Dziennik #26/2026 - poddaję się

in #polish3 months ago


Źródło: Pixabay


Dobry wieczór.

Zaspałabym do pracy. No może bez przesady, ale wstałam na ostatnią chwilę, bo mnie tak boli, że ani nie miałam siły ani ochoty wychodzić z łóżka. Dodając do tego fakt, że spałam z trzy godziny to poranek był naprawdę na biegu, bo przemarudziłam za długo pod prysznicem. W ogóle mam straszną niechęć do istnienia dzisiaj.

W pracy ogień i było mi to na rękę. Im większy kocioł w robocie tym ja latam bardziej nakręcona i mi to służy, bo nie mam czas na myślenie o głupotach. Mimo wszystko ciężko mi się pracowało, bo jestem realnie zmęczona. Fizycznie, psychicznie, emocjonalnie, duchowo. Wyszłam z pracy całkiem szybko, bo raptem 15 minut po czasie, pojechałam odebrać mamę z pracy i powiedziała mi, że wyglądam mizernie. Dobry komplement zawsze w cenie.

Wpadłam do domu, poszłam z psem na spacer i pogadałam z przyjaciółką. A potem spotkałam się z ziomkiem i sobie posiedzieliśmy na dachu wieżowca. Bo mogę. I moje odpierdalanie głupot raczej nigdy się nie zmieni.

Wróciłam do domu z myślą, że gorzej już chyba nie będzie, ale mogło być. Dziadka niemalże wyrzucili ze szpitala, bo skoro jest taki oporny na wszystko to niech wypierdala do domu albo ZOL. Na ZOL oczywiście się nie zgodziliśmy, więc był wielki zamęt, żeby przyśpieszyć transport łóżka medycznego, remont łazienki, zamieszanie, chaos. Ja byłam w domu, ale i tak mi się oberwało, bo wyładowała się na mnie babcia i wiecie co? Mam dość. Poddaję się. Biała flaga. Im bardziej staram się być dobrym człowiekiem tym bardziej dostaję w pizdę z każdej strony. MAM KURWA DOŚĆ. I nie wiem jak to się skończy. Będę pić, ćpać, łajdaczyć się, odpierdolę coś, a może się w końcu nawrócę na normalne życie - nie wiem. Na dzisiaj mówię pas. Miałam dla moich bliskich zawsze serce na dłoni, w ogień bym skoczyła, od kilku tygodni kompletnie nie dbam o siebie tylko skaczę dookoła ludzi ważnych dla mnie i dostałam za to wpierdol. No to faktycznie warto jest być dobrym człowiekiem.. Nigdy jeszcze w tak krótkim czasie nie spadło na mnie tyle gówna co ostatnio i ja się po prostu poddaję.

Może do jutra.

Sort:  

Każdy ma prawo do 'mienia' dość. Nie ma w tym nic złego. A co do bliskich, im też się życie wali. Ja wiem, że nie usprawiedliwia to wyżywania się na drugim, ale może to jest jakaś okoliczność łagodząca. Imho to pozwala na chłodne spojrzenie w sprawę i albo olejesz ich dla swojego komfortu psychicznego, albo nie zwracaj uwagi na te zaczepki. Czasami takie nieoczywiste reakcje potrafią przełamać impas... Oczywiście tak sobie bredzę 😉

Myślę podobnie w kwestii zaczepek. Nie wiem, jak jest z dziadkami Pauliny, ale starsze pokolenia nie mają takiej świadomości psychologicznej niż my. No i tak jak mówiłeś, świat im wali. Jeden reaguje milczeniem, drugi krzyczy, ktoś inny wyładowuje frustracje. Odkąd to sobie uzmysłowiłem, łatwiej jest to olewać.

Rozumiem Cię. Sam mam podobne problemy z częścią rodziny. Ale też im starszy jestem, tym lepiej rozumiem z czego to wynika. Widzę teraz podobny proces na przyjaciołach moich rodziców, którzy starzeją się i zaczynają tetryczeć. Część moich problemów skończyła się, gdy jasno zakomunikowałem rodzince, w czym mogę pomóc, a w czym nie. Powiedziałem też, by nie zawracali mi głowy. Było trochę gorzej przez jakiś czas, ale odmieniło się.