Są na świecie trzy absolutnie pewne i nieuniknione rzeczy:
Śmierć
Podatki
To, że w tym roku już na pewno książę Pahlawi przybędzie do Teheranu witany przez utęskniony lud i uczyni Iran wielkim znowu.
Nowy rok nie zaczyna się w Iranie najlepiej. Od ponad dwóch tygodni w kraju trwają protesty, wywołane przede wszystkim trudną sytuacją ekonomiczną. O mniejszych protestach było słychać w ostatnich miesiącach dość często, natomiast pod koniec roku ich skala dramatycznie wzrosła, a 31 grudnia zginęli pierwsi demonstranci. W tym momencie liczba zabitych wynosi już przynajmniej 35 osób.
Reakcje internetu i mediów są dość standardowe. Analitycy prześcigają się w przewidywaniu, co stanie się z Iranem po upadku Republiki Islamskiej - bo przecież tym razem upadek Republiki Islamskiej jest nieuchronny, a media codziennie informują o masowych i brutalnych protestach.
Pojawia się tylko pytanie, na ile przekaz medialny jest prawdziwy, a na ile jest to element wojny informacyjnej. Prowadzonej nie tylko przez przeciwników Iranu, ale też, rzecz jasna, samą Republikę Islamską.
Nie zrozumcie mnie źle - protesty oczywiście są, w wielu miejscach przebiegają bardzo brutalnie i giną w nich ludzie. Równocześnie ich skala w porównaniu do innych wybuchów tego typu, szczególnie protestów z 2022 roku, nadal jest stosunkowo mała. Co nie oznacza, że nie mogą się przerodzić w coś większego. Póki co jednak każdy, kto akurat jest w Iranie i z kim rozmawiałem ostatnio zgodnie twierdzi, że nie są one nawet w połowie tak duże, jak przedstawia się je w mediach.
Republika Islamska nadal nie stoi na krawędzi upadku, a nawet jeśli stoi, to sam Iran nie stoi na krawędzi wolności. Podobnie jak w czerwcu, dalej uważam, że - przy całym moim obrzydzeniu wobec tego reżimu - jego gwałtowny upadek prawdopodobnie przyniósłby Iranowi chaos, a być może i długą i wyniszczającą wojnę domową. I z naszej perspektywy nie jest to dobra wiadomość. Jasne, upadłby jeden zbrodniczy, islamistyczny reżim, ale w jego miejsce wyrosłoby prawdopodobnie kilka nowych, dużo bardziej agresywnych i niebezpiecznych grup walczących o władzę. Do tego możliwość rozlania się takiego konfliktu na sąsiednie kraje, z Irakiem na czele, i kolejna, wielomilionowa fala uchodźców dla Europy. To oczywiście najczarniejszy scenariusz, ale nie niemożliwy.
Niezależnie od rzeczywistej skali, obecne protesty cierpią na ten sam problem, co wszystkie wcześniejsze. Nie mają żadnej zorganizowanej struktury ani przywództwa, nie mają nawet jednego celu czy konkretnych postulatów. Są spontaniczne i pełne gniewu - zrozumiałego, bo sytuacja w Iranie z perspektywy zwykłego mieszkańca jest tragiczna. Równocześnie do znudzenia można powtarzać to, że w Iranie nie istnieje żadna zorganizowana opozycja, która byłaby w stanie sprawnie przejąć władzę.
Oczywiście, jak zawsze przy takich wydarzeniach, na X potężnie uruchomił się książę Reza Pahlawi, a wraz z nim cała rzesza zwolenników - część na pewno prawdziwych, choć na każde takie konto lepiej patrzeć podejrzliwie. Media też jednoznacznie ogłosiły go przywódcą obecnych protestów.
Pahlawi standardowo mówi teraz wszystkim, że jest Bardzo Ważną Osobą. Podziękował narodowi za niezłomną walkę o jego powrót na irański tron i obiecał, że już wkrótce przybędzie, aby przynieść pokój, dobrobyt i radość. Nakazał też, aby policja i wojsko natychmiast zaprzestały działań przeciwko demonstrantom i podporządkowały się jego rozkazom.
Dla formalności należy powiedzieć, że mimo przekazu medialnego i pojawiających się okazyjnie na demonstracjach hasłach monarchistycznych, Pahlawi ma w Iranie znikome poparcie. Jeśli rzeczywiście wróci, to wyłącznie za pozwoleniem Izraela i USA. Nie wątpię zresztą, że hasła nawołujące do jego powrotu pojawiające się czasami na demonstracjach są w większości wykrzykiwane z inspiracji izraelskiej.
Co dość wyjątkowe jak na irańskie protesty, wydaje się, że sam reżim nie jest zgodny co do tego, jak należy reagować. Prezydent Pezeszkian razem z częścią polityków od początku twierdzi, że demonstranci muszą zostać wysłuchani, a ich gniew jest uzasadniony. Niestety, w irańskim systemie politycznym ostatnie słowo należy do resortów siłowych, na czele z Korpusem Strażników Rewolucji. Ci z kolei jednoznacznie twierdzą, że protesty są zagrożeniem dla porządku publicznego i należy je bezwzględnie stłumić.
Ciężko powiedzieć, że Izrael i USA mają jakiś plan na bieżące wydarzenia. Politycznie Izrael angażuje się w nie wyjątkowo mocno, głosząc poparcie dla "walki Irańczyków o wolność". Również USA otwarcie grożą władzom w Teheranie, posuwając się do zapowiedzi interwencji zbrojnej, jeśli demonstracje będą tłumione brutalnie.
Do czego to wszystko doprowadzi - teraz trudno powiedzieć. Nie ufałbym głosom mówiącym, że reżim w Teheranie na pewno już upadnie, bo skala protestów wciąż jest nieporównywalnie mniejsza od tego, jak się je przedstawia. Ale to na pewno nie oznacza, że nie jest to początek czegoś znacznie większego.
Iran potrzebuje zmiany. Sytuacja tego kraju z roku na rok jest coraz gorsza, a Republika Islamska w obecnym kształcie zwyczajnie nie jest w stanie rozwiązać żadnego ze swoich problemów. Ten system prędzej czy później musi w taki czy inny sposób się zmienić - i mam szczerą nadzieję, że do tego dojdzie. Kwestią jest tylko to, w jaki sposób miałoby się to dokonać. Bo ani jego gwałtowny upadek, ani już na pewno przywiezienie przez Amerykanów Pahlawiego, nie będzie dobrym rozwiązaniem ani dla Iranu, ani dla reszty świata.

Czy aby na pewno jest tak źle z poparciem dla Rezy Pahlawiego?
Sondaż 2024 roku pokazuje, że gdy pytano Irańczyków o wybór polityczny, 31% respondentów wskazywało Rezę Pahlawiego.
https://gamaan.org/wp-content/uploads/2025/08/Iranians-Political-Preferences-in-2024-GAMAAN-Report-English.pdf?utm_source=chatgpt.com