Dwa miesiące temu...

in #polishlast month
Dwa miesiące temu nie spodziewałem się, że kolejny wpis będzie za dwa miesiące. Napiszę po prostu co w te 2 miesiące się wydarzyło :). Od razu mówię, że sprawy dzieciowe mocno wypełniły ten czas, więc jak kogoś to mało interesuje to proszę przewinąć na koniec :)

sprawy dzieciowe

Październik upłynął pod hasłem "zapalenie ucha" Starszej Córy. W październiku może przez tydzień chodziła do przedszkola - cały czas na zmianę z Żoną zostawaliśmy w domu i opiekowaliśmy się dzieciami. No bo jeszcze sprawa z drugim Dzieciem - miała chodzić do żłobka i na prawdę nadawała się do tego. W sensie - do dzieci, szybko nawiązywała kontakty, nie bała się zostać chwilkę sama z kimś kogo widziała 1-2 razy w swoim krótkim żyćku. Więc adaptacja przebiegała wzorowo. Do czasu gdy Starsza złapała zapalenie ucha. Wtedy Elizka nie chciała iść do żłobka, bo czuła, że lepsza zabawa czeka ją w domu. Bo na szczęście zapalenie ucha przebiegało w miarę bezboleśnie i Starsza Córa przez cały czas miała przedni humorek. Tak więc adaptacja do żłobka została przerwana. W połowie października zrobiliśmy drugie podejście i znowu musieliśmy przerwać przez 1-2 dni, w które Starsza została w domu. Raz nawet zaprowadziłem je razem do żłobka. Ale to też był niewypał. Po jakichś 20 minutach wróciliśmy do domu. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że wypisujemy Młodszą ze żłobka i będziemy doraźnie zostawiać ją z nianią. Tak też upłynął listopad. W listopadzie Starsza wróciła do przedszkola i dopiero później okazało się, że może za szybko. Trzeba ją było zostawić jeszcze kilka dni w domu. Ale chodziła w listopadzie pewnie 3 tygodnie, także sporo. Później - niestety - wróciła znowu z zapaleniem ucha. I obecnie od 2 tygodni siedzi w domu, kończymy kolejny antybiotyk... Te zapalenia ucha to dla mnie osobiście nowość. Sam chyba nigdy tego nie miałem. Dopiero teraz dowiaduje się, że dzieci w wieku 3-4 lat mogą łapać to choróbsko, bo anatomicznie jakiś kanalik w uchu w tym wieku jest jeszcze bardziej w pozycji poziomej niż pionowej i po prostu bywa tak, że zatyka się wydzieliną z nosa. No więc jednak nic dziwnego, że nie miałem tego za dzieciaka, skoro nie chodziłem do przedszkola tylko od razu poszedłem do zerówki mając bodajże 6 lat. No i poza tym to dziecko 6-7 letnie jeśli ma już wykształcony układ odpornościowy to wcale nie choruje tak często jak przedszkolaki, których układ jest jeszcze niedojrzały.

sprawy inne

Ze spraw innych to wykańczam dalej mieszkanie, które zamieszkujemy już półtora roku :). Tym razem stanęło na skręceniu komody z ikei, powieszeniu lustra, zamontowaniu suszarki bębnowej i położeniu płytek pomiędzy blatem, a szafkami w kuchni. Zaprojektowałem też półki na książki i dałem je do wycięcia w miejscowej stolarni. Z każdą sprawą była jakaś ciekawostka.


foto2.jpeg
Komoda z ikei. Jeszcze w paczkach.

Nie mam za dużo doświadczenia w takim majsterkowaniu, ale takie drobne rzeczy staram się sam robić. Miałem mały zgrzyt z lustrem, które miało wisieć w przejściu korytarza - tam dziewczyny dużo biegają, bawią się. I nie było opcji, że będzie wisieć na samych haczykach. Więc podkułem trochę tynk i wtopiłem haki w ścianę. Wywierciłem otwory na haki i tym sposobem lustro mogło przylegać do ściany cała powierzchnią. Ale żeby jeszcze bardziej być pewnym to przykleiłem to lustro do ściany na kleju przeznaczonym do różnych podłoży, m.in. do luster. Także lustro ma podwójne zamocowanie - na hakach i na klej. Trzyma się tak, że przy jakimś większym remoncie trzeba będzie to skuwać :)

Półki na książki zdecydowałem się ogarnąć samemu z dwóch powodów: po pierwsze, na internecie nie znalazłem nic interesującego. A wymagania do półki były następujące: płyta grubsza niż zwykła 18 mm, najlepiej coś koło 25 mm lub - ostatecznie - płyta o grubości blatu kuchennego czyli 36 mm. W miejscowej stolarni znalazłem płyty 25 mm w jednym kawałku. Warto tu wspomnieć, że czasami blaty kuchenne to po prostu dwie płyty 18 mm sklejone razem i oklejone okleiną 36 mm. A tu była jedna grubość 25 mm. Potrzeba było takiej grubości, bo jedna z półek będzie w miejscu, w którym dziewczyny wspinają się na tapczan i dam sobie rękę uciąć, że będą się rękami wieszać na tej półce. Więc musi być dobrze zamocowana: pręty do tzw. niewidocznych półek i dodatkowo wsporniki. Wsporniki zamówiłem na allegro. W ten sposób zamontowałem już półkę pod mikrofalówkę i mam zdjęcie jak obie dziewczyny na niej siedzą, więc jest solidnie zamocowana. A drugi powód to po prostu kwestie finansowe: za 3 półki na wymiar zapłaciłbym niemałą kwotę, w stolarni wyszło ok 1000 zł i mam produkt ładnie oklejony, jedynie powiercić otwory i zamocować do ściany. Dodatkowo z resztek ze stolarni wyjdą jeszcze wiszące kwietniki i jest materiał na 2 kolejne dwumetrowe półki.


polka.png
Jedna z półek, druga wygląda w sumie tak samo tylko ma inny wymiar.

Na płytki szarpnąłem się, bo w sumie jest tu tylko 2 płytki i kawałek mozaiki. Układałem kiedyś płytki u rodziców w spiżarni. A po płytkach w łazience (które układał nam fachowiec) zostało mi mnóstwo plastików do tego systemu układania płytek. Więc brakowało tylko kleju i można było jechać z robotą :) Satysfakcja gwarantowana :)


foto1.jpg
Po prawej stronie była jeszcze mozaika, nie widać na zdjęciu.


foto4.jpeg
Wstyd przyznać, ale minęło już z 2 tygodnie, a płytki nadal niezafugowane :P

W międzyczasie skręciłem palca na siatkówce. Mamy w pracy coroczne zawody, w lutym wypadają w Łodzi i powoli zaczynają się intensywne treningi (choć intensywne to pewnie za dużo powiedziane - gramy raz w tygodniu), żeby coś tam pokazać :). A poziom turnieju rośnie z roku na rok. Na jednym z treningów chciałem odbić piłkę palcami, krzyczałem "moja", kolega też krzyczał "moja" tylko że chciał odbić piłkę dolnym sposobem. I uderzył w moje ręce, a palca nadział mi na piłkę. Bolało trochę, ale dograłem do końca. Ból pojawił się wieczorem i na drugi dzień, także pojechałem na oddział urazowy, zrobili RTG i zaopatrzyli mi to. Minęło 3 tygodnie i palec nadal boli w pewnych ruchach - pewnie jeszcze konieczna jest regeneracja...


foto3.jpeg
Palec w szynie.

Zrobiłem też któregoś wieczoru nalewkę z pomarańczami nabitymi ziarnami kawy, dosłodzona miodem. Ziarna musiały być średnio palone. Z racji detoksu od alko, który sobie sam wyznaczyłem (a trwa już prawie pół roku) to nawet nie spróbowałem tego jeszcze. Ale każdy kto próbował to mówi, że jest smaczna nalewka :)


foto5.jpeg

No i jak sypnęło śniegiem to ulepiliśmy bałwana - Olafa, a jakże! Wszystko musi być teraz z Krainy Lodu. Olaf na zdjęciu ma taki uśmiech jak prawdziwy, ale pod światło było to lepiej widać :)


balwan.jpeg

A wieczorami oglądamy z @igae Jima - serial Jim wie lepiej (https://www.filmweb.pl/serial/Jim+wie+lepiej-2001-143801). Bardzo lekki i zabawny, polecamy! Serial jest stary (2001-2009) i tak sobie myślę, że poziom żartu czasami jest taki, że w tych czasach już mogliby tego nie wyemitować.

Do następnego! (nie wiadomo kiedy)