
Pisałem już, że staram się unikać Internetu bo rak. Każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że to najlepsze podejście. Obecnie jednym z głównych tematów wałkowanych w mediach społecznościowych jest szkoła w TVP. Przy czym przewija się głównie kilka lekcji: ta ze średnicą, ta z parami, ta z tukanem, ta z sianiem trawy i ta z benzyną bezołowiową. Od czasu do czasu pojawi się jakiś normalny materiał (bez większych przypałów), ale ludzie już są tak nakręceni, że jadą z krytyką równo. Wiele osób zaczęło też apelować, by nie hejtować nauczycieli, że to nie ich wina, tylko TVP, która nie stworzyła odpowiednich warunków. Cóż, sporo w tym prawdy...
TVP niewątpliwie nawaliła. Biorąc pod uwagę fakt, że programy pojawiły się 2 tygodnie po zamknięciu szkół, to wcale nie trzeba było ich publikować w trybie na cito. Można było poczekać kilka dni i je dopracować. Praca z kamerą też do łatwych nie należy. Niemniej prawdziwym problemem jest ona zwykle wtedy, gdy... ktoś nie wie co powiedzieć. I szczerze mówiąc nie wiem co gorsze - występować przed kamerą, czy przed klasą. Bo kamera, gdy nauczyciel przynudza, nie zaczyna rozmawiać i przeszkadzać, tak jak zwykle robią to uczniowie na regularnej lekcji.
Kiepscy nauczyciele nie zasługują na hejt i wyzwiska. Nie można jednak zaklinać rzeczywistości i udawać, że wpadki to wina tylko i wyłącznie TVP. Słabizna to realne zjawisko w polskiej edukacji. Podejrzewam, że niewiele jest osób, które spotkały na swojej drodze jedynie wybitnych nauczycieli. Szkoda tylko, że ci najlepsi są zazwyczaj niedocenieni.
Przykładem nauczyciela z pasją jest Marcin Lemiszewski (na zdjęciu powyżej), którzy przeprowadził pierwszą lekcję muzyki dla klasy 6. Polecam. Okazuje się, że nawet w tych warunkach można przeprowadzić ciekawe zajęcia. Tak się bowiem składa, że o tym, czy lekcja jest ciekawa, czy też nie, w 80% decyduje nie podstawa programowa czy obecność kamery, ale charyzma i zaangażowanie nauczyciela. To nie jest zawód dla każdego.
"Zimowe kopytka kozic górskich z Chile" :)
Mega fajna lekcja, i przyznać muszę, że też się czegoś nauczyłem - odkryłem, że to coś, co kiedyś widziałem gdzieś na zdjęciu, nazywa się fleksaton.
A też uważasz, że werbel to król bębnów? ;)
Coś w tym jest :)
Werbel, hi-hat i centrala - iście królewska rodzina :)
Zgadzam się, że werbel jest król bębnów jak lew król dżungli. Natomiast tłumaczenie metrum to zawsze trudne zajęcie i szkoda, że zabrakło pomocy multimedialnych.
Tłumaczenie matematyki zawsze sprawia problemy.
Lekcja fajna. Od razu widać, że jest to człowiek, który występuje publicznie, być może również przed kamerami. Zrealizował lekcję typu pokaz, przywiózł dużo własnych instrumentów. Zadziało się.