You are viewing a single comment's thread from:

RE: Fejknjuswirus

in #polish6 years ago

Za fanaberie religijne nie może płacić całe społeczeństwo.

Kilka lat temu w Grecji przeprowadzono badania, że religijność jest czynnikiem, który może chronić przed depresją. Postawiłbym więc tezę, że brak możliwości uczestnictwa w nabożeństwach może mieć negatywny wpływ na psychikę niektórych ludzi. Nie mówię, że wszystkich, ale niektórych na pewno. To z kolei może wpłynąć na rozwój depresji. Jeśli uznamy to za fanaberię, to lata kampanii społecznych, że depresja to realny problem a nie fanaberia, właśnie biorą w łeb i gadki psychiatrów-specjalistów nic nie dały. Owszem, można potem leczyć. Ale po co leczyć, jak można zapobiegać.

Dodam, że przed wprowadzeniem tego ograniczenia do 5 osób, kościoły w Polsce i tak świeciły pustkami, tak, że ludzie mogli siedzieć w osobnych ławkach zachowując odpowiedni dystans. Większość została w domach. Podejrzewam, że wychodzili tylko ci, który naprawdę tego potrzebowali. Ale to tylko moje podejrzenia. Mógłby ktoś przeprowadzić jakieś badania na ten temat.

Sort:  

Wystarczy przykład Korei, gdzie za x% wypadków (nie pamiętam ile dokładnie, a jak wiemy 'wszystkie liczby w internecie są fałszywe' Paolo Coelho) oraz nawoływania niektórych polskich księży do zrobienia powtórki w Polsce.

Z tą depresją to ciekawe. Nie słyszałem o tym. Ale za to słyszałem, że depresja jest często wywoływana jakimś katalizatorem. W skrajnych przypadkach zwykłe zapalenie maryśki może osobę doprowadzić do depresji, która jak twierdzą naukowcy nigdy by nie wystąpiła gdyby nie ta jedna przygoda. Oczywiście to tylko jakiś skrajny przykład. Ale daje do myślenia zwłaszcza, że z depresji nie jest tak łatwo się wyleczyć można ją łatwo zaleczyć prochami. Tylko to niestety wyniszcza organizm. Kto wie może odcięcie niektórych ludzi od nabożeństwa też może być takim katalizatorem.