
"Katedra w Barcelonie" była jedną z dziesiątek pozycji na mojej długiej liście "do przeczytania/odsłuchania" i – patrząc z perspektywy czasu – zdecydowanie za długo czekała na swoją kolej. Wybrałem ją na wakacyjną podróż samochodem do Polski i przepadłem od pierwszego rozdziału. Ta książka jest fenomenalna. Jeśli szukasz literatury, która pochłonie Cię bez reszty, przeniesie w czasie i pozwoli poczuć zapach średniowiecznego portu, brud rynsztoka oraz chłód kamiennych murów – trafiłeś idealnie.
Aż trudno uwierzyć, że Ildefonso Falcones, praktykujący prawnik z Barcelony specjalizujący się w prawie cywilnym, przez pięć lat łączył pracę zawodową z pisaniem "Katedry w Barcelonie" (Catedral del Mar). Był to jego debiut literacki i od razu okazał się strzałem w dziesiątkę. Powieść stała się natychmiastowym bestsellerem sprzedanym w milionach egzemplarzy, a Falconesa okrzyknięto nowym mistrzem powieści historycznej. Jego styl charakteryzuje ogromna dbałość o detale historyczne, ale też pewna "filmowość" – autor pisze tak plastycznie, że sceny widzi się oczami wyobraźni. Nic dziwnego, że na jej podstawie powstał popularny serial Netflixa.
Zarys Fabuły: Od uciekiniera do barona
Autor przenosi nas do czternastowiecznej Barcelony – miasta przeżywającego swój złoty wiek jako handlowa potęga Morza Śródziemnego, a jednocześnie miejsca pełnego skrajnych nierówności, zarazy i religijnego fanatyzmu. Ta epicka saga, obejmująca kilkadziesiąt lat życia głównego bohatera, Arnaua Estanyola, zaczyna się od brutalnej historii jego rodziców.
Ojciec Arnaua, Bernat, jest pańszczyźnianym chłopem. Gdy okrutny feudał korzysta z prawa pierwszej nocy, gwałcąc jego żonę i upokarzając rodzinę, Bernat porywa swojego kilkumiesięcznego syna i ucieka do Barcelony. Celem jest uzyskanie obywatelstwa: według ówczesnego prawa, jeśli zbiegły chłop przeżył w mieście "rok i jeden dzień" nie będąc schwytanym, stawał się wolnym człowiekiem.
Bernat i mały Arnau żyją w skrajnej nędzy. Po śmierci ojca, który ginie podczas zamieszek głodowych, młody Arnau dołącza do Bractwa Bastaixos – tragarzy portowych. To oni na własnych plecach noszą ciężkie głazy z kamieniołomów na wzgórzu Montjuïc na plac budowy kościoła Santa Maria del Mar. Świątynia staje się dla Arnaua drugim domem, a Maryja – zastępczą matką.
Dzięki splotowi wydarzeń – m.in. uratowaniu żydowskich dzieci podczas pogromu i późniejszej wdzięczności bogatego żydowskiego kupca, który uczy go tajników handlu – Arnau zaczyna piąć się po drabinie społecznej. Z prostego tragarza staje się szanowanym cambista (bankierem). Zdobywa fortunę, tytuł barona i wpływy, co rodzi zawiść jego zamożnych kuzynów z rodziny Puigów.
Punktem kulminacyjnym jest oskarżenie Arnaua przez Inkwizycję. Zostaje zdradzony przez przybranego brata, Joana, który stał się religijnym fanatykiem. Arnau trafia do lochów pod zarzutem herezji. Finał to dramatyczna walka o życie, w której to nie pieniądze, ale dawni towarzysze – prości tragarze i lud Barcelony – ruszają mu na odsiecz, pamiętając, że baron Estanyol był kiedyś jednym z nich, "bastaix". Oczywiście nie brakuje tu również wątków nieszczęśliwej miłości, gdyż życie uczuciowe Arnaua to prawdziwe pasmo dramatów.
Porównanie do "Filarów Ziemi" Kena Folletta
Porównania tych dwóch monumentalnych powieści są w pełni uzasadnione. Obie to tzw. "cegły", które czyta się jednym tchem.
Podobieństwa:
- Świątynia jako oś świata: W obu przypadkach osia fabuły jest budowa monumentalnej katedry, która symbolizuje duchowe oraz społeczne przemiany epoki.
- Droga bohatera: Motyw "od zera do bohatera" – śledzimy losy protagonisty od nędzy, przez ciężką pracę, aż po sukces i starcie ze złem.
- Czarno-białe postacie: Podobnie jak u Folletta, u Falconesa bohaterowie są zazwyczaj albo szlachetni, albo do szpiku kości zepsuci. Antagoniści są wyjątkowo mściwi.
- Naturalizm: Obaj autorzy nie szczędzą opisów gwałtów, egzekucji, zarazy i brudu średniowiecza.
Różnice:
- Perspektywa zawodowa: Jack z "Filarów Ziemi" był architektem – tam dominowała technika i sztuka. Arnau to tragarz i bankier. Falcones, jako prawnik, skupia się bardziej na aspektach ekonomicznych i prawnych średniowiecza.
- Koloryt lokalny: Falcones jest bardziej "śródziemnomorski". Handel morski, niewolnictwo, relacje chrześcijańsko-żydowskie na Półwyspie Iberyjskim nadają książce inny, bardziej egzotyczny odcień.
- Melodramatyzm: Styl Falconesa bywa momentami bardziej emocjonalny, przypominający niemal operę mydlaną w historycznym kostiumie.
- Autentyzm miejsca: Falcones osadził akcję w istniejącym mieście (Barcelona) i opisał budowę autentycznej świątyni (Bazylika Santa Maria del Mar), podczas gdy Kingsbridge Folletta jest fikcyjne.
Podsumowanie
"Katedra w Barcelonie" to powieść doskonała – lekcja historii Katalonii podana w niezwykle przystępnej formie. Choć autorowi zdarza się popaść w patos, a niektóre zbiegi okoliczności są mało prawdopodobne, siła tej opowieści leży w emocjach. Czytając o nastolatku, który na krwawiących plecach wnosi głazy na budowę kościoła, czujemy ciężar jego losu. To opowieść o godności pracy, walce z niesprawiedliwością i o tym, że nawet w najciemniejszych czasach ludzie potrafią stworzyć coś pięknego.
Jeśli podobał Ci się średniowieczny świat Folletta, bez wątpienia "Katedra w Barcelonie" Cię zachwyci. A jeśli planujesz odwiedzić Barcelonę, wizyta w Santa Maria del Mar po tej lekturze gwarantuje wręcz mistyczne przeżycia.

W cyklu "Ostatnio przeczytałem" chciałbym się dzielić z wami refleksjami na temat przeczytanych (lub odsłuchanych) książek. Kryminały i powieści sensacyjne są mi zdecydowanie najbliższe, ale często sięgam po political-fiction albo książki dokumentalne, biogramy czy wspomnienia.
Congratulations @lesiopm! You received a personal badge!
You can view your badges on your board and compare yourself to others in the Ranking