
Jan Rembowski, Zaczarowana dzieweczka,
Historia sztuki polskiej ok. 1900 rozwija się już w dość stateczny sposób, żeby nie powiedzieć, że wszystko, co trzeba było odkryć, zostało już odkryte i można tylko starać się zinterpretować na nowo to, co już wiemy, co na ogół kończy się w dość cudaczny sposób, jeśli autora poniesie wyobraźnia. Ale zdarzają się wydarzenia, które budzą nadzieję, że znany i utrwalony obraz zostanie w znaczący sposób uzupełniony, a może nawet zmodyfikowany. Takim wydarzeniem jest dziś otwierana wystawa „Młodopolska Grupa Pięciu. Zapomniani buntownicy” w Muzeum Narodowym w Krakowie.
O Grupie Pięciu można powiedzieć, że zaistniała w dziejach sztuki polskiej w roli epizodycznej. Każdy, kto choć trochę się nią interesuje, zna historię odkrycia twórczości Witolda Wojtkiewicza przez André Gide'a. Gide w towarzystwie Maurice'a Denisa zwiedzał w Berlinie wystawę, która nie robiła na nim szczególnego wrażenia, do chwili gdy zobaczył obraz Wojtkiewicza. Jak wiemy, prace Wojtkiewicza zrobiły na nim tak wielkie wrażenie, że zadał sobie trud ściągnięcia artysty do Paryża i zorganizowania tamże jego wystawy. Ta berlińska wystawa, była wystawą właśnie Grupy Pięciu. Pora odłożyć na bok sympatie i antypatie i po prostu spróbować się dowiedzieć, co to był za twór. Trudno się dziwić, że Wojtkiewicz "ukradł show" kolegom w Berlinie. A jak będzie dziś, gdy znamy obrazy Wojtkiewicza niemal na pamięć, a Leopolda Gottlieba, Jana Rembowskiego, Mieczysława Jakimowicza i Wlastimila Hofmana dużo gorzej?
Zwłaszcza, że w czasie istnienia Grupy Pięciu sprawy wyglądały dużo ciekawiej. Henryk Zbierzchowski w „Tygodniku Ilustrowanym” pisał:
„Zbiorowe wystawy «Grupy Pięciu» obiegły wiele wystawa zagranicznych, budząc zwłaszcza w surowej niemieckiej prasie głosy zachwytu i zainteresowania”
Obraz „Zaczarowana dzieweczka” pojawił się na wystawie „Śladami prerafaelitów” w Muzeum Pałacu w Wilanowie. Niestety obraz był w bardzo złym stanie i jego konserwacja nie do konca mogła przywrócić mu dawny blask. Rembowski zrobił coś z punktu widzenia technologii malarstwa niewybaczalnego, uzywał do malowania go tempery i oleju. Na pewno po ukończeniu efekt był olśniewający, szkoda ze my dziś już nie możemy nim się cieszyc.

Mieczysław Jakimowicz, Rybak, przed 1910