Dziennik #217/2023 - pieprzone relanium

in #polish3 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Dzień rozpoczęłam ciężko. Choć to wciąż za lekkie słowo. Nie mogłam się obudzić tak silnie działa na mnie relanium brane wieczorem. A musiałam wstać, ponieważ na 11 był rocznicowy miting.

Moja grupa kobieca spotyka się już od roku i z tej okazji zrobiłyśmy uroczysty miting. Przyjechali goście z Poznania i jeszcze jakiejś miejscowości, byli też faceci, były przemówienia i ciastka. Było naprawdę super. Była ze mną moja przyjaciółka, która nie jest osobą uzależnioną, ale obie stwierdziłyśmy, że będzie fajnie jak w tym dniu będzie ze mną. Podobało się jej, wzruszyła się w pewnym momencie. Mitingi są dla mnie ważne, przynależność do jakiejś grupy niejednokrotnie uratowała mi życie dlatego cieszę się, że mogłam jej pokazać jak to wygląda.

Po powrocie do domu musiałam się położyć spać, bo nie wyrabiałam z sennością. I nie zrozumcie mnie źle, to nie jest po prostu lenistwo. Mnie po prostu całkowicie odcina od leków i nie jestem w stanie funkcjonować. Niestety leków nie mogę odstawić na razie, bo jestem wtedy zagrożeniem sama dla siebie także potulnie je biorę i próbuję przetrwać jednak i tak mam nowe motto życiowe: jebać relanium. Przyznam szczerze, że przy okazji mam taką refleksję jak ludziom może się podobać nadużywanie relanium. Przecież to jest straszne uczucie, gdy nie ma się kontroli nad własnym ciałem i człowiek tylko śpi. A ja potrafię spać i po 15 godzin po tym specyfiku. Chociaż w sumie nie będę się wymądrzać, bo dokładnie podobnie można powiedzieć o alkoholu i kacach.

Jak już trochę się zregenerowałam to zrobiłam pranie, bo się już nazbierało i posprzątałam kuchnię, bo po ciągu alkoholowym w jakim ostatnio byłam wyglądała kuchnia jakbym tam wyjebała bomba atomowa, naprawdę. Zajmie mi parę dni wysprzątanie mieszkania, ale na spokojnie dam sobie radę. Gdy już zrobiłam to, na co miałam siłę pojawił się lęk o przyszłość [jestem w tragicznym położeniu jeśli chodzi o finanse], co od razu wywołało chęć napicia się dlatego pobiegłam do sklepu i za jedne z ostatnich pieniędzy kupiłam dwie czekolady i ciastka. Napchałam się słodkim i przeszło, wygrałam kolejną bitwę choć wojna ciągle trwa.

Pograłam sobie też w Sims 4, bo nie uwierzycie, ale ta gra jest za darmo na Steamie i muszę powiedzieć, że świetnie się bawię. Nie sądziłam, że tak głupkowata i generalnie nudna gierka da mi tyle frajdy. W międzyczasie oczywiście czytam książkę nieodżałowanego Matthew Perrego i choć mam w sobie wielki smutek, że odszedł to książka jest świetna. Polecam. Był taki kadr z Przyjaciół, gdzie Chandler narzekał, że jak umrze to nikt nawet nie zauważy i myślę, że on teraz z góry patrzy i jest pełny podziwu jak ludzie go opłakują. Sama łzę uroniłam, bo to był mój ulubiony bohater z Przyjaciół. Zawsze chciałam mieć takiego przyjaciela.

Jestem już po wzięciu wieczornej dawki relanium pieprzonego dlatego będę kończyć tego posta, ponieważ nie wiem za ile mnie sieknie do spania. Fajnie tu wrócić.

Do jutra.