Coś dla najmłodszych cz.2 - tajemnicze zniknięcie Rudego

in #polish6 months ago (edited)

Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, czyli czym więcej tym lepiej, ale nadmiar może również przysporzyć wielu zmartwień. Poprzedzone były one troskami Agnieszki, troskami o kota, który przestał uczestniczyć we wspólnym ogrodowym życiu. Chociaż do nikogo z domowników się nie zbliżał, to brak jego obecności wraz z jego przenikliwym spojrzeniem zaniepokoił nie tylko małą dziewczynkę, ale i resztę rodziny. Od pewnego czasu ogród posiadał kota i obecnie jego brak wyraźnie rzucał się w oczy. I choć wykładane przez babcię jedzenie dla Rudego po części znikało, to kota nikt nie widział. Babcia myślała, że kocia karma zjadana jest przez innych mieszkańców przydomowego ogrodu, a nie przez rudawego kota, o którego trochę się martwiła. W krąg podejrzanych babci wchodziły niewątpliwie jeże, których łapki nieraz były odbite na talerzu ze smakołykami podawanymi Rudemu, jak i wiewiórki, które zaobserwowała niedawno w ogrodzie. Nikomu jednak nie przyszło na myśl sprawdzić dokładnie nową kryjówkę kota.

Wprawdzie Agnieszka codziennie obserwowała przez wybite okienko rudzielca znajdującego się w piwnicy, ale od paru dni nie mogła go tam dostrzec. Po kilku dniach nieobecności kota, była bardzo smutna, pomimo że z Rudym nigdy nie nawiązała bliższego kontaktu, to odczuwała brak wszędobylskiego zwierzaka.
– Czy Rudy jeszcze do nas wróci? – zanudzała wciąż babcię Agnieszka.
– Kochanie, nie wiemy czy odszedł. Część jedzenia znika z miski, być może się wyprowadził się i czasami wraca coś przekąsić, może to taki kot wędrowniczek, który nigdzie nie zagrzeje długo miejsca, a może wybrał się na poszukiwanie swojego poprzedniego domu. – tłumaczyła ze spokojem babcia. – Agusiu, nie martw się. Myślę, że on się tutaj gdzieś w pobliżu czai i niedługo znowu zobaczymy go w naszym ogrodzie.
– Żal mi go babciu. Bardzo go lubiłam, on tak ładnie zawsze na mnie patrzył. – wnuczka opuściła ze smutkiem głowę.
– Jak długo go już nie widzieliśmy? – zastanawiała się głośno babcia. – Policz kochanie, ile to już dni będzie.
– Chyba trzy. – odparła po krótkim namyśle.
Agnieszka umiała już liczyć i świetnie dawała sobie radę z prostymi obliczeniami. Zawdzięczała to tacie, który nie dawał jej spokoju i ciągle powtarzał, że matematyka jest najważniejszą z nauk.
– Babciu… - zaczęła mówić przygnębionym głosem Agnieszka. – Bardzo długo go już nie ma.
– Spokojnie kochanie, dla kotów czas biegnie całkiem inaczej. – powiedziała z uśmiechem babcia. – Poza tym musisz pamiętać, że koty zawsze chodzą własnymi drogami i nic i nikt ich nie zatrzyma, a tym bardziej naszego Rudego, który cały czas przebywa na zewnątrz i tylko nocami zagląda do piwnicy.
– Sprawdzałam - wtrąciła Agnieszka. – Nie ma go tam.
– Zaglądałaś przez okienko?
– Tak…
– I co? – dopytywała dalej babcia.
– Nic. – odpowiedziała z westchnieniem wnuczka. – Rudy już tam nie mieszka.
Mimo wszystko ta sytuacja nie dawała babci spokoju. Choć nie zmartwiła się zniknięciem Rudego tak bardzo jak wnuczka, to jednak żal jej było kota, którego względy sobie zaskarbiła. To właśnie tylko do niej podbiegał rudawy kot i tylko ona mogła go pogłaskać. Zapewne było to spowodowane tym, że to przeważnie ona troszczyła się o zaspokajanie kulinarnych potrzeb kociego głodomora i tylko sporadycznie wyręczali ją inni członkowie rodziny. Rudy widocznie wiedział, że ręce, które go karmią, nie mogą go skrzywdzić i jedynie im może zaufać. Babcia wiedziała, że kot musiał kryć jakąś tajemnice, ale nie przywiązywała do tego wielkiej wagi. Wyznawała bowiem zasadę, że zwierzę nie może pozostać głodne, tym bardziej zwierzę porzucone. Była przekonana, że Rudy to niechciany kot, ale dlaczego znalazł się w jej ogrodzie, tego mogła się tylko domyślać.
– Agusiu, zerknij jeszcze raz przez okienko. – zachęcała wnuczkę. – Może już wrócił i właśnie wyleguje się w koszyku.
– Dobrze! – odparła siedmiolatka i popędziła czym prędzej za dom by po raz kolejny spojrzeć przez
wybitą szybkę w oknie piwnicy. Bardzo się starała odnaleźć wzrokiem kota, ale dostrzegła tylko pusty kosz. Szybko wróciła zmartwiona do babci oznajmiając jej, że Rudego jak nie było, tak tam nie ma.
– A pytałaś może rodziców czy go nie widzieli? – babcia cały czas zastanawiała się, gdzie mógł udać się zwierzak. – Tata wczoraj prawie cały dzień spędził w ogrodzie, a dwa dni temu kosił trawę. Może wystraszył Rudego kosiarką. Wiesz jak ona hałasuje. Idź i zapytaj rodziców czy nie rzucił im się gdzieś oczy.
Agnieszka pobiegła szybko do mamy, ale niczego nowego się od niej nie dowiedziała. Postanowiła poszukać taty. Ojca o tej porze mogła odnaleźć w piwnicy lub w garażu, gdzie oddawał się naprawie domowych sprzętów, które systematycznie odmawiały posłuszeństwa.
– Tato! Tato! – zaczęła wołać na tatę w garażu. – Widziałeś Rudego?
– Kotku dzisiaj go nie widziałem. Przecież wiesz, że on przede mną ucieka, bo się mnie boi. – spojrzał z troską na córkę. – A coś się stało? – zapytał.
– Trzy dni go już nie ma. – oznajmiła siedmiolatka.
– Trzy dni? – powiedział z niedowierzaniem tata. – To niemożliwe. Wczoraj jak wjeżdżałem samochodem do garażu, to przebiegł mi drogę.
– Rudy? – zapytała z nadzieją.
– Cóż… Było ciemno, ale nie sądzę abym pomylił w światłach samochodu naszego dachowca z kotem sąsiada. – odpowiedział ojciec.
Do ogrodu Agnieszki często zaglądał kot sąsiadów, ale ten w niczym nie przypominał Rudego. Nie posiadał tylu barw co rudzielec, był ospały i dużo większy, a zachowaniem przypominał raczej kanapowca niż kota łażącego po dachach. Z tego powodu trudno go było pomylić z Rudym, dlatego tata Agnieszki był przekonany, że widział właśnie Rudego.
– Nic mi o tym nie mówiłeś. – stwierdziła z wyrzutem Agnieszka.
– Kochanie, nie pytałaś…
– Tato nie widziałam go już trzy dni. – przerwała tacie zdenerwowana. – Myślałam, że się wyprowadził!
– Nie sądzę. Gdzie mu tak dobrze będzie jak u nas? – spojrzał na córkę. – Popatrz, dostaje regularnie jedzenie, a nawet za dużo. Przecież sama mówiłaś, że mu wielki brzuch urósł. Po za tym ma święty u nas święty spokój, nikt go nie zaczepia, nikt mu nie dokucza, nawet do naszych psów się przyzwyczaił, a one nawet nie chcą na niego szczekać. – odparł z przekonaniem. – To niemożliwe, żeby odszedł. Może przeniósł się ponownie do stodoły i tam się gdzieś wyleguje? Po obiedzie pójdziemy go tam poszukać. – zaproponował tata przy okazji przypominając córce o ważnej sprawie. – Sama tam nie chodź, wiesz o tym, że tam jest straszny bałagan i różne niebezpieczne rzeczy. Mogłabyś się skaleczyć, a tego byśmy nie chcieli.

Agnieszka dobrze wiedziała, że sama nie powinna odwiedzać starej stodoły, nie żeby się bała, w końcu jak sama o sobie mówiła, była już dużą dziewczynką, ale tata nieraz ostrzegał ją przed tą starą rupieciarnią, w której było dosłownie wszystko: od rolniczych narzędzi pamiętających zamierzchłe czasy, aż do rzeczy nikomu już niepotrzebnych, a tacie żal było je wszystkie wyrzucić. Cały ten bałagan składający się z rzeczy ustawionych jedna na drugiej, które sprawiały wrażenie, że lada moment się przewrócą wraz z labiryntem starych mebli, pudeł z dokumentami, dziwnych urządzeń, pozostałości słomy i siana, to wszystko tworzyło idealną kryjówkę dla Rudego. Stodoła stanowiła schronienie także dla innych ogrodowych gości, takich jak jeże, które były jej stałymi bywalcami i zjadaczami tego co kot pozostawił na talerzu. Wiewiórki również wchodziły w krąg podejrzanych zamieszkujących poddasze stodoły, choć od czasów kiedy Rudy się w niej rozgościł, babcia coraz rzadziej je tam widywała. Choć nieraz ten świat staroci kusił psotną siedmiolatkę, to zdawała sobie sprawę, że to niebezpieczne miejsce na zabawę i rodzice byliby tym faktem niepocieszeni. Pozostało jej więc czekać na tatę. Babcia owszem odwiedzała codziennie stodołę w celu dostarczenia Rudemu kocich chrupek i resztek z rodzinnego obiadu, ale ograniczała się jedynie do przekroczenia jej progu, głębiej już się nie zapuszczała. Na pytanie czy koty czai się w stodole, musiał odpowiedzieć tata Agnieszki. Zaraz po obiedzie dziewczynka nie dawała spokoju i chcąc nie chcąc ojciec musiał z nią przeszukać starą stodołę. Poszukiwania jednak nie dały żadnego rezultatu, kocia karma była nietknięta i był to zły znak. Jednak tata nie podzielił się tym spostrzeżeniem z dzieckiem. Siedmiolatka choć z wielką ciekawością przemieszczała się z tatą między starociami zajmującymi prawie całą stodołę, czuła wielkie rozczarowanie.
– Tato, przecież mówiłeś, że go widziałeś. – powiedziała ze smutkiem w głosie.
– Tak kochanie, widziałem go wczoraj. Niemożliwe, że go tu nie ma. – zastanawiał się głośno tata
Agnieszki. – Pomyślmy wspólnie, skoro go tu nie ma, to może jest w piwnicy?
– Już sprawdzałam tato. Kosz był pusty. – mówiła zrezygnowana. – Tak bardzo chciałam go chociaż pogłaskać, tak samo jak babcia.
– Agusiu, on wróci. Skoro wcześniej go nie było, a wczoraj kręcił się koło garażu, to znaczy, że dzisiaj na pewno się gdzieś pojawi. – zaczął pocieszać córkę. – Chodź, poradzimy się babci, ona z kotami jest za pan brat, powinna coś wymyśli.

Babcia oglądała właśnie swój ulubiony serial, ale wnuczka była jednak ważniejsza. Wzięła dziecko na kolana przytuliła i powiedziała coś na ucho. Agnieszka zerwał się w te pędy i pobiegła do skrzynki z kluczami, która wisiała w przedpokoju.
– Mamo co jej powiedziałaś? Gdzie ona pobiegła? – zapytał zaniepokojony tata.
– Nie martw się. Kazałam jej zabrać klucze od kuchni w piwnicy i tam go poszukać. – odpowiedziała ze spokojem babcia.
– Mówiła mi, że go tam nie ma. – skwitował tata.
– Zerkała tylko przez okienko, a wiesz ile tam jest starych szmat i ubrań, które przywieźliśmy po śmierci wujka z jego mieszkania, może zmienił legowisko. – tłumaczyła.
– Dziwne… Wczoraj widziałem go przed garażem. – zastanawiał się tata.
– Idź do niej, może mieć problem z otwarciem drzwi. – powiedziała babcia.
– Zaraz tam na nią zerknę. – wtrącił ojciec, ale nie zdążył się nawet obrócić, usłyszał biegnącą po schodach Agnieszkę.
– Tato! Babciu! Coś tam jest! – wykrzyczała zdyszana dziewczynka.
– Co takiego kochanie? Co się stało? – pytał ojciec.
– Coś tam się rusza i piszczy. Nie widziałam dokładnie, ale coś się ruszało w tym dużym pudle pod stołem. – mówiła z przerażeniem.
Siedmiolatka była naprawdę wystraszona, ojciec, aż zaniepokoił się jej zachowaniem.
– Pomału, powiedz nam jeszcze raz co się stało. – poprosił tata.
– Jak otwierałam drzwi, to coś usłyszałam, jakby miauczenie. Na początku pomyślałam, że to Rudy, ale jak otworzyłam drzwi, to coś zaczęło piszczeć i ruszać się pod stołem.
– Tam jest karton ze starą pościelą. – stwierdziła babcia i zaraz jej mina wskazywała, że już wie co się stało. – O rany!
– Mamo, o co chodzi? – zapytał tata Agnieszki.
– Tego się obawiałam. - powiedziała babcia.
– Ale czego? – dopytywał już zniecierpliwiony ojciec.
Agnieszka stała jak wryta, nie wiedziała co się dzieje, a tata nie czekając na dalsze wyjaśnienia, pobiegł do piwnicy. Po chwili wszyscy usłyszeli jego wołanie.
– Chodź tutaj, nie bój się! Rudy się znalazł!
Dziewczynka nie mogła uwierzyć własnym uszom. Zbiegła po schodach do taty, ale ten ostrożnie ją powstrzymał.
– Czekaj nie możemy ich wystraszyć. – ostrzegał spokojnie córkę.
– Kogo? – pytała Agnieszka.
– Rudego i resztę.
– Jaką resztę?
– Chodź po cichutku, zaraz ci pokażę co odkryłaś. – powiedział spokojnie i po cichu ojciec i pomalutku podszedł z córką do wielkiego pudła stojącego pod stołem, z którego wydobywały się cichutkie dźwięki.
– Małe kotki! Jejku, ale śliczne. – ucieszyła się Agnieszka.
Z pudła spoglądał na nas nieufnie Rudy, a wtulone w niego były trzy maleństwa.
– Na razie wyjdźmy. Rudy nam nie ufa, ale lepiej, żebyśmy go nie straszyli. Poprosimy babcię, żeby mu tu przyniosła coś do jedzenia.

Tata z Agnieszką szybko opuścili starą kuchnię, ponieważ wiedzieli, że Rudy się boi i lada chwila może opuścić maleństwa, a tego na pewno by nie chcieli.
– Teraz już wiesz dlaczego Rudego nigdzie nie było. Musiał opiekować się swoimi dziećmi. Wychodził tylko wieczorami coś przekąsić, pewnie kiedy jego dzieci spały. – tłumaczył tata, ale zaczął się zastanawiać jak wytłumaczyć dziecku, że wszyscy się pomylili co do Rudego i tak naprawdę Rudy to Ruda, czyli kotka, której otyłość wszyscy przypisywali nieposkromionemu apetytowi.
Okazało się, że babcia jak zwykle coś podejrzewała, jednak z nikim nie podzieliła się swymi obawami. Tak naprawdę, pomimo że była najbliżej zwierzaka nigdy nie rozpoznała, czy to kocur czy kotka. Nikt z domowników nie zastanawiał się nad tym problemem i nie myślał o konsekwencjach jakie wiązały się z posiadaniem kociej damy. Babcia cała sytuację skwitowała jednym zdaniem, skierowanym nie tyle do Agnieszki, co do jej rodziców.
– To już znamy odpowiedź na pytanie, dlaczego Rudy, a raczej Ruda, znalazła się w naszym ogrodzie.
O ile tata Agnieszki znał odpowiedź, to mama nie zorientowała się o co w tym wszystkim chodzi.
– O czym wy mówicie, nie mogę się w tym wszystkim połapać. – dopytywała się mama.
– Ktoś podrzucił nam kukułcze jajo, kochanie. – tata po cichu szepnął swojej żonie na ucho.
– Kukułcze jajo? Poważnie?! I co my teraz zrobimy? – zmartwiła się poważnie mama Agnieszki.
Niezręczną sytuację szybko rozładowała babcia, bo po minie Agnieszki dostrzegła, że radość z jej twarzy znika i pojawia się niepokój.
– Nic nie będziemy robić. – skwitowała babcia. – Agnieszka mi pomoże i kotki na razie zostaną, a potem zobaczymy co dalej.
– Tak, pomogę babci! Niech one z nami zostaną, dobrze mamo? – zapytała z pełnymi nadziei oczami
dziewczynka.
– Dobrze kochanie, niech tak będzie. – zgodziła się mama, choć nie do końca przekonana.
– Cztery koty w ogrodzie czy to nie za dużo? – zapytał tata.
– Synu damy radę, trzeba tylko zadbać, aby nie było ich jeszcze więcej. – odparła babcia.
– Może ktoś będzie chciał małego kotka. – zastanawiała się głośno mama Agnieszki.
– Nie! Zostawmy je wszystkie! Mamo, bardzo cię proszę! – nalegała siedmiolatka.
Perspektywa czterech kotów w ogrodzie zamiast jednego ogromnie uradowała dziecko, jednak rodzice nie byli do końca przekonani. Bali się konsekwencji tej decyzji.
– Mamo. – mówił tata Agnieszki do babci. – Jeżeli je zostawimy, to musimy o nie zadbać, zdajesz sobie z tego sprawę. Karma, weterynarz, szczepienie, to wielka odpowiedzialność.
Agnieszce znowu spochmurniała mina, natychmiast zauważyła to babcia i zaczęła działać.
– Synu w tym domu wychowało się już tyle kotów, że te cztery kolejne nie zrobią różnicy. Karmienie kotków zostaw mi i Agnieszce. Dobrze kochanie? – babcia zwróciła się do wnuczki.
– Tak babciu! Będziemy je karmić razem, a czy będę je mogła dotykać? Chciałabym je przytulić. – pytała podekscytowana dziewczynka.
– Kochanie, teraz są za malutkie. – odparła babcia.
– One są jeszcze ślepe Agnieszko. – wtrącił ojciec.
– Jak to ślepe?! – przeraziła się Agnieszka.
– Agusiu, koty otwierają oczka i zaczynają widzieć dopiero po tygodniu, może nawet dłużej. – wyjaśniła ze spokojem babcia. – Teraz trzeba dać im spokój, zadbać tylko o Rudego, żeby nie był głodny. – kontynuowała babcia.
– Raczej o Rudą. – wtrącił z uśmiechem ojciec. – Wyprowadził nas w pole ten kotek. – ciągnął dalej tata.
– W pole? – zdziwiła się córka.
– Kotku, tak się mówi jak nas ktoś oszuka. To znaczy, że Rudy nas wszystkich nabrał. Byliśmy przekonani, że Rudy to chłopczyk, a kot okazał się dziewczynką. Dziewczynką czyli kotką, a na dodatek z dziećmi. Miejmy nadzieję, że Ruda nas już niczym nie zaskoczy. Mam dość niespodzianek na razie. – westchnął tata Agnieszki.

obraz.png

Mimo wszystko dziecko było szczęśliwe. Rodzice mniej, chociaż cieszyli się za to szczęściem dziecka. Babcia utwierdzała ich w przekonaniu, że dla dziecka pojawienie się kolejnych zwierząt to dobra rzecz.
– Obiecała się nimi zająć, oczywiście jak troszkę podrosną. – twierdziła babcia. – To zmusi ją do odpowiedzialności, będzie musiała je codziennie karmić. – ciągnęła dalej babcia.
Ojciec tylko się uśmiechnął, bowiem dobrze wiedział jak to się skończy.
– Prędzej czy później wszystko spadnie na twoje barki. – powiedział ojciec.
– Bądźmy dobrej myśli. Ty zawsze widzisz wszystko w czarnych barwach. Niech się dziecko uczy sumienności, pracowitości, miłości do zwierząt. Niech się oswaja ze zwierzakami, żeby w przyszłości umiała z nimi postępować i żeby się ich nie bała. – mówiła nieprzerwanie babcia i było w tym wiele racji. Rodzice zdawali sobie sprawę z tego jak obecnie ludzie postępują ze zwierzętami. Ruda była najlepszym przykładem tego jak łatwo można pozbyć się problemu. Nie chcieli, żeby ich córka w ten sposób je rozwiązywała.

Źródło:
https://pixabay.com/pl/photos/dziewczyna-kot-obawy-relaks-4073883/
https://pixabay.com/pl/photos/rodziny-kot%C3%B3w-kotek-snuggle-5074732/
https://pixabay.com/pl/photos/kotek-kot-dziecko-%C5%82adny-zwierz%C4%85t-3794577/

Sort:  

Your content has been voted as a part of Encouragement program. Keep up the good work!

Use Ecency daily to boost your growth on platform!

Support Ecency
Vote for Proposal
Delegate HP and earn more

Az mi sie przypomnialo jak bylam mala i wszlekie kocie znajdy do domu sciagalam.
Dobrze, ze rodzice nie mielo nic przeciwko. Ogrod duzy, to dla wszystkich bylo miejsce :)
Niektore zostawaly z nami, inne po jakims czasie szly dalej w droge.

To tylko bajka, historia dla naszych milusińskich, ale wydarzyła się naprawdę.
Dzięki za komentarz. Pozdrawiam
PS. c.d.n.