Do otwarcia Królestwa Bez Kresu zostało 18 dni. Pojechałem dziś zrobić tylko okno. Czyli na godzinę, góra dwie. I jak zwykle zostałem na 4. Od jakiegoś czasu ten remont to dla mnie co najmniej praca na pół etatu...

Okna w zasadzie planowałem nie ruszać, tylko czekać na powrót fachowców, którzy wyjechali z Krakowa. Doszedłem jednak do wniosku, że lepiej nie zostawiać tego na ostatni moment i uzupełniłem ubytek uniflotem, który jest dość mocny. Zresztą to tylko prowizorka, bo po konsultacji ze znajomym konserwatorem uznałem, że najlepiej będzie po prostu wymienić to okno. Ale to już po otwarciu załatwi się tę sprawę (niestety wymaga to zgody konserwatora, czyli czasu). Szkoda tylko mojego trudu w czyszczeniu okien. Choć kto wie - może do czegoś się przydadzą.

Przy okazji zauważyłem, że ciemne plamy na ścianach, które już jakiś czas temu zaczęły mnie niepokoić są jakby lekko wilgotne. Postanowiłem to sprawdzić i test zrobiony opalarką potwierdził to przypuszczenie. Tam gdzie skierowałem ciepłe powietrze, ściana z czasem stała się jaśniejsza.

Nie znam się na sztuce budowlanej, ale chyba jednak dobrze, że trochę zaczekamy z położeniem drugiej warstwy tynku. To byłoby dopiero wkurzające, gdyby po czasie okazało się, że ze zrobionych na gładko ścian zaczyna odpadać farba. Tak zresztą było w Rzeszowie. Wynajęliśmy ekipę. Przyszła, położyła tynk, pomalowała ściany i wszystko wyglądało wyśmienicie. Po kilku miesiącach jednak ściana zaczęła zrzucać farbę i nic nie dało się z nią zrobić.

Trochę mnie to martwi. W lokalu teoretycznie nie powinno być takich problemów. Jest nowa wentylacja. Ale kto tam wie. Może lato i ciepłe powietrze coś pomoże w tym temacie. Na razie jednak nie przejmuję się tym. Mam inne problemy na głowie. Przede wszystkim gruz. W sobotę zaczęliśmy go sortować, bo jest wymieszany ze śmieciami. Jak już się z tym uporamy, to trzeba będzie go przemycić. Cóż, 2 tony koki Pablo Escobar przerzucał do USA w ciągu jednego dnia, więc powinniśmy dać radę. Zwłaszcza, że czystego gruzu łatwiej się pozbyć.

Sporym problemem jest też brak narzędzi. Szczególnie wkrętarki. Mam nadzieję, że uda się ją pożyczyć w ciągu najbliższych dni. Jeśli nie, to trzeba będzie jej szukać w magazynie (zawalonym rzeczami z Rzeszowa aż do sufitu), co jest zadaniem równie trudnym co przemycenie 2 ton gruzu do USA...