
Końcem maja minął kolejny rok mojego życia. Nie odczułem tego specjalnie. Czas jest dla mnie czymś mocno względnym. I tak oto na przykład rok 2010 wydaje się być bliższy niż jest w rzeczywistości, a zamknięcie KBK w Rzeszowie czymś zdecydowanie dalszym. I w całej tej względności w ogóle nie czuję się starszy. Być może dlatego, że czas płynie za szybko, a ja wciąż mam świadomość, że do zrobienia pozostaje tysiąc projektów.
Nie tak dawno temu dzieliłem się swoją rozkminą nt. muzyki. Wciąż jest to pole, na którym czuję spory niedosyt. Z drugiej jednak strony nagrałem w życiu ponad 100 kawałków i wiele z nich wciąż czeka na odkrycie. Czy warto więc nagrywać nowe? Może lepiej poczekać...? A może nie...
Na te pytania odpowiedź zna tylko czas. W 2009 roku nagrałem pierwszą polską płytę folkrapową. Udało mi się wyprzedzić Donatana o 3 lata. Ale czy miało to jakieś znaczenie? Płyta może i zapisała się w historii, ale wyjątkowo małymi literami, bo mało kto o niej wie. Cóż, nie jest istotne, czy zrobisz coś po raz pierwszy. Ważny jest tylko efekt.

Trafiłem wczoraj na pewien projekt. PRL 2028. Dystopijna wizja przyszłości, w której PRL i ZSRR wciąż istnieją, a technologie służą do kontrolowania obywateli. Brzmi znajomo? No jasne! Prace nad uniwersum, w którym ZSRR nie upada rozpocząłem w 2016 roku. Wszystko jest zapisane w blockchainie.
W pierwszej chwili pomyślałem sobie: Cholera, ubiegli mnie! Potem jednak zrozumiałem, że nie ma to większego znaczenia. Owszem, może i trudniej będzie wypromować mój świat, ale wciąż jest sens, by nad nim pracować. Szkoda tylko, że czasu nie ma, bo większość pożera remont.

Świat Kartelu Bez Kresu to nie jest prosta konstrukcja jak w serialu Agnieszki Holland. To uniwersum, w którym zaszło tak wiele zmian, że trudno go odbierać jako logiczną kontynuację świata sprzed upadku komuny. Polska jest podzielona. Czekolada jest nielegalna. Już te dwa elementy wystarczą, aby znacznie skomplikować sprawę.
Dlatego prace stoją w miejscu. Wciąż zbyt wiele rzeczy jest do przemyślenia. Po cichu liczę, że otwarcie KBK wyzwoli twórczy ferment i uda się ruszyć do przodu. Nie wiem jednak, czy stanie się on integralną częścią lokalu...
Świat Kartelu Bez Kresu krojony był pod rzeszowskie KBK. Koszarowy kompleks miał swój klimat. Opustoszały dziedziniec idealnie nadawał się na siedzibę tajnej organizacji zajmującej się walką z komuną i przemytem czekolady. Do granicy na Wisłoku było zresztą 300 metrów.
Teren idealnie nadawał się do zorganizowania larpów (live action role-playing). Niestety nigdy żadnego nie udało się przeprowadzić. Żałuję tego do dziś. Nie zmienia to faktu, że gry były punktem wyjścia i powodem, dla którego w ogóle nad tym światem zacząłem pracować. Rok temu sens ten nieco się ulotnił.

Klimat Krakowa jest mniej postapokaliptyczny. Z drugiej jednak strony potencjał miasta daje duże możliwości. W praktyce więc prace nad światem i jego implementacja mogą okazać się o wiele łatwiejsze niż w Rzeszowie (pomimo "gorszej" scenerii) i mieć o wiele większe grono odbiorców...