O procesie słów kilka

in #polish3 months ago

Jakiś czas temu na czacie informowałam, że znalazłam nowe zajęcie. Przyznam, że było mi trudno ogarnąc coś, czego nie rzuciłabym w kąt po 5 minutach albo nawet po zakupie niezbędnych przedmiotów. Dokładnie tak miała się moja przygoda z szydełkowaniem. Mnóstwo materiałów różnego typu, szydełka, czego bym nie chciała w tym temacie ruszyć, to mogłam dłubać... Ale zatrzymywałam się na pierwszych pociągnięciach nici i wszystko kończyło się, zanim właściwie zaczęło.

Miałam trochę rozmów z różnymi osobami, które mniej więcej można sprowadzić do opisu - może znajdź dla siebie coś w czym nie będziesz od razu chciała monetyzacji, tylko zaznać trochę przyjemności i odprężenia, coś co polubisz bez ciśnienia. Przyznam, że było to o wiele trudniejsze, niż mogłam założyć. Moja głowa nie jest najbardziej skora do współpracy, a ostatnio miałam takie problemy, że wylądowałam u psychiatry, do której z resztą wysłała mnie terapeutka. Dostałam zwolnieniem przez łeb, miałam zająć się sobą, a nie próbować ratować pożary w pracy. Jako, że dzisiaj jest pierwszy dzień po zwolnieniu, to z jakiejś perspektywy mogę napisać - bardzo tego potrzebowałam. Serio, głowa która nie bombarduje tysiącem myśli na sekunde o treści "na chuj żyjesz" lub "niczego nie potrafisz, do niczego się nie nadajesz", jest o wiele łatwiejsza do pracy. Codzienność przestała być irytującym wyzwaniem, które nie ma celu ani sensu - ba, ja dalej nie znalazłam pomysłu na siebie. Dalej nie wiem w jaką stronę chciałabym się rozwijać, bo to że zmienię pracę, to akurat wiem. Każdy poleca mi coś innego, coś ze swojej działki do czego myśli, że mogłabym pasować. Jestem wdzięczna, że mam wokół siebie tyle osób, które chcą mi pomóc i wyciągają do mnie rękę. Niemniej to wyzwanie - zredefiniowanie siebie pozostaje na dalszą przyszłość.

IMG_20251008_004911.jpg

Żeby pozbierać siebie, zaczęłam... Haftować. Powiem szczerze, że już nie pamiętam dlaczego akurat za to się chwyciłam, co mnie podkusiło. Niemniej zażarło i to w opór, co z resztą widać na powyższym zdjęciu. Każda podróż zaczyna się od pierwszego kroku czy coś, to są niewielkie prace, ale i tak czuję się z nich dumna. Ba, co ważniejsze - mnie dalej ssie na haftowanie. Wybieram wzory, które mnie interesują - jest całe mnóstwo pięknych, klasycznych obrazów, ale to nie w moim stylu. Pokemony? OESU, OGURWA, OTAAAAK. Nawet mając instrukcję, pierwsze 3 podejścia do pokeballa (a właściwie loveballa) schrzaniłam. Tym razem zamiast rzucić to wszystko w kąt i zapomnieć do świętego nigdy, odebrałam to jako osobiste wyzwanie. Zrobię tego loveballa choćby skały srały, a mi rękę połamało (nie no, tyle to nie, udało się i bez tego). Potem poleciał derp charmander i teraz pracuję nad kolejnym projektem.
Niestety, z powodów technicznych nie mogę go na razie tutaj wstawić - ale niedługo na pewno się nim pochwalę.

A poza tym co u mnie? Pierwszy dzień urlopu, klasycznie siedzę w pociągu i zastanawiam się co wydarzy się w tym tygodniu. Powoli przygotowuję się mentalnie na powrót do pracy po dłuższej nieobecności. Chilluję bombę.
Zostałam pajacem, a co gorsza, pewnie powinnam schować się do reszty pod kamieniem, ale zamiast tego idę w grzęzawisko z uśmiechem na ustach, bo przecież trzeba. Nikt nie zmuszał za piątaka miesięcznie. Nikt.
Ja sama chciałam. Tylko czy mogłam jakkolwiek przewidzieć wszystkie konsekwencje tak lekkiego podejścia? Pewnie nie, nie spinam się też jakoś szczególnie, nie teraz. Może za kilka lat, dunno.
Życie przestało być takie absolutnie tragiczne, dalej nie jest piękne, ale właściwie to tego nie wymagam. Niech przynajmniej będzie znośne, a sam fakt egzystencji polega na czymś więcej niż płaceniu podatków bez realnego prawa do kawałka własnej przestrzeni.

Sort:  

Jako dziecko praktykowalam to z babcia. Przywrocilas mi ekstra wspomnienia!

Polecam się! Super zajęcie, bo chociaż czynność jest monotonna, to jak widzisz postęp pracy i możesz go smyrać palcami... Najlepsza część! Czujesz i widzisz, że drobne działanie daje efekt - bardzo pomogło mi to oczyścić głowę

Szanuję i podziwiam. Miałem w życiu chyba z tuzin różnych podejść do różnych zajęć, które miały stanowić odskocznię od szarego dnia codziennego, od wędkarstwa po wspinaczkę ściankową. Za każdym razem zniechęcałem się szybko, może z wyjątkiem gry na gitarze basowej, ale tutaj ciągnąłem rzecz głównie przez presję fumfli z amatorskiego zespołu i nawet wtedy nie wkładałem w to jakiegoś szczególnego wysiłku. Dobrze widzieć, że na polskim Hive są ludzie twardsi ode mnie :) Pozdrawiam i od tej pory kibicuję Twoim wysiłkom!

Słomiany zapał to moje drugie imię! Gitara klasyczna, kalimba, akordeon, aktorstwo, siłownia, treningi, szydełkowanie, punch needle, malowanie, rysunek (tylko ten ołówkiem się przyjął w młodości), digital art, pisanie, włóczenie się, oglądanie anime... Wszystkiego tego próbowałam (a i tak pewnie nie wymieniłam połowy rzeczy), rzuciłam w pizdu po schomikowaniu rzeczy (nie chcesz wiedzieć ile mam szkicowników i innych narzędzi do rysunku).
Nie wiem czemu kliknęło z haftem. Wiem czemu go lubię, ale nie wiem czemu się tego złapałam xD
Wiadomo, dalej plansz metr na metr nawet nie podejmuję, zdecydowanie nie moja liga - ale czuję, że spokojnie do przodu i przede wszystkim to co mi się podoba ❤️ tego Ci życzę, znaleźć coś co się Tobie podoba i dobrze się czujesz z robieniem tego