Legenda Tatr Józef Pitoń opowiada o okupacji, Goralenvolk, bohaterskich kurierach i powojniu

in #reakcja4 months ago

Zbliża się premiera filmu „Biała odwaga”. Budzi on duże kontrowersje, gdyż w zwiastunach kładzie duży nacisk na to, że górale masowo wspierali niemieckich okupantów. Tak oczywiście nie było, „Goralenvolk” to mały (acz znaczący, bo symboliczny) incydent w dużym, bohaterskim dziele wielu zapomnianych bohaterów spod tatr. Jako Auschwitz Memento zrealizowaliśmy 13 lat temu projekt „Pod Giewontem. Losy mieszkańców Podhala w latach 1939-1956”. Zbieraliśmy materiały, relacje i co najważniejsze rozmawialiśmy ze świadkami epoki. Warto posłuchać tego, co o tamtym okresie mówi Józef Pitoń. To legendarny działacz ludowy, który świetnie pamięta czasy wojenne i te niedługo po zakończeniu wojny. Specjalnie dla państwa przypominamy tę długą rozmowę.


Rozmowę przeprowadziliśmy w 2011 roku.

Urodził się 1 sierpnia 1932 roku w Kościelisku. Rodzina żyła z pracy na roli. Ojciec Józefa, Stanisław, dorabiał jeżdżąc dorożkami, a mama była krawcową. W domu było 4 dzieci: Hania, Janka, Stasiu i Józiu. Józef przyjaźnił się z „królem” kurierów Józefem Krzeptowskim, który przed Niemcami ukrywał się u jego stryjów. Krzeptowski wraz ze Stanisławem Pigoniem (stryjem Józefa) jego bratem Władysławem, Józefem Szczepaniakiem Sywarnym, Andrzejem Karpielem, Janem Gąsienicą oraz Janem Politerem po zakończeniu wojny zaginęli; później okazało się, ze zostali wywiezieni na Sybir. Józef po wojnie ukończył liceum imienia Oswalda Balcera w Zakopanem oraz studia w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w Krakowie. Po studiach pracował na Groniku w ośrodku dla pilotów, później został przeniesiony na stanowisko rehabilitanta, skąd przeszedł na rentę, a potem emeryturę. Przez 25 lat był ratownikiem w TOPR. Przez osiem lat był kierownikiem zespołu regionalnego im Klimka Bachledy, w którym występował 45 lat. Znany gawędziarz, wielokrotnie nagradzany w różnych przeglądach i konkursach krasomówczych.