Agentura wpływu w Polsce

in #polish2 months ago (edited)


Weszliśmy w epokę tworzenia nowego ładu światowego. Trwa wojna, której stroną jest także w pewnym sensie państwo polskie – nie przez wpisanie w szeregi Zachodu, a przez swoje położenie geopolityczne. W takiej sytuacji nie ma postaw neutralnych. Każde słowo, każda myśl, każda idea – jest bronią na froncie, wykorzystywaną przez tego lub innego walczącego.

W szczególności użyteczne są idee negatywne… „Stop ukrainizacji Polski”, „Stop amerykanizacji Polski” powtarzane bez żadnej wizji pozytywnej i twórczej "robią" czysto agenturalną robotę. Bo właśnie na tym polega działalność agentury wpływu i mechanizm „dźwigni” – dany podmiot wykorzystuje nieświadome „pudła rezonansowe”, „pożytecznych idiotów” (im dalej położone od inicjatora danej akcji tym lepiej, taka jest zasada działania dźwigni) do kreowania chaosu i podziałów w społeczeństwie m.in. przez wykorzystanie zasady „drutu”, który żeby złamać trzeba wyginać w dwie strony – tzn. przez dokarmianie postaw skrajnych, negatywnych, destrukcyjnych. Z kolei zasada „trójkąta” mówi, że starcie na danym polu… nie powinno się na nim rozgrywać. Trzeba znajdywać zastępcze obszary konfrontacji – w naszym przypadku głównie duchowej i intelektualnej. Przykład: podczas rywalizacji o pozycję w systemie międzynarodowym między dwoma państwami warto odwrócić uwagę swojego przeciwnika np. poprzez skierowanie uwagi społeczeństwa na problemy wewnętrzne. Najlepiej, żeby ten czynnik wewnętrzny powiązany był z podmiotem trzecim, który jest sprzymierzeńcem naszego rywala, dzięki czemu zaistnieje szansa na rozpoczęcie konfliktu między sojusznikami… Wypisz wymaluj sprawa uchodźców w Polsce.


Masowy napływ obcej ludności do naszego kraju jest bez wątpienia jednym z największych wyzwań stojących przed naszym społeczeństwem. Sytuacja ta wymaga uwzględnienia kluczowego kontekstu geopolitycznego, tj. rywalizacji z Rosją i państwami zachodnimi o nasze miejsce w świecie. Dlatego potrzeba tu daleko idącej roztropności. Każde słowo, każda idea, każda myśl – jest bronią. Np. „kamraci” czy społeczność skupiona wokół Grzegorza Brauna taką roztropnością się nie wykazują. A co najgorsze – infekują, całe szczęście w dość ograniczonym stopniu, swoją wizją świata szeroko pojęte środowisko narodowe i patriotyczne.

Rosja to nasz wróg


Przecieram oczy ze zdumienia jak czytam stwierdzenia typu „obecne sankcje wobec Rosji i brak wymiany handlowej powodują dalszy proces wasalizacji Polski względem świata zachodniego”. Rosjanie kilka miesięcy temu wjechali czołgami do sąsiadującego z nami kraju, aby go sobie podporządkować. Giną dziesiątki tysięcy ludzi, rakiety spadają na bloki mieszkalne, a pewne grupy określające się samozwańczo jako „patriotyczne” czy „narodowe” niepokojąco często mówią o „kupowaniu gazu od Rosjan”. Pewnie, dokarmiajmy wroga, co może pójść nie tak?

To w naszym interesie jest maksymalne osłabienie Rosji i maksymalne „wydojenie” Zachodu z tej okazji. Bo Rosja to przede wszystkim nasz wróg, nie krajów zachodnich. Mamy dziejową szansę wykorzystania hiszpańskich czołgów czy holenderskich haubic do jego neutralizacji. I to trzeba zrobić (dodatkowo nie narażając bezpośrednio własnej ludności!), bo Polska będzie dalej zagrożona brutalną siłą wschodniego sąsiada. A przy okazji możemy wykorzystać tę wojnę do integracji wokół siebie regionu w związku z powszechnym poczuciem zagrożenia przed Rosją. Praktycznie wszyscy nasi sąsiedzi od Moskwy się odcięli. W efekcie m.in. Czesi wyrazili chęć budowy gazociągu Stork II, Orlen prawdopodobnie będzie budował Litwinom farmy wiatrowe na Bałtyku i Polska stała się głównym dostawcą oleju napędowego na Ukrainę. Z Rosją nie ma miejsca teraz na żadne kompromisy.

CZYTAJ TAKŻE: Nasz imperializm. Wielka idea narodu polskiego

Odrzucić szowinizm


W ostatnim czasie na stronie Nowego Ładu opublikowany został bardzo ciekawy artykuł Konstantego Pilawy z Klubu Jagiellońskiego pt. "Potrzebujemy nowego nacjonalizmu". Sam tekst i związana z nim dyskusja skłoniła mnie do kilku refleksji.

W obecnym momencie historycznym naród polski dla swojego przetrwania i wzrostu swojej potęgi musi zorientować się na państwo – jego siłę, sprawność i suwerenność. Niestety, w tej chwili wielu „patriotów” i „narodowców” prowadzi zaawansowaną politykę negacji wszystkiego i wszystkich. Przekaz można streścić do jeb**** (wstaw co chcesz: LGBT, Żydów, UE, Ukraińców itd.). Nawet słuszne inicjatywy rządowe budujące siłę państwa są z automatu krytykowane lub przemilczane. Jednocześnie nie wychodzą z tego środowiska praktycznie żadne postulaty pozytywne, twórcze, „postępowe”, co skazuje je na margines i pełnienie roli „psów łańcuchowych” dużo mądrzejszych i bardziej wpływowych. Świetnym przykładem jest - wspomniana już - akcja „Stop ukrainizacji Polski”, która jak nic innego… ośmieszyła postulaty związane ze sprzeciwem przeciwko masowemu osiedlaniu się obcej ludności na terytorium naszego kraju (mogła być to nieudolna próba zaognienia sytuacji w Polsce na tym tle, albo akcja mająca na celu… neutralizację antyimigranckiej opozycji, która niestety dała wykreować swój przekaz grupom skrajnym). Nawet słuszny postulat można wpisać w działalność agentury wpływu, gdy 1) skupia się na rozniecaniu emocji, przy jednoczesnym braku propozycji rozwiązania problemu; 2) jest jednym z niewielu postulatów danej grupy, która nie ma spójnego programu pozytywnego (środowisko narodowe, nawet to „mainstreamowe”, nie ma programu pozytywnego – to fakt; ciekawy program Ruchu Narodowego sprzed kilku lat nie był zbyt aktywnie promowany i po jakimś czasie został po prostu – wszystko na to wskazuje – zarzucony).

Kim jesteśmy?


„Nie istnieje aktualna i adekwatna wobec skumulowanych kłopotów opowieść o obecności Polski w Europie […] Polska wchodzi w szczególny stan wewnątrzkontynentalnego dryfu. Coraz słabiej powiązana z Europą, konfliktowo nastawiona do Rosji, fantomowo zjednoczona z Czechami, Słowacją, Węgrami i Rumunią, odrywa się od sąsiadów i płynie w nieokreślonym kierunku” – jakże te, przytoczone przez Pilawę, słowa Przemysława Czaplińskiego są trafne! Nie ma obecnie żadnej opowieści o polskości, która mogłaby kogokolwiek porwać. Znaczy jest, ta promowana od co najmniej 3 dekad – o polskości jako „przedmurzu” Zachodu. Nie ma alternatyw! Szkodliwość tej opowieści jest w środowisku świetnie rozpoznana. Ale co z tego? Jako narodowcy jesteśmy wręcz predystynowani do stworzenia własnej opowieści, do której moglibyśmy naród przekonywać. Na razie jednak ograniczamy się do czystej negacji wszystkiego co zobaczymy.

CZYTAJ TAKŻE: O narodowym prymitywizmie. Czas skończyć z ubańkowieniem środowiska

„My nie jesteśmy Wschodem ani Zachodem. Tym bardziej nie jesteśmy Północą lub Południem” – bardzo mądrze pisze Pilawa. „Od niemal początku nowożytności jesteśmy granicą Zachodu” – a tak psuje tę wspaniałą myśl. Rację ma, że „ubocznym skutkiem tragicznej wojny na Ukrainie jest to, że pojęcie narodu polskiego wypełnia się ponownie realną treścią”. To jaką treścią się wypełni, zależy także od nas.

„Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo jesteśmy Polakami. I to niezależnie od naszych poglądów, miejsca zamieszkania, a nawet stosunku do samej kategorii narodu. Żeby uświadomić sobie w pełni tę tożsamość, a także odnieść całe to dziedzictwo kulturowe do rzeczywistości, potrzebujemy nowej ideologii narodowej, która będzie tę świadomość krzewić i umacniać” – świetny fragment. Nowa ideologia narodowa potrzebna od zaraz. Czy my jako środowisko taką ideologię narodowi proponujemy? Nie.

Od lutego 2022 roku trwa wojna, w której państwo polskie aktywnie wspiera Ukrainę – nie przez wpisanie w szeregi Zachodu, a przez swoje położenie geopolityczne. Imperialistyczna Rosja to nasz egzystencjalny wróg. Jeżeli Ukraina zostanie podporządkowana Moskwie, to nieważne jakie ta będzie miała stosunki z Zachodem – my znajdziemy się w strefie zgniotu. Jedynie silny blok państw narodowych między Wschodem a Zachodem daje nam szanse na suwerenność. I dlatego powinniśmy zintensyfikować wysiłki całego narodu do utrzymania sytuacji występowania tych państwa narodowych i INTEGRACJI tychże państw między sobą, aby współpracując były zdolne odeprzeć napór wrogich imperiów (rosyjskiego i powstającego europejskiego superpaństwa). Myślenie w kategoriach schmittańskich wielkich obszarów to myślenie dominujące XXI wiek – dobrze, żebyśmy my także jako polskich ruch narodowy do tego dojrzeli. Mamy teraz jedynie 3 możliwości 1) podporządkowanie się „unijnemu” (niemieckiemu) wielkiemu obszarowi, co systematycznie dzieje się od lat 90.; 2) włączenie się w „rosyjski świat” (a tego zdecydowanie nie chcemy, podobnie jak nie chcą tego Ukraińcy); 3) dążenie do budowy własnej potęgi. W przypadku realizacji scenariusza 3) każdy inteligentny człowiek błyskawicznie zda sobie sprawę, że Polska samodzielnie jest zbyt słaba, aby przeciwstawić się samym nawet Niemcom czy Rosji, nie wspominając już o tworzonych przez nie wielonarodowych blokach. Naturalną, logiczną konsekwencją jest więc szukanie sojuszników, których najprędzej znajdziemy w naszym regionie. Budowa wzajemnych powiązań, osiąganie stanu współzależności z Czechami, Słowakami, Litwinami, Ukraińcami czy Białorusinami (jako narodem, nie obecnym państwem) jest naszym ŻYWOTNYM INTERESEM. W perspektywie mamy coś, co udało się osiągnąć te 500 lat temu – budowę naszego, niezależnego obszaru cywilizacyjnego skupiającego szereg ludów. Tym właśnie była I RP. Nie byliśmy wtedy żadnym „przedmurzem”. My po prostu byliśmy sobą i nikt, przez bardzo długi okres, nie był w stanie nam niczego narzucić. Odbudowa takiego stanu jest wielką misją narodu polskiego i my jako narodowcy powinniśmy ze wszystkich sił do tego dążyć. Tworzyć dalekosiężne plany, rozpisywać cele taktyczne, operacyjne, strategiczne. Tworzyć świadomą tych celów elitę. Ale na razie bardzo nam do tego daleko...

Adam Szabelak
Tekst opublikowany pierwotnie na portalu narodowcy.net

Narodowcy.net