Roboty jak marasu

in #polish13 hours ago

Im bardziej rozwija się KBK, tym mniej jest czasu. Ot, paradoks, bo kiedyś wydawało mi się, że ogarnięcie kilku rzeczy pozwoli mi zająć się innymi. Tymczasem co rusz na horyzoncie pojawia się jakieś nowe wyzwanie.

Obecnie najważniejsze rzeczy do zrobienia (oprócz tych związanych ze zbliżającymi się obchodami rocznic) to:

  • wdrożenie jakiegoś systemu "opieki" nad darczyńcami i zwiększenie stałego wsparcia KBK (obecnie 61% darowizn nie jest przypisane do żadnego konta rycarowego),
  • uporządkowanie narracji.

Druga kwestia wydaje się o tyle kluczowa, że zdecydowanie może wpływać na pierwszą. Rok temu zredefiniowaliśmy KBK. Ogłosiliśmy niepodległość i ruszyliśmy z narracją o "otwartej enklawie". To był bardzo dobry ruch, bo w połączeniu z rebrandingiem przyciągnął do Królestwa wiele nowych osób. O ile jednak "niepodległe państwo" ma spory potencjał marketingowy, o tyle w temacie crowdfundingu niewiele zmienia. Tu o wiele bardziej pomocna wydaje się być koncepcja "trzeciego miejsca" sformułowana przez R. Oldenburga. Królestwo jest takim miejscem: otwartym, dostępnym, ze spontanicznymi dyskusjami i społecznością. W dobie zanikających relacji społecznych takie miejsca są na wagę złota. I tu jest spore pole do działania, aby w końcu odpowiednio to wybrzmiało.

Czy to wystarczy? Obawiam się, że nie. Obie narracje stanowią duży krok w próbie zdefiniowania Królestwa i opowiedzenia czym ono jest. Intuicja jednak podpowiada mi, że aby skutecznie trafić do ludzi KBK musi uwalniać emocje. Zarówno niepodległość, jak i trzecie miejsce nie są w stanie zrobić tego na odpowiednim poziomie. Potrzeba trzeciej narracji, która pozwoli wycisnąć więcej. Ale o tym w kolejnym wpisie...