
Już od hmmm... chyba miesiąca (straciłam totalnie rachubę czasu) siedzę w domu na zdalnym nauczaniu. Krótko mówiąc - powtórka z rozrywki sprzed 9-ciu miesięcy ale na wyższym lvl'u. A czemu na wyższym? Ponieważ nauczyciele dość dobrze podszkolili się w tych kwestiach i już nie jest tak łatwo. Ma to swoje plusy i minusy. Minusy są takie, iż nauczyciele myślą, że każdy chce ich oszukać (co nie jest dziwne, bo młodzież jest okrutna). Dlatego też kiedy ktoś ma realne problemy (całkowity brak internetu lub coś po prostu nie chce się włączyć) wina od razu leci na ucznia 😣
Myślę, że dobrym pomysłem byłoby przemyślenie tych spraw po obu stronach i wyciągnięcie wniosków i zastosowania ich w życiu. Każdemu wtedy żyłoby się lepiej.
Ciężko jest wysiedzieć przed komputerem tak dużo czasu, oczy i plecy wysiadają. W mojej szkole pomiędzy lekcjami jest 15-30 minut przerwy, więc można wyjść na świeże powietrze czy przenieść się na łóżko, aby chwilkę odpocząć. Oczywiście, nie mam na co narzekać, bo jednak nauki jest mniej niż na stacjonarnym nauczaniu. Teraz możemy samodzielnie decydować, z czego chcemy się uczyć naprawdę, co naprawdę jest świetne pod względem szkoły średniej. Na przykład ja uczę się jedynie z polskiego, matematyki i angielskiego, oczywiście przychodząc na inne lekcje i próbując aktywnie w nich uczestniczyć, lecz nie uczę się ich po lekcjach.
Znowu natomiast złapało mnie to, że nie potrafię oddzielać czasu szkolnego od tego w domu, co było bardzo proste podczas stacjonarnego nauczania.
No i właśnie hobby! W normalnym trybie raczej nie miałam chwili, aby pójść na spacer godzinny albo pouczyć się jakoś więcej języka angielskiego, natomiast teraz mogę rozwijać o wiele bardziej moje pasje, co jest świetne!
Nie wiem, ile to jeszcze potrwa i tak samo nie jestem w stanie zdecydować co wolę, ponieważ obie formy mają swoje wady jak i zalety.
Całkiem podobnie jest z pracą w domu, czyli tzw home office - wyłączam komputer i od razu przechodzę do obowiązków domowych. Albo nawet go nie wyłączam i dalej pracuję, tym razem dla prywatnego klienta. Często nie robię przerwy nawet. Z drugiej strony - oszczędzam czas na dojazdach i mogę dłużej pospać :) I też nie umiem powiedzieć, którą opcję wolę, to chyba zależy od dnia.
Życzę wytrwałości i przede wszystkim zdrówka w tym ciężkim czasie! 😊
Jeśli chodzi o pracę zdalną to trzeba się nauczyć pewnych nawyków. Podobnie jest z nauką zdalną. Ja zaczynałem w ten sposób, że ustawiałem sobie minutnik. W tym czasie wychodziłem zrobić sobie herbatę albo śniadanie. Myślę, że oszczędność czasu i pieniędzy na poziomie dojazdu jest na tyle duża, że warto z tego korzystać. Jedyne co w moim odczuciu dużo na tym traci to relacje społeczne i chyba nie da się tego w sensowny sposób poprawić bo sztuczne spotkania w sieci nie mają startu.
Chętnie zgadałbym się na jakieś gierki online, którymi mogłyby spokojnie zastąpić wyjście na bilarda, ale to trzeba trafić na ludzi, którzy mają podobne preferencje jeśli chodzi o gry.
Mnie pomagają bardzo przerwy między lekcjami, podczas których zdążę sobie coś przegryźć i czasem nawet zrobić zadania z poprzednich zajęć. Działa to na mnie tak jak Twój wspomniany minutnik. I racja, wyrobienie sobie pewnych nawyków jest bardzo przydatne. A co do spotkań to również się zgadzam, można "nadrabiać" spotkaniami online, lecz to nigdy nie zastąpi tych zwyczajnych, na żywo.