Dziennik #219/2023 - to był długi dzień

in #polish4 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Piszę ten post z jednym przymkniętym już okiem, więc za długi to on raczej nie będzie. Chociaż tradycją już jest to, że za każdym razem jak to zapowiadam to potem płynę i płynę i końca nie widać.

Wstałam strasznie zakręcona, ale udało mi się wstać z pierwszym budzikiem. Miałam strasznie dziwne sny, które w pierwszej chwili po przebudzeniu ciężko było mi odróżnić od rzeczywistości. Na szczęście jeszcze to potrafię, więc nie było tak źle.

Pojechałam na terapię i był to dla mnie nerwowy dzień, ponieważ jest tam jedna osoba, która działa mi na nerwy, a ja nie mogę nic z tym zrobić. Muszę to przepracować w sobie, bo on też ma prawo się leczyć tak samo jak ja. Przychodzi mi to z wielkim trudem. Mieliśmy dzisiaj dobry obiad [gulasz warzywno - kurczakowy z jakąś dobrą kaszą - chyba bulgur jak ustaliłyśmy z @bowess ale pewności nie mam], a potem robiliśmy generalne porządki na oddziale, więc czas szybko zleciał.

Po terapii wróciłam z kolegą, bo załatwiłam sobie z nim dojazdy na terapię co bardzo mnie ucieszyło, bo nie uśmiecha mi się pedałowanie pół miasta na rowerze w deszczu. Nie do opisania jest moja wdzięczność, że chce mu się nadłożyć jedną uliczkę i mnie zgarniać, bo kiedy naprawię auto nie mam zielonego pojęcia, bo jestem spłukana totalnie. Znowu w tym miesiącu będzie mnie ścigać windykacja z banku, ale nie mogę na to nic poradzić.

Wieczorem pojechaliśmy na miting i było fajnie. Miałam odmienne zdanie od grupy jeśli chodzi o czucie się doskonałym, bo ja się nie chcę czuć doskonała, bo wtedy płynę w manię i alkohol. Wolę proces dążenia do doskonałości z pełną świadomością własnych braków i ciężką pracą nad nimi. Tylko ja miałam takie zdanie, więc trochę mnie to speszyło, ale na szczęście na mitingu każdy może mówić co myśli i czuje i zawsze jest to w porządku, tam nikt nie ocenia ani nie krytykuje nikogo. Kocham mitingi, totalnie.

Po powrocie do domu wzięłam to pieprzone relanium, kończę pisać post i idę spać, bo już nosem szoruję po klawiaturze. Potrzebuję odpoczynku, zdecydowanie. Tym bardziej, że nie mogę się doczekać poranka, bo zaplanowałam owsiankę na śniadanie. Oczywiście jeśli uda mi się wstać na czas czego bardzo sobie życzę.

Do juterka.