiedztwa. No bo jak ktoś mieszka na Nowej Hucie to siłą rzeczy wypad do KBK to dla niego wyprawa. Sęk w tym, że jest/było sporo ludzi w sąsiedztwie, którzy przychodzą/przychodzili tylko i wyłącznie na wydarzenia. I mam tu na myśli nawet bardzo bliskie sąsiedztwo jak np. Plac Biskupi, więc wspomniana przez Ciebie potencjalna strata czasu i energii jest niemal równa zeru. Ogólnie jednak w tym wpisie KBK jest tylko tłem. Główna myśl jest taka, że wielu ludzi zatraciło spontaniczność i często wręcz się jej boi. W dużej mierze właśnie przez smartfony, które sprawiły, że nie wchodzą w nieplanowane interakcje. Nie trzeba nikogo pytać o drogę, nie trzeba z nikim rozmawiać w pociągu...