Trochę o koronawirusie...

in Polish HIVE4 years ago (edited)

Temat, który nie schodzi z czołówek gazet oraz telewizyjnych pasków niemal od początku roku, a więc koronawirus. Początkowo nie planowałem napisać tego, co poniżej, jednak stwierdziłem, że podzielę się tym, czego sam doświadczyłem.

To, że koronawirus istnieje, a nie jest czyimś wymysłem, to pewne. Tak samo widać, że 80% osób zakażonych nim przechodzi chorobę Covid-19 bezobjawowo. Nie ukrywam, że po prostu nie wierzę w kolejne, stale pojawiające się w internecie teorie spiskowe. Mam tylko prośbę do tych osób, które w mediach społecznościowych usilnie twierdzą, że wirusa nie ma, by zapisali się na wolontariat i przeszli się do najbliższego oddziału zakaźnego, zobaczyć jak to wygląda. Ja bezpośrednio nie miałem okazji widzieć pracy oddziału zakaźnego w czasie pandemii, ale bazując na doświadczeniu moich znajomych (przechodzących chorobę Covid-19 w różny sposób), szczerze mogę tylko chylić czoła przed lekarzami i pielęgniarkami, którzy walczą o zdrowie i życie osób, u których zakażenie SARS-CoV-2 przebiega w ciężki sposób.

Zacznijmy od początku. Jest 31 maja, poniedziałkowy wieczór. Spacerując z moją drugą połówką, rozmawiamy na tematy codzienne. Jesteśmy dwa tygodnie po krótkim pobycie w górach, gdzie spotkaliśmy się m.in. z jej rodziną. Podczas tej rozmowy w pewnym momencie słyszę wiadomość, że jedna z osób, z którymi moja ukochana ma stały kontakt, poddała się testowi na obecność koronawirusa, ponieważ od jakiegoś czasu nie czuła się najlepiej. Wówczas jednak oboje przyznaję, trochę bagatelizowaliśmy sprawę. "A może jej się wydaje?", "A miała kontakt z kimś, kto wrócił zza granicy lub pracuje na kopalni?".

Dzień później odbieram telefon, "Jej wynik jest dodatni, jedziemy wszyscy na wymazy, jeśli będę miała wynik dodatni, to jutro Ty też jedziesz do Krakowa na badanie.". Nie ukrywam, w pierwszym momencie ugięły mi się nogi. Do tej pory traktowałem tę pandemię, że gdzieś tam sobie jest, ale z daleka od mojej rodziny, od mojej miejscowości, od mojego powiatu. Nagle dociera do mnie, że to ja mogę być jedną z osób, która go transmituje bezobjawowo. W domu prawie 80-letni dziadkowie z chorobami współistniejącymi oraz 50-letni rodzice również ze schorzeniami. W głowie same najgorsze scenariusze, po chwilowym opamiętaniu lista osób, z którymi mogłem mieć kontakt w ciągu ostatnich 2 tygodni. Po zaledwie 10 minutach lista miała ok. 100 nazwisk. Ok, od początku obecny był u mnie reżim sanitarny, ale czy to tak naprawdę działa? - takie myśli, krążyły mi w głowie cały czas. Bez wątpienia tegoroczny 1 czerwca to był jeden z najtrudniejszych dni w moim życiu.

2 czerwca zwrotna informacja, szczęśliwie wynik jest ujemny, dziewczyna skierowana została na dwutygodniową kwarantannę. Ja mam tylko mierzyć temperaturę i monitorować swój stan zdrowia. Po 14 dniach wymaz kolejny raz podał wynik ujemny, kwarantanna dobiegła końca, zaczął się powrót do normalności.

Po tych doświadczeniach krytycznie zacząłem patrzeć wobec osób, które narażają innych ludzi na niebezpieczeństwo, nie stosując się do zaleceń z Ministerstwa Zdrowia. Zostawmy politykę, kompletnie nie mam zamiaru wypowiadać na jej temat, choć swoje przemyślenia mam. Trzeba spojrzeć na sprawę jasno - na dzień dzisiejszy nie ma innego, skutecznego sposobu na walkę z rozprzestrzenianiem się koronawirusa, jak trzy elementy: dystans, dezynfekcja oraz maseczki. Kiedy społeczeństwo znacząco się rozluźniło, co szczególnie pokazał obecny okres wakacyjny liczba osób chorych szybko wzrosła.

Oczywiście, odkąd tylko wybuchła pandemia na świecie różniły się zdania wirusologów. Podejrzewam, że jedną z przyczyn tego, jest fakt, że jest to nowa odmiana wirusa z grupy koronawirusów, a nie mieli oni do czynienia z nią wcześniej. Także to, że jego źródeł można szukać w Chinach, z pewnością nie ułatwiało gromadzenia wiedzy na temat wirusa w początkowej fazie. A może powód jest/był inny - zapobieganie wybuchu paniki wśród społeczeństwa. Jednak chyba warto zastanowić się, że jeśli na alarm bije lekarz, pracujący lub też kierujący oddziałem zakaźnym szpitala, jak groźny jest to wirus, to bazuje on na swoich doświadczeniach, którym codziennie stawia czoła i wie więcej na ten temat niż przeciętny Kowalski, którego wiedza najczęściej w tym temacie wynika z Facebooka lub całodobowego siedzenia przed TV.

Dlatego mój krótki apel na koniec brzmi: Trzymajmy dystans, dbajmy o siebie nawzajem, nośmy maseczki i działajmy rozsądnie.

Szymon Pęczalski


P.S. Mieszkam w niedużym mieście, które położone jest na zachodnim końcu Małopolski. Na dzień 07.08. mamy 75 aktywnych przypadków zakażenia koronawirusem (prawie połowa wszystkich w powiecie), 17 ozdrowieńców oraz 2 zgony. Prawie 200 osób w kwarantannie. Drugie miasto w powiecie ma niemal połowę mniej zakażeń, a prawie 1/3 mniej aktywnych przypadków.

Edit: Zgodnie z danymi z 10.08 aktualnie: 78 aktywnych przypadków, 21 ozdrowieńców, 3 zgony, 215 osób na kwarantannie. Druga gmina w powiecie: 28 aktywnych przypadków, 32 ozdrowieńców, 2 zgony, 114 osób na kwarantannie.

Sort:  

"krytycznie zacząłem patrzeć wobec osób, które narażają innych ludzi na niebezpieczeństwo, nie stosując się do zaleceń z Ministerstwa Zdrowia."

Problem w tym, że Ministerstwo Zdrowia zmienia zdanie co miesiąc.

Jednym z zaleceniem MZ jest zachowanie dystansu społecznego. Na początku były to 2 m, obecnie jeśli się nie mylę, jest to 1,5 metra. Być może ktoś lubi stać w kolejce w sklepie, gdy człowiek za nim stoi nie dość, że nie zachowując dystansu to jeszcze bez maski. Czy wobec tego, nie jest to narażaniem innych ludzi na niebezpieczeństwo i zarazem niestosowanie się do zaleceń ze strony MZ? Z tego co wiem, kwestia skuteczności maseczek była podważana przez Ministerstwo na samym początku, ale akurat zachowanie dystansu społecznego było i jest podkreślane na każdym kroku.

Masz na myśli dystans społeczny podczas kampanii prezydenckiej czy chociażby harców Ł.Szumowskiego nad jeziorem?

Panie Mariuszu, nie nakazuje nikomu jak się ma ubierać. Za to jeśli ten sam człowiek narusza zasadę dystansu społecznego, stojąc mi niemal na plecach, uprzejmie go o tym informuję i nie widzę w swoim zachowaniu nic złego.

Jeśli mam możliwość, zostaje w domu.

Czytałem ten tekst już wcześniej i również nie spodobał mi się fragment wspomniany przez @ocotuchodzi. To samo mogę powiedzieć, że krytycznie patrzę na osoby, które noszą i się dają omamić pseudo pandemii a szczególności dodatkowo reklamują to.

Czy wobec tego, nie jest to narażaniem innych ludzi na niebezpieczeństwo i zarazem niestosowanie się do zaleceń ze strony MZ?

MZ jest dzisiaj jak WHO swoimi przekrętami i dymania ludzi. Chcesz zostać w domu czy chodzić na czworaka z folią na głowie, bo tak każą nielegalne ustawy pisane na kolanie to droga wolna. Tylko sprawdzaj czy rozporządzenie jeszcze isnieje, bo ostatnio dojść często znikają....

Uwaga uwaga, nadciągnęło nowe Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 7 sierpnia 2020 r., Dz. U. poz. 1356, w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów.

Rozporządzenie widmo.

Ludzie kiedyś siedzieli w pubach, gdzie można było atmosferę rąbać siekierą, a teraz pięć minut w maseczce im szkodzi ;)

Mieszkamy niedaleko :-)
Mnie zawsze dziwi, że gdy było kilka przypadków dziennie w PL to ulice były puste - krytykowaliśmy wtedy kraje południowe, że ignorują problem. Co teraz robimy? Mamy prawie 1k przypadków na dzień, a ludzie żyją jakby nie było problemu.

Ludzie po prostu przestali się przejmować zagrożeniem. Albo wychodząc z założenia, że jakoś to będzie albo twierdząc, że ich to nie dotyczy, bo chorują ludzie z zakładów pracy. Widzę tutaj ze dwie przyczyny tej sytuacji, którą mamy obecnie:

*1 Wiadomą sprawą jest to, że lockdown nie jest rozwiązaniem na dłuższą metę, w związku z tym obostrzenia będą musiały zostać poluzowane, a przedsiębiorstwa muszą wznowić pracę. Efektem jest to, że pojawiają się ogniska w zakładach pracy. Problemem jest to, że część społeczeństwa odebrała poluzowanie obostrzeń jako sygnał, że sytuacja została opanowana. Do tego jest sezon wakacyjny, który sprzyja ogólnemu rozluźnieniu i sielankowej atmosferze.

*2 Publicznie pojawiały się głosy choćby ze strony Premiera, że sytuacja jest opanowana oraz koronawirus jest w odwrocie. W związku z tym, skoro mówi to sam Prezes Rady Ministrów, z pewnością część Polaków postawiła to za pewnik.

Ja się zgadzam, że te wszystkie ograniczenia, które kiedyś były wprowadzone nie miały sensu na dłuższą metę. Gdy tylko usłyszałem, że policja daje mandaty za wychodzenie z domu z dziećmi to poczułem się jak w państwie policyjnym. Przecież wiadome było, że to potrwa wiele miesięcy, a może nawet lat. Przecież tak się nie da żyć.
Z drugiej strony czułem się całkowicie odwrotnie gdy słyszałem o luzowaniu ograniczeń przy niemalejącej liczbie przypadków i to do tego stopnia, że ludzie pielgrzymki do Częstochowy zaczęli zorganizować.

Przecież tu można zwariować.

Thank you for your engagement on this post, you have recieved ENGAGE tokens.

Panie Mariuszu, wystarczy poprzeglądać trochę Twittera czy Facebooka, gdzie zdarzają się wpisy ludzi, którzy negują istnienie tego wirusa, jak i pandemii.

Panie Mariuszu, czyli, jak dobrze rozumiem - jeśli jakaś osoba, niech będzie Iksiński, skomentuje sobie post np. na fanpage'u jakiegoś portalu informacyjnego lub innym, w którym wyrazi swoje stanowisko negujące istnienie wirusa, najczęściej niepoparte niczym to żadnych zasięgów w Internecie nie posiada?