
Dawno nie byłem tak zmęczony. Trwa pandemia. Trwa remont. Jedno i drugie się przedłuża. Do tego dochodzi zmęczenie fizyczne, bo wczoraj wróciłem na Biskupią. Pomaga mi Janek. A w zasadzie ja pomagam Jankowi, bo to on zna się na remontach. Zakrywamy zabudową rury od wentylacji. Od rana do wieczora. Po 10 godzin. I choć efekty widać, to nie w takim stopniu, jakbyśmy tego oczekiwali. Byt, niebyt, planowanie - trzy wartości ontologiczne.
Przedłużający się w nieskończoność remont jest wyjątkowo deprymujący. W KBK kryzys jest normą od ponad roku. Najpierw musiałem zamknąć pokój zagadek, potem przyszło wypowiedzenie najmu, no i teraz ten remont. A po drodze walka z biurokratyczną głupotą. Wieczorem wracam więc po 10 godzinach spędzonych w KBK i nie mam już na nic siły. Ani na nagrywanie płyty, ani na wnikliwe śledzenie tego, co się dzieje na świecie. Może to i lepiej. Choć, co rusz się zapominam i wchodzę do sklepu po 10.00...
Na szczęście nie. Zresztą egzekucja prawa w Polsce to osobna kwestia. Obok KBK jest budka z policjantami, którzy pilnują konsulatu. Zaraz obok tej budki odbywa się remont ulicy. Sześcioosobowa ekipa kładzie bruk tworząc tym samym nielegalne zgromadzenie 6-ciu osób. I tak dzień w dzień.
PS. A w USA ponoć 500$ za wyjście z domu bez ważnego powodu...
Na mojej klatce schodowej schodząc napotykam w sumie 6 osób, czterech robotników i dwóch dyskutujących sąsiadów. A przy drzwiach wejściowych muszę się między nimi przeciskać, żeby wyjść, bo przecież nie będą robić dla każdego wchodzącego i wychodzącego dwóch metrów odstępu. Robotnik jeden maskę miał, ale nosił na brodzie. Taka to właśnie nasza rzeczywistość. Na szczęście ten remont powoli się kończy...